is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 25 września 2016

nowy rower

W sobotę prawie dojechałem nim na trening Potworów, ale ostatecznie spędziłem dobre kilka godzin z Janką na Polu Mokotowskim. Bawiliśmy się w przedszkole, zbieraliśmy kasztany, zjedliśmy na spółę ziemniaka z grilla. Potem jakimś cudem razem z Ludwikiem oboje zasnęli w przyczepce, a my siedzieliśmy na krzesłach, w słońcu, i czytaliśmy gazetę. To nie opowieść science-fiction tylko życie na świecie. We wtorek Tata pomógł mi zmienić a potem przenieść lampkę nad łóżkiem dzieci o kilkanaście cm w dół. W piątek na angielskim w przedszkolu przerabialiśmy piosenkę o zoo, słówka swing i dance, uniwersalne.




Nr rejestracyjny pojazdu na ramie.

niedziela, 18 września 2016

nocleg w ROD Rakowiec

W nocy z soboty na niedzielę nocowaliśmy na działce Buni. To było coś ponad-chorego jeśli chodzi o temperaturę, nasz przestronny namiot przepuszczał jej niskość w stopniu przenikającym trzęsące się ciało. Janka też – nieśmiało, bo nieśmiało – przyznała, że było jej trochę zimno. Mimo to – świetny projekt, zawdzięczamy go Nastii. Świetny mimo dwóch ukłuć czyli porażek z Ilyą w szachy przed snem. Oni też biwakowali, ale oszukiwali, bo wzięli dodatkowe kołdry. Tej lodowatej nocy miałem następujący sen. Jesteśmy na wakacjach z Jankiem Tenderendą i prosto z deptaka wchodzimy do pralni automatycznej (miejskiej, na żetony). Okazuje się, że kiedy położyć się na podłodze w śpiworach, pralnia zabiera Cię w kosmos, podłoga pochyla się (angulation), śpiwory zjeżdżają. To było bardzo podobne do lotu/filmu Apollo 13, z podobnie burzliwym (wibrującym) powrotem przez atmosferę na Ziemię, do pralni – czy raczej: z pralnią.



A tak Ci absolutnie wyjątkowi ludzie poruszali się po kolejnym (oprócz rodzinnych ogródków działkowych) landmarku r-town, DK Rakowiec, w czwartek po południu.

niedziela, 11 września 2016

rzucanie w 2SLO

Wczoraj druga odsłona rzucania (do kosza) i zbierania (pieniędzy). Bez szału frekwencyjnego, za to z absolutnym szałem celności. Jestem chorym tchórzem, że rzucałem na ten łatwiejszy kosz, ale z drugiej strony pokusa była zbyt silna. O 5 rano Mama przekazała mi szereg miłych nagród dla rzucających, plus obiecany worek orzechów włoskich od Andrzeja. Jestem po krańce dni wdzięczny osobom, które przyszły, zwłaszcza takim, dla których fenomen formy spędzania czasu opisywanej jako rzucanie do kosza jest rodzajem zagadki.




Na rondzie w Pęcicach wczoraj ok. 5:45.

niedziela, 4 września 2016

Kłamstwo ma krótkie nogi w piątek

W piątek znalazłem sposób żeby porzucać z Piotrkiem Imprezą do kosza. SMS’a z pytaniem czy wieczór wchodzi w grę dostałem od niego o 13, a już o 14 zaproponowałem mu chory fortel: wychodzimy wcześniej z pracy i między 16:30 a 17:15 w tajemnicy przed wszystkimi przez 45 minut robimy to w r-town. Wybiegam, pióra ze szczęścia łopoczą mi na wietrze, jak na zamówienie podjeżdża metro, akurat jest jakiś zdezelowany veturilak, więc jadę rozwichrzony (na wietrze) i wtem, tuż przed kładką nad Niepodległości, patrzę, że z naprzeciwka pojawia się opiekunka Ludwika Monia, która na mój widok krzyczy: oni są na placu zabaw przy jeziorku! Mówię jej, że wyszedłem wcześniej żeby sobie porzucać – zero solidarności, nie powie: to jedź, ja nic nie widziałam. Nowe pokolenie pseudo poprawności i braku lojalności. Więc dojeżdżam do swojej rodziny (Ty tak wcześnie wyszedłeś?) i wspólnie jedziemy rowerami i przyczepą Polem na Rakowiec. Wyśpiewałem wszystko jak na tureckim kazaniu: powiedziałem o sms’sie, o fortelu, o wszystkim. Na szczęście każdy horror kiedyś się kończy. Na boisko wziąłem Jankę i z cierpliwym Imprezą popodawaliśmy sobie razem przez parę minut piłkę, chyba nawet jej się podobało. Potem doszedł Ludwik, z którym poturlaliśmy sobie wspólnie piłkę przez kolejnych parę minut. W tej niemożliwej wrześniowej aurze.

To było z mojego punktu widzenia doskonałe popołudnie. Pamiątkowe zdjęcie z dopiskiem „niesłychana historia“ wysłaliśmy naszemu trenerowi z UW Wackowi Morończykowi i tacie chrzestnemu Ludwika, Wojtkowi.