is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 31 grudnia 2017

Spindl w camper van

Jesteśmy w legendarnym Spindlu i jego karkonoskich okolicach, a ja legendarnie daleko poza swoim comfort zone. Brakuje mi miejsca, niektórych przyborów do mycia (zapomniałem wziąć), swobodnego dostępu do ubikacji: no chciałoby się powiedzieć podstaw. Ale dziwne, że inni tego tak nie odbierają i tylko ja mam problemy emocjonalne (wzmożone złośliwość, naburmuszenie). Problemy pierwszego świata. Po powrocie bedę przyjmował na to geriavit.



Gdybyśmy robili tę wycieczkę w innym zestawie ludzkim, to bym oszalał. Ale że robimy to z Martą i Krzyśkiem, którzy mają trochę mądrości, cierpliwości i miłości do dzieci, to (jednak) jest ok.

niedziela, 24 grudnia 2017

urodziny w Tatrach, czy Podtatrzu, w Spiszu raczej niż na Podhalu

Niezwykła wspinaczka na przełącz koło Kopy Kondrackiej, przez wiatr i zamieć, w ramach prezentu urodzinowego od Basi i Franka. Oj miły to był dzień i znowu miło było nie być w mieście przed świętami.
No i Franek miły, że taką pamiątkę chciało mu się na dokładkę zrobić.

niedziela, 17 grudnia 2017

Przybora na 102, Malá Úpa i przedstawienie w ÖI

Chory czas, przy czym wtorkowa podróż do Wrocławia z trójką wyrozumiałych blabla pasażerów w naszym czołgu (decybele na skutek odklejonej przy drzwiach kierowcy uszczelki nie pozwalały zagłuszyć wyrzutów sumienia) była chyba najmniej przemyślaną przygodą ze wszystkich w tym tygodniu. Na nocleg do Marty i Marcina dojechałem tak późno (i wyjechałem od nich tak wcześnie), że nie zobaczyłem dzieci i ledwo zamieniłem (z samym Marcinem) dwa słowa. Bezsens, podobnie jak zabieranie za krótkich nart na karkonoskie ewolucje. Za to poniedziałkowy teatr Mamy i Mumio to była uczta i oddech. A sobotni w Instytucie to były nerwy i duma - chciałbym umieścić tu niedługo nagrany dzięki kamerze Franka materiał dowodowy, więc błagam nie odchodźcie.



Zdjęcie 13.12, 9:59, minutę przed rozpoczęciem unifikacji. Na jej koniec znowu zawód: po raz wtóry zostałem w biały dzień obrabowany z wielu, wielu punktów na egzaminie.

niedziela, 10 grudnia 2017

w grudniu w kontakcie jest słońce

W każdym razie czasami wychodzi i odbija się w ważnych budynkach na Trojdena.





Dzieci nie zawsze to widzą, bo od wielkiego dzwonu (dzisiaj) ucinają tu wspólnie drzemkę.

niedziela, 3 grudnia 2017

nauka odejmowania w 15-tce, w drodze do Tomka i Agnieszki

Przy czym trzeba dodać, że nauka odbywała się mimo że Jankę dekoncentrowali jej półamerykańscy koledzy z przedszkola, Liam i Noah.


Dzięki tej wycieczce obejrzeliśmy też jeden z najfajniejszych placów zabaw jakie widziałem w mieście.

niedziela, 26 listopada 2017

zatrważające statystyki

Na wczorajszych zajęciach z niemieckiego dotarłem do zatrważających statystyk.
Większość chłopców (13-15 lat) w czasie wolnym chce spotykać i spotyka się z przyjaciółmi, podczas gdy większość dziewcząt chce uprawiać i uprawia sport.



Próba: 7 chłopców i 5 dziewczyn, czyli trudno powedzieć jak jest w rzeczywistości.

niedziela, 19 listopada 2017

szybka ciąża

W środę odbyła się ósma Marz Kartka, nie do wiary. Po raz pierwszy nie przyszedłem w roli przedstawiciela świata biznesu, czułem się z tym trochę nieswojo.



