is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 27 kwietnia 2014

Vince Carter nie wie co to obłocony kalosz

Wczoraj w amoku szybkiego wychodzenia na spacerek założyłem J. kalosze lewy na prawą i ten który mi został w ręku na pozostałą, czyli pomyłka była drobna i jedna, ale uruchomiła drugą. Komedia lawinek-pomyłek. Ten robaczek przeszedł w nich dzielnie cały dystans-dysonans od nas do Ilji i Nastii. I oczywiście potworny uśmieszek satysfakcji na twarzach matek w czasie rozbierania. Nastia pod moją nieobecność dodatkowo niechcący poinformowała Basię, że wcześniej tego dnia (dżdżysty poranek), wyszedłem z J. ubraną w same bawełniane rajstopy. Trzy niby słodkie upieczone przez gospodynię jabłka smakowały tego wieczoru wyjątkowo gorzko. Po raz kolejny przekonuję się, że na tym osiedlu – niestety – mało komu można tak naprawdę po ludzku zaufać. Wieczorem błąkałem się po mieście szukając zgubionego (oczywiście tego samego dnia) numeru rejestracyjnego do auta i odkryłem (odkrywam) w swojej depresji genialną płytę sprzed prawie ćwierćwieku: Waglewski Gra-Żonie.
Ucieczka z bagna dopiero dzisiaj o świcie. Zaszyłem się w toalecie, zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie, że to ja jestem Vincem Carterem ratującym Dallas z opałów, że to mnie obściskują Dirk Nowitzki i Mark Cuban, że gram w NBA i że żałosne piekiełko r-town jest hen daleko po drugiej stronie Appalachów.




Pomocnik ogrodnika w jednym kaloszu, tym razem założonym przez siebie samą, czyli szanse, że na właściwą nogę, są.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Jeff Teague

Wczoraj z okazji Wielkiej Soboty daliśmy namówić się na zwiedzanie grobów Pańskich w kościołach na Krakowskim Przedmieściu i Starym Mieście. Udaliśmy się rowerami, duch sportu unosił się nad nami. Jeszcze na Nowym Świecie agresywne, nastoletnie bojówki syjonistyczne wcisnęły nam upamiętniające powstanie w getcie żonkile-naklejki. I tak z tymi żonkilami (ja z dodatkowym na kasku) zwiedzaliśmy groby. A ściśle rzecz biorąc jeden, bo Janka miała szybko dosyć spotkania na styku kultur. Wprowadziliśmy do jej organizmu trochę zupy na ławce przed kościołem Św. Krzyża i wróciliśmy do domu.
Również w sobotę rozpoczęły się playoffy NBA, i tu niestety przykra informacja: nie udało mi się zamówić league passa. Wydaje mi się, że B. celowo zablokowała kartę ("Mamy ważniejsze wydatki." Czyżby?). Ale dowiedziałem się, że Jeff Teague z Atlanty miał tzw. monster game i poprosiłem najbliższych, żeby od dzisiaj tak mnie nazywali, na co od razu przystali. Po scrabblach Mama przeczytała nam na głos genialny wywiad z Aloszą Awdiejewem i dla kogoś takiego jak Jeff Teague było przyjemnym wyzwaniem intelektualnym połapanie się we wszystkim co usłyszał. Nawiasem mówiąc Jeff Teague z żoną wygrali tę partię scrabbli, także sukces goni sukces.




Córka Jeffa Teague'a w butach Jeffa Teague'a, a raczej w momencie wychodzenia z butów Jeffa Teague'a.

niedziela, 13 kwietnia 2014

zdanie w Guardianie

Niedziela palmowa, czas palmy. Odbiła nam i pojechaliśmy rowerami z r-town na Bielany. W tamtą stronę skorzystaliśmy jeszcze z metra, ale z powrotem poszliśmy longiem na dwóch kółkach, nie licząc przerwy na obiad. To jest poplątanie braku odpowiedzialności z miłością niektórych bliskich mi osób do mrozu i dżdżawki, byle tylko akcja „Polska na dwóch kółkach“ nie podumarła. 
(Chyba) właśnie w ramach tej akcji w piątek Babcia wsiadła na rower i zrobiła małe kółko przed domem z J. w siodełku.
Z kolei w sobotę przy okazji treningu Basi spotkałem nad Wisłą niewidzianą około 12 lat koleżankę z Lingwistyki Anię – zaimponowała mi swoją trójką dzieci i swoim życiem.
W czwartek zmarła pisarka Sue Townsend, autorka (między innymi) serii książek o Adrianie Mole’u. Kiedy ukończyła 22 lata miała już (właśnie) trójkę dzieci, kiedy miała 23 lata zachorowała na gruźlicę, kiedy miała trzydzieści parę lat miała zawał, a w 2001 roku (w wieku 55 lat) straciła kompletnie wzrok – kolejne książki dyktowała swojemu starszemu synowi. Jako już zamożna autorka pamiętników Mole'a powtarzała, że żadna ilość pieniędzy nie pomoże jej zapomnieć biedy, w której żyła jako młoda osoba.
„The character of Mole [...] is an average teenager but sees himself as an overlooked intellectual“ – cytuję tu takie celne zdanie – zdanie przeczytane w piątkowym Guardianie.




Sponsorem dzisiejszej drzemki i wycieczki był mbank.

niedziela, 6 kwietnia 2014

zapłacz nad Wisconsin

Żoliborz to nie jest Polska. Tam wszystko jest piękniejsze. Niebo bardziej niebieskie, pająki dla dzieci większe niż gdziekolwiek indziej. Po południu na Kępie spotkaliśmy się z Kasią i Jackiem i po raz kolejny dostaliśmy tym żoliborskim przepychem po głowie. Przed południem wspólnie z Ariną (bez której życie Janki nie ma sensu, obie to wiedzą) pomagaliśmy trochę Buni na działce. Przed- i popołudniowe wyjścia z domu przedzieliliśmy zasłużoną drzemką.
W piątek wieczorem położyłem się z podcastem J. Rose’a i Davida Jacoby’ego na uszach, ale zasnąłem zanim doszli do analizy Final Four. Szkoda, że Wisconsin odpadło z turnieju, chociaż i do Wisconsin i do Kentucky mam sentyment: mój przyjaciel z liceum Kruchy w obu stanach chodził do szkoły średniej, w tym pierwszym do klasy maturalnej, w tym drugim do trzeciej. Ale kochani: to są wspomnienia, mogę się mylić, błagam nie cytujcie tego nigdzie.
A Jalen oczywiście miał Florydę i Wisconsin w finale. Wielki ekspert... a idźcie.



Oto błękit, pająk i poskramiacze pająka.