Kto nie zagląda tu wyłącznie po to, żeby przeczytać co słychać w dalekobieżnym ruchu autobusowym w Niemczech, dla tej/tego zamieszczam jedną informację osobistą. Chodzi o podziękowania dla żony za organizację wczorajszego
– zostawmy skromność w osiedlowej altance śmietnikowej
– bankietu, dla zaproszonych za przybycie, dla Andrzeja za nalewki, oraz dla Franka za rozwiezienie wszystkich (z niechlubnymi wyjątkami Zuzi i Fiedersa) gości do domów. Za rok powtórka, a już w 2014 Soczi zaprasza na 22. Zimowe Igrzyska Olimpijskie.
Ale wracając do tych autobusów. Chodzi o uwolnienie rynku od 1 stycznia 2013. Do tej pory w Niemczech (między innymi ze względu na środowisko) nie wolno było oferować dalekobieżnych usług autobusowych na odcinkach "obsługiwanych" przez kolej. Teraz te gapy zorientowały się, że może jednak konkurencja w postaci tanich autobusów przysłuży się także środowisku, na zasadzie 50 osób w jednym autobusie zamiast 25 w autach. Niespodzianka... . Powtarzam, Niemcy są cywilizacyjnie lata świet(l)ne za nami.
Niespodzianka 2: Deutsche Bahn nie zamierza inwestować w dalekobieżne autobusy. Zmienny (ulotny olejek kamforowy) rynek (niem. hochvolatiler Markt), słaby margines zysku, wszystko jest dla nich za słabe, komfort jazdy w porównaniu z koleją też za słaby. Otóż jedna informacja: kolejarze, obyście się nie obudzili z ręką w nocniku. Firma DeinBus już oferuje przejazdy z Frankfurtu do Monachium za 9 euro, nie w żuku z plandeką, tylko w "pałacu na kółkach", jak mówią o swoich autokarach ludzie DeinBusa. Informacja pochodzi
stąd, a ja życzę wszystkim hochvolatilowcom Wesołych Świąt.
Prezent urodzinowy od żony: 10 naszywek z logo najcudowniejszego refugium naszych czasów (toaleta+espn). Jedną mi gdzieś schowała, żebym przynajmniej jednej nie zgubił. Sama mi je naszyje (na szyję?) gdzie zechcę lub zechce.