Tymczasem dzisiaj okazało się, że Basia jest w zaawansowanej ciąży bliźniaczej i co najważniejsze udało jej się oba te bliźniaki również dzisiaj urodzić.

niedziela, 12 listopada 2017

Muzeum Warszawy w miesięcznicę

W piątek po południu wybrałem się z Janką i Ludwikiem 128-ką na Stare Miasto do Muzeum Warszawy na warsztaty dziecięce Twórcza Rzeczywistość, świetny czas. Natomiast dojazd przerażający: Krakowskie, Plac Zamkowy, Plac Piłsudskiego odgrodzone barierkami od świata, policji i wojska nigdy w życiu nie widziałem aż tyle na raz. Ale to zrozumiałe, przecież dziś (czyli wtedy za dwa dni) Marsz Niepodległości, z pewnością zbierało się ich aż tyle po to, żeby na marszu tępić mowę nienawiści i przejawy rasizmu.

Na warsztatach Ludwik zdjął kalosze i skarpetki oraz zachowywał się głośno, dlatego musieliśmy dyscyplinarnie ochłonąć w sąsiedniej sali, z której zrobiliśmy Jance to zdjęcie.

niedziela, 5 listopada 2017

drzemki z zaskoczenia

W piątek Mama kupiła mi dwa kitle i dwa stetoskopy w sklepie Ordynator, czym udowodniła, że jakieś byle jakie bo byle jakie ale jednak resztki miłości dla mnie ma.


Tak nam się zdarza zasnąć. Ale nie w ten weekend, bo w ten weekend zaharowałem się na śmierć w słynnym Instytucie.

niedziela, 29 października 2017

Pan Piotr S. nie żyje

Czytam sobie beztrosko espn, rozżalam się nad tym, tamtym, siamtym. A tu zmarł pan Piotr.
Przesłuchałem sobie tę rozmowę z jego żoną. Słuchali razem Stinga, Marka Knopflera. To jest po prostu smutne bez końca.




In a bit of a pickle – tu właśnie, jako społeczeństwo, się znaleźliśmy. Tak mi się wydaje.

niedziela, 22 października 2017

coś zrobił

W czwartek Piotr S., mieszkaniec małopolskich Niepołomic, „wypisawszy najpierw składną polszczyzną to, co większość z nas potrafi tylko złorzeczyć pod nosem“ (to napisał Grześ Piątek) podpalił się pod Pałacem Kultury w proteście przeciwko rządom PiS. Minęło parę dni, a ja wszystkie te informacje (kiedy dokładnie to było, skąd był ten Pan) musiałem dokładnie sprawdzić, bo już zapomniałem! Ciężko nienormalna rzeczywistość.
Zrobił coś, obok czego nie można i nie będzie można przejść do porządku. Szczególnie po przeczytaniu, tego co napisał.





Tymczasem w r-town Ludwik zmienił opony na jesienne.

