is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 26 października 2014

design domowy

Chciałbym dopisać krótkie addendum do zeszłotygodniowego kącika czytelniczego. W tym tygodniu w Stanach wyszedł film Laury Poitras o wspomnianej książce Glenna Greenwalda, tzn. dotyczący spotkania Greenwalda ze Snowdenem w Honkongu plus okolice. Film nazywa się Citizenfour i jeśli wierzyć tej recenzji W. Morrisa jest genialny. 
Tymczasem na Rakowcu próbujemy wprowadzić dyscyplinę poranków. Nie wiemy czy uda się wyjść na prostą/na jakichkolwiek ludzi. Ale B. jest genialną projektantką, która łączy sztukę z funkcjonalnością, być może zamówię taki program dnia dla siebie. 
Podpisano: upokorzone przez matkę i żonę (osobno, w niedzielny wieczór) scrabblowe pośmiewisko.

niedziela, 19 października 2014

dwie książki i ukochana Lisa Fischer

Już dwa tygodnie temu wpadłszy na ten film upewniłem się, że kocham Lisę Fischer. Jeszcze w piątek B. pokonała wszystkich w scrabble, a już w nocy z soboty na niedzielę Babcia M. bez cienia urazy opiekowała się nie kim innym tylko córką tej, która pokonała ją i jej pierworodnego syna. W kąciku czytelniczym dwie książki, które z ręką na sercu mogę polecić wszystkim ludziom: „Izrael już nie frunie“ Pawła Smoleńskiego i „No Place to Hide“ Glenna Greenwalda, obie pożyczył nam Andrzej. Z kalendarium: 25 lat temu, 19 października 1989 roku, w sprawdzianie na 1000 metrów na Szczęśliwicach uzyskałem czas 3:28. A dokładnie 2 dni temu Francuz z Misią byli na koncercie Calle 13 w Bogocie.



Jesień na placu Inwalidów półtora tygodnia temu wyglądała z kolei tak.

niedziela, 12 października 2014

ważne w sporcie

Obejrzałem wczoraj na swoje szczęście piłkę. Wczorajszy należał do najlepszego typu wszystkich meczów: wielki przyciska małego, ale to mały pierwszy punktuje, czym jeszcze bardziej denerwuje wielkiego. Ale wtedy małemu jeszcze raz wychodzi (najlepiej, tak jak wczoraj, tuż przed końcem) i udaje się dotrwać. (Moim zdaniem) ograniczone znaczenie mają: następny mecz, naród, kibice, związek, komentatorzy, histeria – bo to nie następny mecz, naród, kibice, związek, komentatorzy i histeria musieli półtorej godziny zasuwać za tymi (naprawdę dobrymi) Niemcami. Najbardziej liczy się moim zdaniem to, że piłkarze którzy wczoraj grali (kiedy już będą starzy), będą mogli do siebie zadzwonić/spotkać się i powiedzieć: stary, pamiętasz to? A tak naprawdę to nic nie będą musieli do siebie mówić, wystarczy, że na siebie spojrzą. To jest miłe na każdym poziomie rywalizacji, ale na takim pewnie szczególnie. I w ogóle: rzecz nie musi dotyczyć tylko sportu. Dziękuję za pochylenie się nad tą krótką filozoficzną refleksją.
Spędziłem bardzo przyjemne piątek/sobotę na urodzinach pewnej fanatycznej kibicki i niedzielę niemal samotnie z J. Gdzie my to nie byliśmy. Jesień w tym wydaniu jest nie do pobicia, nawet przez Niemców.



Na dowód dwa klony. Genetyka w r-town jest na światowym poziomie.

niedziela, 5 października 2014

one hot minute

Już o wcześniejszej porze coś bym tu napisał, ale niestety przy sprzątaniu i zmywaniu wpadłem w Internecie (w uchu) na album One Hot Minute grupy Red Hot Chilli Peppers z 1995 roku, który spowolnił moje ruchy sprzątaniowe na rzecz dodatkowych ruchów ciała, niezwiązanych ze sprzątaniem. Dzisiaj Misia zacząwszy od trzech kolejek po 12 punktów każda znienacka wysadziła wszystkich w powietrze, niczym Richard Vivien w Villach w 1987 roku kiedy to wyskoczył zza pleców Andrzeja Mierzejewskiego. Z Basią obejrzeliśmy w mijającym tygodniu trzy dobre filmy dokumentalne na stronie documentary.net – strona warta grzechu. Uzupełnię tę notatkę jeszcze tylko informacją ile osób w ostatnich kilku latach wyemigrowało z Hiszpanii do Ameryki Południowej – chociaż zrobię to jutro, to już dziś mogę zdradzić, że ta liczba może Was zaskoczyć, niczym Vivien Mierzejewskiego w Villach w 1987 roku. Już jest jutro. Otóż plus minus jeden milion przez ostatnie 6 lat.


Tymczasem Polska o tej porze roku w słoneczny dzień jest piękniejsza niż każde, najcieplejsze nawet wakacje czy emigracje. Dlatego żal, że skończyło się rozkładanie pomarańczowego ręcznika mniejszy.