To są dni kiedy coraz ciężej czyta mi się wiadomości ze świata. Wypracowuję powoli taki koszykarski filtr. Na przykład dzisiaj dowiedziałem się, że Manu Ginobli ma swój własny pomnik w Buenos Aires. Jeżeli kiedyś tam polecimy, to już zapowiadam, że będę chciał ten pomnik dotknąć lub złapać za kostkę. Dowiedziałem się też, że Nowa Zelandia przegrała swoje dwa pierwsze mecze na mistrzostwach świata w kosza w Hiszpanii. Jestem pełen podziwu dla tempa w jakim rozwijają się moje zainteresowania.
W sobotę Polskę opuścił David Reid, zastępujący (do wczoraj) przebywającą (do wczoraj) na urlopie panią ambasador NZ w Warszawie. W piątek na Zielonym Jazdowie zjedliśmy razem (David, Janka, ja) obiad oraz napisaliśmy kartkę pocztową do naszego wspólnego nauczyciela P. Russella. Wszystko co mówił o polityce do mnie przemawiało. W dodatku mimo ukradzionego portfela (w sensie jemu ukradzionego, nie że on ukradł) miał o Warszawie do powiedzenia same dobre rzeczy – to też do mnie przemówiło, chociaż nie do końca rozumiałem skąd optymizm. Cieszę się, że moja mama i żona zdążyły poznać Davida. Oraz, że zaakceptowała go Janka.
Piątek, Buenos Aires i ukochany Manu Ginobli, którego ja zaakceptowałem: dawno i w pełni.
is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)
niedziela, 31 sierpnia 2014
niedziela, 24 sierpnia 2014
pierwszy raz
W sobotę po raz pierwszy taneczny wieczór we dwoje w Marcelinie na 28-mej jak się okazało (nie 25-tej) rocznicy ślubu bardzo bliskich osób. To znaczy po raz pierwszy wyszliśmy, a nasze najukochańsze robactwo zostało pod opieką babci, której jak się okazuje nic nie straszne. Dzisiaj dżdżysta senność, ale mimo to przyjemność, bo i miły obiad i niespodziewane zwycięstwo w wiadomo co. Nie, nie w/na rolkach, co to to nie. Ze względu na deszcz liga rolkowa została przeniesiona na jutro. Przygotowuję się na nią na zajęciach pilatesu z ukochaną Patrycją (w sobotę byliśmy we trójkę, t.j. z Janką: dumą rodziców i wzorem cierpliwości!!!). Jestem prawdopodobnie gotowy, nie mówię na co.
Fotografię dodam jutro.
„Jutro“ jak wiadomo działa każdego dnia.
Byłem potwornie zajęty odtwarzaniem w wyobraźni pierwszej połowy miesiąca, dlatego nie pisałem tu, tylko tu.
„Jutro“ jak wiadomo działa każdego dnia.
Byłem potwornie zajęty odtwarzaniem w wyobraźni pierwszej połowy miesiąca, dlatego nie pisałem tu, tylko tu.
niedziela, 17 sierpnia 2014
The Knicks don't ever play tenacious defense
Przedrzeźniająco: „The Knicks are playing tenacious defense.“
Wyjaśniająco, z prześmiewczym grymasem: „The Knicks don't ever play tenacious defense.“
To są słowa oficjalnego komentatora New York Knicks, które podczas próby do koncertu Esperanza+ cytował Marcus Miller. Na sali byli: Herbie Hancock, Wayne Shorter, Terri Lyne Carrington, Esperanza Spalding, Leo Genovese, menadżerka Esperanzy, menadżerka Herbiego i żona Wayne’a (właśnie tym dwóm ostatnim Marcus chwalił się znajomością z komentatorem Knicksów), no i naturalnie nie wymagający przedstawienia ja. Bardzo (naprawdę bardzo) chciałem się wyrwać i powiedzieć im: Boże, ludzie, o tym akurat mógłbym z Wami porozmawiać, ja czytam wszystko co napisze Bill Simmons, ja się na tym naprawdę znam. Zazdroszczę, że mieszkacie w Stanach, gdzie kultura koszykówki i żarty dotyczące zaangażowania do gry w obronie drużyny New York Knicks nigdy się nie zestarzeją. I że rozumieją i opowiadają je sobie tacy artyści! Ze łzami w oczach przypomniałem sobie scenę z pierwszego filmu „Madagaskar", kiedy zwierzaki uciekły z zoo i jechały metrem, a tam siedział pan z gazetą, której nagłówek z tyłu brzmiał: The Knicks lost again.
Ten tydzień w Gdańsku niestety zupełnie zniszczył mój reżim treningowy na rolkach oraz relacje z dzieckiem, które wszystko robi samo i dostaje szału na samą propozycję przestawienia hulajnogi o 5 cm. Wymyka się ta sytuacja niestety coraz bardziej, ale taka jest cena życia w środku tajfunu.
A tu zdjęcie instrumentu Leo Genovese, któremu Leszek Możdżer w dzień koncertu pomógł rozpisać zagraną na bis piosenkę Stevie Wondera „Sir Duke“. I dobrze z tym potem poszli.