niedziela, 15 października 2017

casually

W powyższy sposób znajdowaliśmy się dzisiaj w Wiedniu. Na boisku do koszykówki w Arenbergparku poznaliśmy Jonasa (w lutym urodzi mu się dziecko) i Davida (zaproponował nam zapalenie „czegoś“, kategorycznie odmówiłem zanim Basia zdążyła otworzyć usta i rzucić się na niego w euforii, mówię do niej: jest ledwie 9 rano. Boisko ma swoją dominating feature, wieżę przeciwlotniczą postawioną przez przymusowych robotników różnych narodowości, ukończoną w październiku 1943 roku. Sam park w 1785 roku był jeszcze naturalnie własnościa księcia Esterhazego.
Po Esterhazym w Wiedniu było tylko lepiej: śniadanie w Ströcku z Nataschą i jej 18-miesięcznym synem Maurycym, krótka wizyta w Hundertwasser Haus, w którym można nabyć Wunderwasser – Wunderwaffe browaru Stiegl, wizyta w Leopold Museum (zaintrygowała mnie tam głównie osobowość Schielego, który miał w sobie seriousness, ale nie taką gloomy melancholię, tylko seriousness of a person filled with his spiritual task. Oczywiście nie muszę pisać, że znali się z Klimtem, i że Klimt uważał go za lepszego/zdolniejszego od siebie. Celowo nie piszę tutaj ile kosztowało mnie zdobycie tej wiedzy.
Po południu sport w formie wejścia na Kahlenberg, przezornie bez gotówki, oraz pizza w pizzerii Roma. Żona chora ze szczęścia czyta jakąś umowę do pracy i za 15 minut wracamy do dzieci, bo się już za nimi potwornie stęskniliśmy.


Flakturm VIII przy boisku w Arenbergparku ogrzewa się przy niedzielnym blasku dwóch słońc.

niedziela, 8 października 2017

solary

Trwa budowa boiska przy DK r-town. Chcę powiedzieć: we are all witnesses. We, czyli Janka, Ludwik and I, w mniejszym choć nie zerowym stopniu również Basia. W czwartek kiedy szliśmy do przedszkola lofty (taki rodzaj dźwigu, osoby znające Boba budowniczego wiedzą o kogo chodzi – chyba oczywiście, że o Loftiego!!!) podnosił coś co wydawało mi się na 100% tablicą do kosza.
Dzisiaj w drodze powrotnej z MSN, niedaleko Tamki, spotkaliśmy Kluchego, po czym na naszą piątkę wpadło dwóch kibiców ze Świdnika udających się na Stadion na mecz z Czarnogórą i tu stała się rzecz niewyobrażalna: zaczęli zachwalać nam Świdnicki rynek, utyskiwali nad miernością Mazowsza i tak dalej. Wiedziałem, że w końcu kiedyś moja znajomość z Kluchym do czegoś takiego może doprowadzić, ale nie wiedziałem, że już dzisiaj.



Wracając do czwartku: chodziło o panel słoneczny, nie o tablicę. Ale kto głodny i komu chleb na myśli i by się w takiej sytuacji nie pomylił? Nikt, nie ja.

niedziela, 1 października 2017

w piekarni

W środę genialny catch up u Mikołaja. Zasłuchany w opowieści Wojtka przez 15 minut nie mogłem trafić na Marszałkowską (jadąc z Filtrowej). Potem nawet przez sekundę nie spojrzałem na telewizor z durnym meczem Barcelony. No jest to jakaś – byle jaka bo byle jaka – ale jednak chemia.



Byle jaka gdyby na przykład porównać ją z tą: Ali z przyszłą drugą żoną w piekarni. Nie wiem czy nie w dniu, w którym się poznali. Fot. Thomas Hoepker.

niedziela, 24 września 2017

invitation withdrawn!

Dzieci z należytą uwagą, ku radości rodziców i Babci, wysłuchały dzisiaj pacynkowego koncertu Stonesów na Starówce. Jedno z nich dojechało tam nawet własnonożnie. Wieczorem tradycyjną wizytę dziadka wzbogaciła wizyta Roba Holfelda, który opowiadał o swoich dziadkach, niemcach z Sudetenland, właścicielach fabryki ubrań, których koniec II wojny zaskoczył w Pradze (schowali się w ambasadzie Szwecji), dziadek pociął nożyczkami i spuścił w toalecie mundur wehrmachtu, potem sowieci już mieli ich przepędzić, ale szybko cofnęli żeby ci najpierw pokazali im jak używać maszyn w fabryce. Potem wyemigrowali (przez Szwajcarię chyba) do Irlandii. W Athlone założyli fabrykę tekstyliów. I stąd wziął się w tej Irlandii Rob.
Jedyne, w co trudno było mi uwierzyć, to że fragment pocisku z frontu wschodniego dopiero niedawno wyszedł dziadkowi Roba piętą (był postrzelony w plecy). Ale nie takie rzeczy.





