is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 23 lutego 2014

włoskie odpięcie

Mijający tydzień nie licząc trwającej niedzieli spędziłem w Folgarii, Włochy. Trzy z sześciu narciarskich dni było niemożliwie mokrych mimo czego byłbym skończonym malkontentem przyznając wyjazdowi notę niższą niż maksymalna. Naukę wyniosłem (chociaż już wcześniej przebąkiwała mi coś o tym Mama) taką: w życiu najważniejsze jest spędzanie jak największej ilości czasu z ludźmi dowcipnymi i inteligentnymi. Poranki oraz ponarciarskie popołudnia i wieczory były pod tym względem wyjątkowe – jestem niechętnie skłonny przyznać, że niektórzy współlokatorzy na kwaterze byli dowcipniejsi i inteligentniejsi nawet ode mnie.
Z całego serca dziękuję swoim wytęsknionym mnie i przeze mnie kobietom i mniej wytęsknionym pracodawcom, że pozwolili mi na takie odpięcie.
Wczasy zaburzyła środowa wiadomość o odejściu mojej drugiej babci. W autokarze wiozącym nas wczoraj do domu przeszło mi przez myśl, że za rzadko ją odwiedzałem.



Piątek po południu: spaleni włoskim słońcem Mateusz, Michał, Ola, Adam, Ewa, Tadeusz i Ludwik.

niedziela, 16 lutego 2014

odbiór osobisty

Te słowa fizycznie piszę w miniony czwartek, bo w sekundzie niedzielnej publikacji przebywam już przecież na feriach, stan międzysemestralny. Ze względu na towarzystwo jestem nimi (feriami) szczególnie podekscytowany.
Jeżeli chodzi o wielki zimowy sport to pierwszy raz tak intensywnie odczuwam coś w rodzaju alergii na emocję zbiorową. Jeżeli chodzi o sport osobisty to odczuwam ulgę z powodu zmniejszonego bólu pleców.
Jestem pod sporym wrażeniem tego filmu, który stoi na granicy sportów osobistego i wielkiego, ale każdy może go sobie odbierać jak chce i ja to właśnie robię: odbieram osobiście, bo bardzo lubię Steve’a Nasha.


Zdjęcie z soboty rano: przerwa na austriacką herbatę. W nadchodzącym tygodniu przez minimum 5 godzin dziennie zdejmujemy z rodziców odpowiedzialność za ich dzieci. Na samą o tym myśl mam ochotę usiąść i odpocząć.

niedziela, 9 lutego 2014

narada na Karowej

Podobał mi się w tym tygodniu wywiad z Władysławem Frasyniukiem, który wydrukowała Gazeta Wyborcza z okazji 25. rocznicy obrad Okrągłego Stołu. Podobało mi się, że cała ta grupa przed wejściem do Pałacu zatrzymała się na naradę w Instytucie Socjologii na Karowej. Podoba mi się uczucie jakim darzą siebie nawzajem babcia M. z wnuczką J. Podobał mi się sobotni spacer z J. przez Pola Mokotowskie do prababci R. i wczorajsza wieczorna wizyta u Arinki.
Jako niezależne źródło informacji o nowościach w r-town napiszę jeszcze, że podoba mi się dopiero co otwarta kawiarnia Yukka Yukka w pawilonach przy ulicy Pruszkowskiej 5.

Podobają mi się zdjęcia, które mój brat robi swoim narciarskim znajomym. Życie mi się w ogóle podoba. Dopiszę tu coś jutro, o ile w ogóle uda mi się znaleźć jakiś ślad konfliktu/dramatu żeby notatka była (jeszcze) ciekawsza.

niedziela, 2 lutego 2014

wyboista jest droga

W weekend zadebiutowaliśmy z przyczepką na płozach. To są przygody obarczone kolosalnym ryzykiem. To, że my mamy ochotę pojeździć z przyczepką nie oznacza, że J. ma ochotę pojeździć w przyczepce. Dzięki Bogu okazało się, że ten kochany klopsiduszek nie ma nic przeciwko sprawianiu swoim rodzicom drobnych radości. Dziękujemy babci (słowa „babci“, „babciu“, "babcia" powtarzane były w ten weekend do znudzenia) za przygarnięcie nas i naszych spraw.
W sobotę odnowiliśmy z Basią przysięgi małżeńskie: z miłości do popularnego serialu, wymieszawszy w kociołku zdrady CIA własne honor i krew, poprzysięgliśmy sobie, że do końca życia będziemy mówić na waleta „Javadi“. To był mój pomysł, bo nie chciałem uwierzyć, że literka „J“ w kartach oznacza po prostu „Jack“. Teraz już w każdym razie wszystko sobie wyjaśniliśmy.



Droga do Sochi jest wyboista, co nie znaczy, że choćby na ułamek sekundy z niej zboczyliśmy. Podpisano: ridersi on the storm (ang. Rońka nie wierzy łzom).