Ktoś myślał, że w gardle mi utknie trzymanie kciuków za Spurs – nie utknie mi. Po prostu mam nadzieję, że z tego piekła jakoś wyjdą.
W piątek zmarł Władysław Bartoszewski. Jak większość ludzi potrzebuję bohaterów żywych i kiedy moi umierają jest mi smutno. Robię co mogę i staram się skupić na playoffach nba, ale niestety przebiły się do moich oczu słowa niepojętej dla mnie krytyki pod jego adresem.
Odwaga i wrażliwość, którą trzeba było mieć, żeby brać udział w jego przygodach. Ludzie urodzeni w latach 1970-tych, nawet 60-tych – wydaje mi się, że rozsądnie jest po prostu nic nie mówić. Ale kto ma tyle rozumu? Ja mam, mimo że również w piątek (po raz pierwszy od 14 lat) oddałem krew i odeszło mi jej trochę od mózgu.
Oczywiście mam poczucie spełnienia i powoli się regeneruję. W ramach regeneracji i pocieszenia wysłuchałem (oczywiście w piątek wieczorem) rozmowy Bill Simmons – Joe House. Ten drugi przytoczył taką opinię o trenerze drużyny Washington Wizards, Randym Wittmanie: że (jako trener) przypomina człowieka, który za każdym razem podjeżdżając do stacji benzynowej staje 20 metrów przed dystrybutorami i zastanawia się z której strony ma wlew do baku.
Kocham Simmonsa i kocham (za przytoczenie tej myśli i nie tylko) Joe House’a.
I jeszcze zdjęcie-zagadka, zrobiłem je 2 tygodnie temu.
is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)
niedziela, 26 kwietnia 2015
niedziela, 19 kwietnia 2015
zdecydowałem
Zdecydowałem, że moją ulubioną serią w pierwszej rundzie play-off będzie seria Clippers-Spurs. Ale tylko jeżeli ostatecznie Spurs ją wygrają. Nie mogę nikomu pozwolić rozmieniać siebie na drobne.
W środę i czwartek przyszły do nas paczki gratulacyjne z okazji urodzin Ludwika. W piątek z powodu braku paczki poszliśmy z Janką na basen – chciałem jej jakoś wynagrodzić dzień bez prezentu. W jednej z paczek (od mojej pierwszej irlandzkiej szefowej, Barbary) była taka miła kartka: „Jeszcze się śmiejesz... ale wkrótce będziesz robił co zechcę!"
W środę i czwartek przyszły do nas paczki gratulacyjne z okazji urodzin Ludwika. W piątek z powodu braku paczki poszliśmy z Janką na basen – chciałem jej jakoś wynagrodzić dzień bez prezentu. W jednej z paczek (od mojej pierwszej irlandzkiej szefowej, Barbary) była taka miła kartka: „Jeszcze się śmiejesz... ale wkrótce będziesz robił co zechcę!"
niedziela, 12 kwietnia 2015
Montmartre
Jest niedziela, prawie północ, więc gdzie mógłbym być? Zjadłem kolację i swobodnie przeszedłem koło słynnego baru z filmu Amelia.
Wycieczka do Paryża spowodowała ponadto, że zostałem fanem Marcusa Millera. Po raz trzeci w życiu, ale tym razem na zabój. Polecam jego najnowszą płytę pt. Afrodeezia z ręką na sercu i nożem na przysłowiowym gardle.
Wycieczka do Paryża spowodowała ponadto, że zostałem fanem Marcusa Millera. Po raz trzeci w życiu, ale tym razem na zabój. Polecam jego najnowszą płytę pt. Afrodeezia z ręką na sercu i nożem na przysłowiowym gardle.
niedziela, 5 kwietnia 2015
niech nikt nie każe mi tego robić wczoraj...
Ale już dzisiaj mogę. Święta do tego stopnia dobre, że o wygranej Duke w uniwersyteckich mistrzostwach USA dowiedziałem się dopiero we wtorek wieczorem. To zaczyna być chore. Z Basią zorientowaliśmy się, że Janka nie tylko używa słowa „marty“ zamiast „narty“, ale dodatkowo niesłusznie sądzi, że istnieje coś takiego jak „mart“ w liczbie pojedynczej.
Wybaczyłem jej to. Moment przeprosin i kajania uchwycił Franek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