Po dzisiejszych wyborach przed Bundeskanzler neue Herausforderungen, wspaniały czas. Tymczasem w Stanach potworny, niestety, cios w Stepha.

niedziela, 17 września 2017

die Puppen müssen auf die Toilette

Tydzień chorej intensywności. Wczoraj miałem takie nieczęste uczucie przynależności, kiedy w przerwie przed zajęciami z maluszkami, z pluszowymi bocianem, żabą, małpką, kogutem i liskiem pod pachą, wpadam pospiesznie do toalety, w drzwiach mijam niejakiego Guido i tłumaczę się znad pisuaru, że pluszaki też muszą się załatwić. On bez emocji, już z innego pomieszczenia w którym płukał ręce rzuca na biało: "ja, logisch“ i wychodzi.


W środę odwiedziłem Muzeum Warszawy z Janką, a w piątek samemu, wtedy wszedłem na samą górę. Niebywała wystawa stała „Rzeczy Warszawskie". Jeśli ktoś lubi rzeczy to zwariuje, jeśli ktoś ma do rzeczy stosunek ambiwalentny, to też jednak powinna ją/go ruszyć uroda całości.

niedziela, 10 września 2017

dialled in

Wczoraj po raz trzeci charytatywne rzucanie w Dwójce. Przytłamszony po tygodniu nowej roboty, zesztywniały ze strachu przed drugą robotą, ale jak staję raniutko przed tym koszem od strony Trasy, when i'm dialled in good and proper, to to jest proszę państwa uczucie that can't possibly be beaten. Trafiłem 161/200, czyli o 1 raz więcej niż ponad 10 lat temu przy okazji słynnego rzucania niepokonanych Praetorians w podobnym celu. Ale tam był chyba trochę łatwiejszy kosz. No nie będę Was zanudzał, Steph byłby dumny, że na 20 prób tylko raz trafiłem mniej niż 7/10.



Co widać na załączonej ikonografice.

niedziela, 3 września 2017

labor monday, czyli początek labor

W piątek dzięki Mamie obejrzeliśmy „Muzeum Wolności“ Pożaru w Burdelu i ich genialnych gości (w tym Mamy) w Teatrze Polskim. Ach co to była za uczta. Polska podziemna, aż trudno uwierzyć, że to nie sen. Wyszliśmy oczywiście również dzięki dziadkowi, który dzielnie uśpił tajfuny z r-town. Z kolei wczoraj, równolegle z meczem Polski z Islandią na Eurobaskecie, B. wyprawiła swoje urodziny i było to wydarzenie ćwierćwiecza, pół dnia przedeliberowałem z fajnymi ludźmi.



Jeszcze we wtorek las i świerszcze, a już jutro do przedszkól i prac. Tylko bomba wodorowa z Korei ma potencjał żeby mnie przed tym uchronić.

niedziela, 27 sierpnia 2017

schody w g-town

W parku linowym, do którego prowadzą, B. popłakała się wczoraj ze śmiechu widząc jak walczę. Not too damn supportive thank you very much.




Po czym wysłaliśmy z Fiedersem i dziewczynami dwie kartki pocztowe znad ogórkowej.

niedziela, 20 sierpnia 2017

łabędzie plus rower wodny

To bywa mieszanka przez którą wiele szczęśliwych par wnosi o rozwód. My się nie przestraszyliśmy i dzisiaj skonfrontowaliśmy te same łabędzie. Nie zyskują przy kolejnym spotkaniu.


