Dzisiaj rano dostałem mms'a od Piotrka Pędzisza z nagrobkiem Tomka Markowicza, naszego (mojego bliskiego) kolegi z podstawówki, który po szkole średniej wielokrotnie siedział w więzieniu, gościa, na znajomość z którym powoływałem się, kiedy dwóch typów (długo po podstawówce) kroiło mnie z portfela na Grójeckiej, zdobywcy 2. miejsca w obozowych zawodach kajakarskich w Olecku w 1988 roku (mieliśmy niecałe 11 lat), fana deskorolki i koszykówki, którą wspólnie odkrywaliśmy. W maju 1993 roku wypiliśmy razem sporą ilość wódki przed koncertem T. Love'u w Rivierze (premiera albumu „King“). Na nagrobku jest napisane, że zmarł w kwietniu 2015 roku, nie wiem jak, od ponad 20 lat nie miałem potrzeby nawiązania kontaktu. Ale na zafoliowanym zdjęciu z drukarki to na 100% on, w baseballówce ze zgiętym/zaokrąglonym daszkiem. Wydaje mi się, że ze dwa-trzy lata temu widziałem go na rogu Dickensa i Grójeckiej, bałem się lub nie chciało mi się podejść.
Nie do końca rozumiem dlaczego jestem autentycznie wstrzaśnięty wiadomością o jego śmierci. Chociaż chyba rozumiem. Markos był częścią mojego dzieciństwa.
W piątek byliśmy z Basią na świetnym Pożarze w Teatrze Warsawy, a w sobotę rano na Szczękach puszczaliśmy z Janką latawca od Babci Magdy. I już w poniedziałek ściągnąłem go na ziemię przy pomocy wysięgnika. Leży bezpieczny w szafie.
is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)
niedziela, 30 października 2016
niedziela, 23 października 2016
peppa i george
We wtorek Babcia przywiozła wypełnionych helem Peppę i George’a. J. ze szczęścia była dosyć bliska postradania zmysłów. Peppa zaczęła opadać szybciej, więc w czwartek przywiązałem ich do siebie, żeby George pomagał jej trzymać byle jaki bo byle jaki, ale jednak poziom. W piątek zmywałem sobie spokojnie ze słuchawkami na uszach naczynia, kiedy jakiś niezrozumiały podmuch wiatru przywiał mi te chore rodzeństwo za plecy. Myślałem, że umrę na zawał, tak się przy nagłym obrocie przestraszyłem, wtedy jeszcze Peppa była idealnie na wysokości wzroku. I zastanawiam się: ile oni nade mną tak stali? Co widzieli?
Tymczasem w sobotę uczestniczyłem czynnie w treningu dorosłej grupy Potworów i trochę jakby to powiedział Francuz się zbułowałem. A dzisiaj byłem na szabrowaniu u Majlertów, sam bohater z dziećmi. Niestety oprócz 20 brukselek, chleba i kiełbasy z grilla nic nie dałem rady wyszabrować, ponieważ Ludwik nie potrafi się zachować kiedy widzi kałuże lub podmokłości. Janka przez łzy i szeroki uśmiech z dumą opowiadała Mamie jak starsi chłopcy zostawili ją i Elę zagubione w szparagowym gąszczu.
Te proste, prawdziwe historie mogły się wydarzyć tylko w r-town i okolicach.
Te proste, prawdziwe historie mogły się wydarzyć tylko w r-town i okolicach.
niedziela, 16 października 2016
złota jesień, czyli dwa słowa o kd
Za dwa tygodnie rusza nba, na pewno nie możecie się doczekać moich przemyśleń. Będę szczery: moja miłość do GSW osłabła. Wiem, że to nie ich wina, że KD wybrał ich na dom – nie są niczemu winni. No otwieram serce, mówię jak jest – nie moja wina, że wygasła mi miłość, chociaż do oglądania będą fenomenalni.
Rano Ludwik obudził się z potwornym uczuleniem, jako część (początek) terapii zafundowałem mu drzemkę w wózku w mroźnym parku.
Jesień powoli rozpędza się po Polu (to zdjęcie z tej drzemki).
Rano Ludwik obudził się z potwornym uczuleniem, jako część (początek) terapii zafundowałem mu drzemkę w wózku w mroźnym parku.
Jesień powoli rozpędza się po Polu (to zdjęcie z tej drzemki).
niedziela, 9 października 2016
kultura
W środę posłuchałem recitalu młodego pianisty Aleksandra Dębicza. Po Bachu i duecie z wiolonczelą przeszedł do duetu z DJ’em i wszystkiego da się słuchać bez koszmarnej nudy. Wieczorem również w środę (od lat zażywam kultury przynajmniej dwa razy dziennie, po dwie godziny) poszedłem na Pożar w burdelu, odcinek 31-szy, Demony Żoliborza. To są piekielnie, ale naprawdę piekielnie dowcipni ludzie, nie cofają nogi przed niczym, jak (niczym) Widzew Bońka. Przeklinają non-stop, a ani przez chwilę nie są wulgarni. Niby wyśmiewają się ze wszystkich, ale szczęśliwy ten z kogo zechcą się powyśmiewać. Dech zapiera również rozmach. W sobotę z kolei obejrzałem doskonały film z 2013 roku The Way Way Back (Inkoo Kang: "...predictable in its sweetness but satisfying all the same“), a dzisiaj poszliśmy na premierowy koncert płyty „Bezsenna Noc“ do Polonii. Co to jest za klasa światowa, Mama z tym fortepianem!!! Poza tem dopiero co dowiedziałem się, że 9 października urodziny obchodzi również Kenny Garrett.
Podobno o Bogdanie Hołowni mówią de NIro fortepianu, więc zamknę wpis politycznym cytatem mijajacego tygodnia, prawdziwy de Niro o kandydacie na prezydenta USA: „On jest świnią, psem, chwalipiętą i łgarzem, narodową katastrofą i hańbą dla tego kraju.“
Podobno o Bogdanie Hołowni mówią de NIro fortepianu, więc zamknę wpis politycznym cytatem mijajacego tygodnia, prawdziwy de Niro o kandydacie na prezydenta USA: „On jest świnią, psem, chwalipiętą i łgarzem, narodową katastrofą i hańbą dla tego kraju.“
niedziela, 2 października 2016
tydzień na dwóch kołach
Idę z nim (tygodniem, rowerem). W 1999 jeździłem do szkoły 5km, przewyższenie 103 metry, w 2004-tym 7,2km z Leopardstown do niewiadomo kąd, w 2005-tym 9km z Monkstown do centrum Dublina i potem od października 6km z Clontarf, też do centrum. Dzisiaj, starszy i bogatszy o doświadczenia, mam za sobą tydzień 9,5km z Ochoty na Żoliborz. Nie wiem ile w tym wytrwam, ale wierzę, że wytrwam.
W piątek po południu w Koperniku ten wodnik szuwarek na pierwszym planie praktycznie wpadł do baseniku z piłkami, niestety ubolewam nad tym, ale nie można go spuścić z oka choćby na sekundę.
W piątek po południu w Koperniku ten wodnik szuwarek na pierwszym planie praktycznie wpadł do baseniku z piłkami, niestety ubolewam nad tym, ale nie można go spuścić z oka choćby na sekundę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
