is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 29 czerwca 2014

kalendarium prywatnego mundialu

Kalendarium: 24-go czerwca J. po raz pierwszy złapała rzuconą przeze mnie piłkę. 27-go czerwca do bodajże północy przebywałem na imprezie domowej. Na język samo ciśnie się: król nocy – bodajże do północy. Na imprezie było wiele młodszych ode mnie, bardzo fajnych osób. 28-go czerwca po basenie (z mamą) J. zasnęła na 3h w ciągu dnia i ja razem z nią (spełnienie najpiękniejszych marzeń). 29-go czerwca (po całym dniu u dziadka) J. zasnęła około 18-tej, dzięki czemu zawiozłem narty do ski spa i spędzam miły wieczór z żoną (spełnienie najśmielszych marzeń).
Dodatkowe refleksje o życiu oraz zdjęcie już jutro, czyli tzw. mundialowych emocji ciąg dalszy.
Tak naprawdę to chciałem tylko dopisać/skonstatować bez emocji, a w każdym razie bez entuzjazmu, że w niedzielę minęło 27 lat od śmierci mojego dziadka, który miałby dziś 88 lat. Ludzie tyle spokojnie żyją, czyli to nie jest niemożliwe żeby on dzisiaj jeszcze sobie żył. Ale jaki to jest zupełnie inny świat dzisiaj niż w 1987 roku. Chyba za 27 lat nie będzie aż takiej przepaści między tym co jest teraz, bo to by mnie kompletnie zmęczyło. Gdybym miał szczęście dożyć.


Dwadzieścia siedem lat temu ta dziewczyna, która za chwilę złapie frisbee miała 9 lat. Rońki nie było wtedy jeszcze w najśmielszych planach.

niedziela, 22 czerwca 2014

w lecie w lesie

Miniony poniedziałek po południu, do 128-ki przy Centralnym wchodzi mężczyzna ok 40-stki, rozchełstany szary garnitur, rozluźniony różowy krawat na niebieskiej koszuli, dziwnie powyginany (ten krawat) paskiem od przewieszonej na ukos przez klatkę piersiową torby z laptopem. Mała szara walizka na kółkach, pudełko lego city z wozem strażackim w ręku, chyba wycieńczony pociągiem czy drinkami w Warsie wraca do syna, chwieje się, nie wie czy napisać smsa czy kupić bilet w automacie, rozczochrany, wzrok rozbiegany ale pozytywny, przy Sobieskim rozprasza jego uwagę inny pan w garniturze czekający na przystanku, chyba przypomniał mu że miał wysiąść, wreszcie wychodzi na Raszyńskiej. Ten człowiek to było pracujące, letnie popołudnie w centrum miasta. W pigułce. Uważam, że ludzie o tej porze roku powinni być ze swoimi dziećmi nad morzem, a nie w dżungli, choćby z lego city.
Długi niepracujący weekend spędziliśmy w prawdziwym lesie. Było dobrze, za dnia siatkówka, wieczorem rozpalony mundial i jedno urodzinowe ognisko.



Na tym kolażu autorstwa Basi są same miłe osoby. Wśród nich Tosia i Julka: dziewczyny dzięki którym uwierzyłem, że jestem siatkarzem jeśli nie wybitnym, to w każdym razie mającym w czasie gry wiele do powiedzenia.

niedziela, 15 czerwca 2014

wreszcie

27 września w parku olimpijskim w Atlancie wystąpi Outkast. Bo Outkast to Atlanta a Atlanta to Outkast. Nie polecę we wrześniu do Atlanty i nie zobaczę Outkastu, a mimo to wiadomość ta obchodzi mnie bardziej niż taśmy Wprost czy mundial. Ale na szczęście nie bardziej niż dzisiejsza, druga w życiu Janki wycieczka do zoo. Oglądaliśmy między innymi jak małe pingwiny (chyba magellańskie) połykały na późne śniadanie ryby.






We wrześniu nareszcie w Atlancie, fot. z wyżej wymienionego artykułu grantland.com.

niedziela, 8 czerwca 2014

Ray Allen, 38

Oto wydarzenia tygodnia.
1. Powrót Ariny i jej rodziców (bez których nasze i Janki życie jest naprawdę uboższe) z wakacji.
2. Frankowi, Misi oraz Michałowi J. złamał się podczas Akademickich Mistrzostw Polski w żeglarstwie maszt. Jestem tym trochę przygnębiony, bo jako były absolwent i kibic UW (oraz wszystkich przedsięwzięć swojego brata) liczyłem, że wrócą stamtąd zadowoleni z siebie.
3. Przyszedł upragniony koniec semestru i jedyna rzecz, która będzie mnie w stanie zmusić do wstawania przed 6 rano w lecie to wyjście na basen, czyli coś zdrowego i pomagającego w życiu. No i może jeszcze game 7 finałów NBA, gdyby do niej – niestety – doszło.
4. Znowu poczułem, że wszystko przede mną kiedy zobaczyłem to. Przypomnę, że Ray Allen urodził się w 1975 roku, czyli ma prawie 39 lat! Pamiętam jak grał w Miwaukee pod koniec lat 1990-tych oraz u boku Denzela Washingtona w filmie Spike'a Lee "He Got Game" z 1998 roku i czuję, wiem, że jest jakby kimś z rodziny. Myślę, że on mógłby poczuć podobną bliskość do mnie gdyby mnie choć trochę poznał.



Te odważne słowa napisałem na parkingu w Zalesiu Górnym podczas drzemki Janki.

niedziela, 1 czerwca 2014

wspaniała rocznica

Jest tylko jedna rocznica, która może dorównać doniosłością 25 rocznicy odzyskania przez Polskę szeroko rozumianej niepodległości. Jest to 20 rocznica wydania płyty Ill Communication Beastie Boysów i 50 rocznica zdjęcia z okładki tej płyty. Oto wspomnienie fotografa, Bruce’a Davidsona, musi być w oryginale, kopiuję z genialnego artykułu grantland.com:
[Someone] called and said, ‘We’d like to run a picture on the cover.’ I said I have to hear the music first. … I mean I’m not musical at all. I don’t go much beyond Bach, you know. Anyway they sent me a little tape of the music and I couldn’t make heads or tails of it. It was like a secret language. It was beyond the realm of my experience. So I called them back and said, ‘The music’s great. You can use the picture.’
Tymczasem w domu jesteśmy na etapie, że nie możemy wyjść na basen nie zabierając ze sobą „pociągu“ czyli prostokątnego klocka z kółkami na którym ustawione są inne klocki. Po prostu się nie da. Albo z pociągiem, albo nie idziemy w ogóle.
Niestety wychowanie dziubulińskiego wymknęło nam się nie wiadomo kiedy spod kontroli.




Co nie znaczy, że mamy z J. "ma bell I got the ill communication," co to to jeszcze długo nie.