Na drugim planie akwen z którego Ludwik musiał być wywlekany koparką, sam nie wyszedłby nigdy.

niedziela, 13 sierpnia 2017

brief stopover

Zaliczyliśmy go w domu, ale już jesteśmy w przysłowiowej trasie, w przeddzień urodzin J., po raz pierwszy (od właściwych urodzin) wszyscy razem w ten dzień. I tak to powinno z grubsza wyglądać.

niedziela, 30 lipca 2017

Bornholm

Jesteśmy tu dopiero od przedwczoraj, ale już się zakochałem.



W tych kistkach, w całym tym klimacie nienachalnej zamożnosci, uprzejmości i spokoju. Niełatwo uwierzyć, że ojczyzna tak blisko.

niedziela, 23 lipca 2017

był koń

I inne zwierzaki też, ale te konie L. upodobał sobie zwłaszcza. Mieszanka fascynacji i grozy bulgocze w jego laboratorium.



Tu powrót znad stawu w piątek. Zajechaliśmy oczywiście rowerem, nie obyło się bez drzemek.

niedziela, 16 lipca 2017

ustawienie

Dobrze to wszystko jest ustawione na tych wczasach, niczym te rowery: jak już jedziemy żeby się wykąpać, czy dajmy na to tylko przeprawić przez Wartę, to naprawdę jedziemy.



Rowery jako antidotum na rozp......ce się państwo.

niedziela, 9 lipca 2017

jagody na szlaku

Czuję, że wielu będzie chętnych do prestiżowego tytułu „dnia wakacji“. Fajność tych ostatnich potęguje świadomość ile beztroski jeszcze przed nami.



Tu przykładowo czwartek, zbieramy jagody, nic innego się nie dzieje.

niedziela, 2 lipca 2017

w siodełku i w puszczy

Niezwykle satysfakcjonujacy tydzień z Potworami na Kaszubach. Jedyne co mnie psychicznie dręczyło to zdrowie J i L, ale przed tymi robaczkami prawie 2 miesiące poza miastem, więc jest nadzieja. Skręciłem pamiątkę https://vimeo.com/223973067, kradziona ścieżka nie powoduje już we mnie nawet wyrzutu sumienia.



Ileż to razy niechcący wylądowaliśmy w środku lasu? Raz, a dobrze. Widoczny na zdjęciu rower od dziadka Andrzeja to bezlitosny lodołamacz, któremu żadna przygoda nie straszna.

niedziela, 25 czerwca 2017

Lewandowski raucht Zigaretten

W środę na Chodkiewicza odbyła się premiera przedstawienia o problemach Lewandowskiego. Takie przemyślenie: o ileż łatwiej bawić się z dziećmi, niż próbować je uczyć. Odpowiedź (po premierze wiem to na sto procent): o wiele.


Ale najlepsze było to, że przyszła Janka, Mama i Francja. Fot. Michał Duda.

niedziela, 18 czerwca 2017

imieniny w r-town

Chociaż prawdę mówiąc nie wiem czy to r-town czy księga jakiejś zarośniętej dzikim bluszczem dżungli. Takie rzeczy oczywiście tylko dzięki organizacyjnemu zacięciu B.


Dla porządku dodam, że uroczystość odbyła się mimo dobrej ulewy na wejściu w poniedziałek 12 czerwca. Boże, niech one za szybko nie dorastają i niech nie wiedzą że ten kraj wali się właśnie na głowę z nie wiem którego piętra.

niedziela, 11 czerwca 2017

urodziny Enzo na Saskiej

Rano byłem zmuszony podać rodzonemu dziecku (oczywiście nie temu na zdjęciu!!!) lody czekoladowe. Niestety były za darmo – one też. Po południu świetna koszykówka, chociaż boleśnie cut short, bo gdzie się matka tych dzieci (nie tych na zdjęciu, tylko J i L) podziewa kiedy człowiek tak bardzo jej potrzebuje – „...nie wiem. Bo akurat: Na ten temat wiedzę mam wątłą...“




Takie zdjęcie to jest gigantyczne wzruszenie, nie mogę tego ukryć.

niedziela, 4 czerwca 2017

London calling

Oczywiście, że dzień po zamachu udaliśmy się do centrum. Nam nic nie może się stać, not in a million years, a już na pewno nie kiedy umawiamy się z najukochańszym Peterem Russellem w Tate.