Wyjaśniająco, z prześmiewczym grymasem: „The Knicks don't ever play tenacious defense.“
To są słowa oficjalnego komentatora New York Knicks, które podczas próby do koncertu Esperanza+ cytował Marcus Miller. Na sali byli: Herbie Hancock, Wayne Shorter, Terri Lyne Carrington, Esperanza Spalding, Leo Genovese, menadżerka Esperanzy, menadżerka Herbiego i żona Wayne’a (właśnie tym dwóm ostatnim Marcus chwalił się znajomością z komentatorem Knicksów), no i naturalnie nie wymagający przedstawienia ja. Bardzo (naprawdę bardzo) chciałem się wyrwać i powiedzieć im: Boże, ludzie, o tym akurat mógłbym z Wami porozmawiać, ja czytam wszystko co napisze Bill Simmons, ja się na tym naprawdę znam. Zazdroszczę, że mieszkacie w Stanach, gdzie kultura koszykówki i żarty dotyczące zaangażowania do gry w obronie drużyny New York Knicks nigdy się nie zestarzeją. I że rozumieją i opowiadają je sobie tacy artyści! Ze łzami w oczach przypomniałem sobie scenę z pierwszego filmu „Madagaskar", kiedy zwierzaki uciekły z zoo i jechały metrem, a tam siedział pan z gazetą, której nagłówek z tyłu brzmiał: The Knicks lost again.
Ten tydzień w Gdańsku niestety zupełnie zniszczył mój reżim treningowy na rolkach oraz relacje z dzieckiem, które wszystko robi samo i dostaje szału na samą propozycję przestawienia hulajnogi o 5 cm. Wymyka się ta sytuacja niestety coraz bardziej, ale taka jest cena życia w środku tajfunu.
A tu zdjęcie instrumentu Leo Genovese, któremu Leszek Możdżer w dzień koncertu pomógł rozpisać zagraną na bis piosenkę Stevie Wondera „Sir Duke“. I dobrze z tym potem poszli.
niedziela, 10 sierpnia 2014
stadion-marki-jazdów-rakowiec
Siedzę przed Ikeą w Markach i wspominam dobre dni, napisałbym do Papieża bardzo długi list, ale jestem z wdychającą upał Ronią i przysięgłem sobie, że do czasu wyjścia dziewczyn ze sklepu nie zrobię nic co mogłoby podnieść temperaturę, a taki list by podniósł. Już wyszły.
Przenieśliśmy się na Jazdów, gdzie Janka umierała ze szczęścia kiedy pan Stanisław C. polewał ją wodą z sikawki. Być może się zakochała. Kupiliśmy gorzką cykorię – genialna. Wróciliśmy do r-town, staramy się ochłonąć.
W sobotę odniosłem wielki sukces na Stadionie Narodowym w konkurencji slalom na rolkach, afirmowany szeroko zakrojoną przez Basię kampanią promocyjną na facebooku. Afirmacja życia, czyli jeszcze nie czas umierać. Był to mój największy sukces sportowy od czasu dotarcia z B. do fazy grupowej Krokowej Open.
Sukces (ten sobotni, indywidualny) przyszedł późno, ale jak już przyszedł, jak mi z nienacka nie przyłoży obuchem...
Dziękuję Mamie, że ponad 20 lat temu uwierzyła we mnie i kupiła mi te rolki.
Przenieśliśmy się na Jazdów, gdzie Janka umierała ze szczęścia kiedy pan Stanisław C. polewał ją wodą z sikawki. Być może się zakochała. Kupiliśmy gorzką cykorię – genialna. Wróciliśmy do r-town, staramy się ochłonąć.
W sobotę odniosłem wielki sukces na Stadionie Narodowym w konkurencji slalom na rolkach, afirmowany szeroko zakrojoną przez Basię kampanią promocyjną na facebooku. Afirmacja życia, czyli jeszcze nie czas umierać. Był to mój największy sukces sportowy od czasu dotarcia z B. do fazy grupowej Krokowej Open.
Sukces (ten sobotni, indywidualny) przyszedł późno, ale jak już przyszedł, jak mi z nienacka nie przyłoży obuchem...
Dziękuję Mamie, że ponad 20 lat temu uwierzyła we mnie i kupiła mi te rolki.
niedziela, 3 sierpnia 2014
dwie wizyty
W piątek dwie wizyty: poranna opisywanej tu wcześniej mamy Tatiany i wieczorna Jacka Doiga. Mamę Tani spotkaliśmy z Rońką na porannym spacerze – skończyło się wspólną owsianką o 7:20 i mnóstwem uprzejmości pod adresem chętnie je przyjmującej Janki. Jack Doig (nasz dobry znajomy pochodzący z miejscowości Plimmerton, a dzisiaj już pół-Czech z Brna będący w związku i mający niedługo dwójkę dzieci z rodowitą Czeszką o imieniu Petra, teściowie mieszkają pod nimi) spędził z nami noc i pół sobotniego dnia. Oprócz kupy wspomnień i śmiechu zarobiłem na tej wizycie dwa dobre angielskie zwroty. Jeden (to punch above one’s weight – o sporcie wyczynowym w Czechach, tzn. jak tym Czechom dobrze idzie na nartach, w piłkę czy tenisa) kiedyś być może słyszłem. Drugi (to change shops – zmieniać pracę) to zupełna nowość, ale chyba niemożliwe, żeby Jack sobie coś tak intrygującego zmyślił. W każdym razie oba zanotowałem (ang. duly noted). Janka zaakceptowała Jacka po tym jak rano przeczytał jej kilka stron świnki Peppy. Kiedy już wyjechał przyznała jednak, że był trochę „inny“. Prawdopodobnie męczyło ją to, że ciągle mówił po angielsku i nic nie rozumiał z tego co ona chciała mu przekazać.
Mt. Ruapehu nad chmurami o wschodzie słońca widziany z Mt Taranaki. Taką dosyć jak na nasze umiejętności wspinaczkowe ekstremalną wycieczkę zorganizowaliśmy sobie Jack i ja 10 lat i prawie 5 miesięcy temu.
Mt. Ruapehu nad chmurami o wschodzie słońca widziany z Mt Taranaki. Taką dosyć jak na nasze umiejętności wspinaczkowe ekstremalną wycieczkę zorganizowaliśmy sobie Jack i ja 10 lat i prawie 5 miesięcy temu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


