To nie miał być łatwy tydzień i nie był, ale było fajnie. Z Andalo II wróciliśmy siedem godzin temu w jednym kawałku i od razu zjedliśmy porządny obiad u teściowej. Takie pożegnanie z Afryką przed rozpoczęciem diety-makabrety – kierujemy się w stronę toalety. W domu zastał nas naprawdę czuły list od Ruuda i Rońka, za którą stęskniliśmy się potwornie. We Włoszech udało mi się zobaczyć debatę z sejmu w Niemczech na ARD, w której padło dużo gorzkich słów pod adresem ministra obrony narodowej. Ściągnął od kogoś 70% pracy doktorskiej. Ale ten skandal to nic w porównaniu z tym, że od tygodnia nie poszerzałem horyzontów na espn.com. Zgłaszam wotum kompletnego braku zaufania wobec siebie. Podpisano: Aloiz Pietruszczykiewicz.
is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)
niedziela, 27 lutego 2011
poniedziałek, 21 lutego 2011
obóz dwa w szponach lwa
Opóźnienie wpisu było spowodowane kolejnym wyjazdem do Włoch. Jesteśmy na nim. Jest bardzo miło. Minął pierwszy dzień i wszystko przebiega silky smooth. Najbardziej cieszy mnie to, że jestem tu z naładowaną kosmiczną energią Basią i sobie mieszkamy w hotelu jak jacyś Maharadżowie.
Clarín.com donosi, że na świecie jest obecnie 600 milionów aut (mniej więcej tyle samo ile ludzi było dzisiaj na stoku). Czyli jedno auto na 11 ziemian. Wszystko zaczęło się w styczniu 1886 roku.
Clarín.com donosi, że na świecie jest obecnie 600 milionów aut (mniej więcej tyle samo ile ludzi było dzisiaj na stoku). Czyli jedno auto na 11 ziemian. Wszystko zaczęło się w styczniu 1886 roku.
niedziela, 13 lutego 2011
scarcapony z carcassony
Albo Al Capone w Carcassone (tytułowe scarcapony tu jako włoskie skarpetki dyndające z górnego łóżka kuszetki). Otóż Lwów (Lwow, Lviv), a nie Carcassone, to jest to. Równie królewski, ale ładniejszy i mniej roszczeniowy względem Korony (nie tej kieleckiej) od Krakowa. Byliśmy tam na wizji lokalnej w minioną środę. Hasło wizji: Przygoda, przygoda, każdej hrywny szkoda. Pociąg wjechał na dworzec (chyba ładniejszy od dowolnego w Polsce) punktualnie o 6:03, ale my byliśmy zajęci rozmową z pewnym Amerykaninem z górnej pryczy i wyszliśmy na peron z opóźnieniem. Przez co o mały włos nie minęliśmy się z naszą przewodniczką. Jej mąż na oczach miał sen, ale dowiózł nas do Eurohotelu, a tam godzina pseudosnu i w drogę. Najpierw lotnisko. Front starego terminalu, tzw. Stalinki, wygląda fantastycznie, jak wejście do jakiejś opery za trzy grosze. Potem był stadion, tu dla odmiany nieufność, meldunki walkie-talkie, szlabany, zakaz fotografowania. Ale w końcu weszliśmy. Jest ciut większy od Legii i cały beton partyjny już stoi, jak na Narodowym. Później rozmowa w Ratuszu z lwowskim dyrektorem Euro 2012. Wytłumaczył nam, że pytanie o to, ile z początkowo planowanych inwestycji będzie gotowych na czas jest niemądre. Tutaj jak potrzebujesz pieniędzy na 2 km autostrady to oficjalnie planujesz 6 km, bo wtedy może dostaniesz na te swoje zakichane dwa.
Przy ustalaniu terminu na nagranie z merem miasta dyrektor poleca sobotę. W soboty są mniejsze szanse, że mer będzie pilnie wezwany do Kijowa. Bo jak będzie wezwany, to przywiązuje mniejszą wagę do terminów z kalendarza.
Potem było zwiedzanie (okazuje się, że istniał Taras Shevchenko (1814-1861) oraz że nie był piłkarzem), zacinanie (śniegu z deszczem), opera (tu chętnie wrzucę kiedyś wideo, bo dorwała nas tam zupełnie szalona pani przewodnik) oraz krótka rozmowa z proboszczem w Katedrze Ormiańskiej. Opowiadał o tłumaczu ze Związku Radzieckiego, który przełożył wiersze pewnego legendarnego ormiańskiego poety na rosyjski. Proboszcz mówił, że to niezwykłe, jak dobrze ten radziecki przecież tłumacz znał Biblię.
Potem już na lekkim zmęczeniu humor dopisywał mi coraz bardziej, więc brzuch trząsł mi się coraz częściej. Na dworcu w Krakowie tuż przed 6 rano zaśpiewałem nawet refren piosenki Jaromira Nochawicy pt. Pijte Vodu.
Basia pojechała wczoraj na obóz do Włoch i pewnie była gdzieś niedaleko słynnego Ga-Pa kiedy niemiecki odpowiednik relacji Z Czuba zameldował, że na starcie dzisiejszego zjazdu pozostały notoryczne siostry Birkner z Argentyny, wobec czego nic tu się już raczej więcej nie wydarzy. Po czym bezczelnie podziękował za uwagę niczym Darek Szpakowski. Lub niczym ja za ten wpis.
niedziela, 6 lutego 2011
wiosna rozkminia r-town
Rozkminiać powoli wypiera staropolskie ogarniać. To znaczy na Powiślu czy Żoliborzu to już jest pewnie tak zwany old news ale u nas w r-town to wciąż nowość. Do doznań estetyczno-muzycznych mijającego tygodnia zaliczę wczorajszą podróż na angielski do Olafa. Na skrzyżowaniu Bitwy Warszawskiej i Białobrzeskiej na porywistym wietrze kołysały się drzewa i sygnalizacja świetlna, a z magnetofonu poszła That's the way (trzecia piosenka na drugiej stronie No Quarter Jimmiego Page'a i Roberta Planta). Z Page'm zawsze byliśmy na tej samej stronie. No i również wczoraj poszedłem na sztukę Ojciec Bóg. Oj da się to polubić. Mogę sobie wyobrazić ten spektakl jako hit na Broadway'u czy w innym Edynburgu, takie to było fajne.
Tymczasem SZ donosi, że nie jest wykluczone przyznanie azylu i udzielenie schronienia Hosniemu Mubarakowi w Niemczech.
A tutaj Greg Popovich podchodzi do Jacka Nicholsona przed czwartkowym meczem Spurs v. Lakers: - Zachowuj się w miarę przyzwoicie, proszę Cię. A Nicholson mu na to: - Nie wiedziałem, że jesteś aż tyle ode mnie młodszy, po tym jak wyglądasz nigdy bym nie powiedział... Pełny zapis z mikroportów CBŚ tu.
Tymczasem SZ donosi, że nie jest wykluczone przyznanie azylu i udzielenie schronienia Hosniemu Mubarakowi w Niemczech.
A tutaj Greg Popovich podchodzi do Jacka Nicholsona przed czwartkowym meczem Spurs v. Lakers: - Zachowuj się w miarę przyzwoicie, proszę Cię. A Nicholson mu na to: - Nie wiedziałem, że jesteś aż tyle ode mnie młodszy, po tym jak wyglądasz nigdy bym nie powiedział... Pełny zapis z mikroportów CBŚ tu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