U Marcina i Marty oczywiście bosko, szczególnie wysoko ocenili uzmysłowioną im przeze mnie legendę Rocky’ego i Wrighty’ego (legenda naturalnie rodem z oddalonego o rzut jabłkiem Crystal Palace!).

niedziela, 28 maja 2017

dorośli bawią się kosztem niewinnych dzieci

Wczoraj w przedszkolu Kopciuszek na mocnym wariacie, naprawdę czego to ludzie nie wymyślą z miłości do dzieci.




Zdążyłem na Potwory tylko dlatego, że mam dobre turbo w aucie. Fot. Szymon Rutz.

niedziela, 21 maja 2017

na stadionie

Wczoraj tłumaczenie profesora Clarka na targach książki. Brak koszmarnej wpadki w tym przemyśle, w tej line of business, to odetchnięcie z ulgą. Szkoda, że tylko tego typu zlecenie jest w stanie zmusić mnie do nauczenia się czegoś, czegokolwiek, na przykład o pierwszej wojnie światowej.


Z dr Sasnal i prof. Clarkiem, tuż przed zakupem kilku pozycji w wydawnictwach Dwie Siostry i Wytwórnink.

niedziela, 14 maja 2017

hospitacje

Wczoraj poszedłem na tak zwana hospitację do Instytutu Austriackiego. To miejsce przeklęte, w którym nikt nie liczy się z indywidualnymi potrzebami człowieka, człowiek to jest marionette, która nie ma prawa do soboty, do niczego. Człowiek jest tam do niczego. Oprócz harówy. Niestety.

niedziela, 7 maja 2017

niedziela, 30 kwietnia 2017

that crazy road again




Tylko dzięki tak wykańczającemu psu jakim jest Rońka dane mi jest oglądać ją w tak porannej palecie. Innej zwierzyny poza psem też tu stety niestety nie brakuje.

niedziela, 23 kwietnia 2017

światło w tunelu

Wczoraj przepuściliśmy trzy imprezy urodzinowe (Ludwika, Przemka i Janka), na wszystkich potwornie nam zależało. Ale byliśmy i pozostajemy niestety (ubolewanie) nie w stanie.



Światło w tunelu dziś rano uchwyciła Janka, dodatkowo palcem wskazuje drogę do tej światłości.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Wielkanoc w Pęcicach

Oprócz jedzenia i atmosfery dosyć udany odcinek niezbadanej kliniki koszykówki. Dzieci wniebowzięte, rozczarowanie przeziębieniem Janki i pozostaniem na nizinach przepracowane i zadośćuczynione, cudowny rodzinny weekend!

niedziela, 9 kwietnia 2017

Marcus i Will

Dwie sprawy zrobiły na mnie kolosalne wrażenie w minionym tygodniu: Marcus Miller (rozmowa z listopada 2016) i William Connor (wypowiedź z ostatniego poniedziałku: http://podcast.radionz.co.nz/thereading/thereading-20170403-1000-william_connor_on_life_poetry_and_developing_process-128.mp3).



Mówiący Marcus wg mnie (tak jak dobra poezja wg. Williama) "does more than just carry a story – it [he] changes the molecular structure of the room."

niedziela, 2 kwietnia 2017

Gonzaga vs NC

Ależ przygodę koszykarską ma Przemek Karnowski, niezależnie od wyniku jutrzejszego finału NCAA. Tak się lekko mówi „no regrets“, ale jeśli musiałbym jeden regret w swoim życiu wymienić, to taki, że jutro nie będę grał w finale NCAA.

Też bym się uśmiechał na jego miejscu. Gonzaga, let’s go.

niedziela, 26 marca 2017

niedziela, 19 marca 2017

Kalatówki

Powróciłem na nie (tym razem z dzieckiem) po 7 latach. Stopień ekscytacji (i mój i J.) nie do opisania.

niedziela, 26 lutego 2017

tydzień w Ski Karlovie

Było genialnie, tak jak w poprzednim roku. Szczególną radość przyniosła wtorkowa, 12-km wycieczka biegówkowa z Karlovej Studenki do Karlova z Jackiem i jego bratem Tomem, na biegówach.



Trochę podjazdów, ale i niestety zjazdów. Udało się uchwycić momenty szczęścia na taśmie.

czwartek, 23 lutego 2017

do skikarlova przez kędzierzyn

W drodze do Karlova zatrzymaliśmy się de facto raz, koło Kędzierzyna Koźle. Powtarzam de facto, bo drugi (a w zasadzie pierwszy) zatrzymaliśmy gdzieś na katowickiej, wyjmowałem ksiażeczki z bagażnika, chciałem podać je B. od jej strony, kanapki wypadły na zaasfalcone błoto.

niedziela, 12 lutego 2017

szpalerem

W piątek 10. lutego przemierzam trasę z pracy do domu, ok. 16:30 jestem na wysokości Pałacu Prezydenckiego. [Jak by powiedział mój ojczym] W ciul policji, po mojej lewej, bliżej Pałacu, za metalową barierką, garstka obrońców krzyża. Po prawej (również za za metalową barierka plus kordon policji) garstka Obywateli RP z transparentem (z którym się w 150% zgadzam, i w ogóle dosyć podziwiam tych obywateli) "Ręce precz od trumien". I środkiem między nimi, nienagabywany, sunę w zwolnionym filmie, w najdroższej maseczce przeciwsmogowej (w której nie chce jeździć żona), sunę i myślę że to jest dobry obraz: człowiek (który przypadkiem znajdzie się pomiędzy) nie chce oddychać tym powietrzem nawet w bezsmogowy dzień.
Jadę dalej, na Nowym Świecie kolejnych 15 busów policji w drodze na miesięcznicę.
Gdyby te pieniadze z oprawy przeznaczyć na walkę ze smogiem na przykład. Ale nie, po ch...... za przeproszeniem, przecież jest tyle istotniejszych sporów.
W sobotę na Korotyńskiego spotkałem Ryszarda Skonieckiego z partnerką, nauczycielką Franka z podstawówki w klasach 1-3, kazała go pozdrowić. Dużo było miłości i serdeczności w tym spotkaniu. Przemarznięta na kość Janka wreszcie poznała legendarnego trenera kajaków i biegówek SP 175, a ten wzruszył się po raz pierwszy widząc Jankę. I ucieszył na widok naszych wystających z przyczepki nart.




A to komputer, który dostałem niedawno od Janki, fot. Janka.

niedziela, 5 lutego 2017

w piątek o 8:04

W piątek rano, o 8:04, Ludwik zrobił 23 zdjęcia swojej stopy. Publikuję tylko jedno, bo różnią się bardzo nieznacznie. To jest człowiek potwornie zainteresowany fotografią telefoniczną. Do tego stopnia potwornie, że wpada w pewien rodzaj niezadowolenia, kiedy niepozwala mu się jej uprawiać.



Tydzień tęsknoty i zwątpienia za nami. Szczęścia, które malowało się na twarzach dzieci dzisiaj rano kiedy zobaczyli Mamę, nie da się opowiedzieć. Ograniczony smog świętowaliśmy wspólnie na Szczękach zjeżdżając z góry na jabłuszkach i biegówkach.

niedziela, 29 stycznia 2017

sami w r-town

Tak wygląda porzucony pies. Tak wygląda nasza psychika kiedy Mama wyjeżdża do pracy poza miasto. Jeśli na siłę mielibyśmy szukać czegokolwiek pozytywnego: wczoraj byliśmy po raz pierwszy od niepamiętnych czasów na basenie – i to jest rzecz, która sprawia dzieciom kolosalną przyjemność.

A oprócz tego naturalnie Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu w piątek – to też ich nie smuci. Janka na akademii była bardzo dzielna, pamiętała wszystkie ruchy, tekst i to mimo sporego zdenerwowania. To są dla mnie strasznie wzruszające sprawy.

niedziela, 22 stycznia 2017

Kazimierz ski

Na weekend wyjechałem na narty do Kazimierza, do pracy. Było bardzo fajnie, w każdym razie do ostatniego zjazdu w niedzielę, kiedy to wykonałem wysoce nieprzemyślany ruch w tak zwanym snowparku. Na wielkie szczęście nikomu nic się nie stało – wyjazd polegał na opiekowaniu się dziećmi przyjaciół i gdyby się stało, byłbym odrobinę zły na siebie.
W przerwie na siemię i banana na dużym ekranie w barze oglądaliśmy bieg zjazdowy (sobota) i slalom (niedziela) w Kitzbühel. Ośrodek (Kazimierz, nie Kitzbühel!) w przeciwieństwie do Szczęśliwic otwiera się o 8-mej, nie 10-tej, rano.



Obiecałem sobie, że będę odpowiedzialniejszy – taka radykalna zmiana. Mogą sobie Państwo wyobrazić do jakiego stopnia nieodpowiedzialne i groteskowe były moje harce, skoro doprowadziły do podobnej deklaracji.

niedziela, 15 stycznia 2017

ciąg dalszy niespodziewanego życia w smogu

Warty przeczytania jest zdecydowanie artykuł p. Marka Józefiaka: https://www.tygodnikpowszechny.pl/fakty-i-mity-o-polskim-smogu-146269. To dzięki Tygodnikowi Powszechnemu w rubryce zainteresowań mogę obok NBA spokojnie wpisać „Tygodnik“.
Oprócz tego mógłbym tam jeszcze wpisać: zjazd na biegówach z górki szczęśliwickiej. Tej pseudo-naturalnej ma się rozumieć, nie szczotki.

niedziela, 8 stycznia 2017

smog time

To jest zupełnie niewiarygodne, że ta sprawa tak naprawdę dociera do mojej świadomości dopiero w momencie kiedy (kontrowersyjnie zawyżane) normy bezpiecznych stężeń zanieczyszczeń powietrza pyłami zawieszonymi są (oczywiście nagle, oczywiście szalenie niespodziewanie w Warszawie) przekroczone ośmiokrotnie. O tym właśnie dowiaduję się dzisiaj (prawie 40 lat od własnych narodzin), oczywiście – jak każdy myślący, szanujący się obywatel – z facebooka. Panika i zimny pot neurastenika. Instaluję aplikację http://powietrze.gios.gov.pl/pjp/current, zamierzam codziennie sprawdzać http://powietrze.zm.org.pl. Nabywam, najpierw małżonce, maskę, angielską. Bez niej (w takich warunkach), jazda na rowerze po mieście jest szkodliwa dla zdrowia.


Powtarzam: szkodliwa dla zdrowia. This is batshit scary. Tak bardzo chciałbym nie być tak koszmarnie wrażliwy na punkcie tych spraw. Układ nerwowy rzuca mi się na układ oddechowy.

niedziela, 1 stycznia 2017

pobożne życzenia

Spędziłem z dziećmi bardzo przyjemne trzy przedsylwestrowe dni u państwa Wasilewskich. Oprócz takich drobiazgów jak wikt i opierunek szczególną wartość ma otwieranie nowych szuflad w odbiorze rzeczywistości (niem. Wahrnehmung) Janki. Gospodarze wykazali się olbrzymią dozą życzliwości i cierpliwości.
Tytuł wpisu odnosi się oczywiście do życzeń noworocznych i nadziei, że rok w świecie wielkiej polityki będzie lepszy niż mijający, ang. wishful thinking, obym się mylił.