is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 25 stycznia 2015

powrót też wypadł

W sensie, że w niedzielę. Wracam z gór. Zabieram kilka dobrych wspomnień, dziękuję Bogu, że nikt sobie nic nie zrobił i myślę, że takie oddalenie od dziewczyn to z całym szacunkiem strata czasu. Mimo że wreszcie wpiąłem buty w podarowane przez Franka 3 lata temu narty Wałęgi. Moją relację z zawodów obozowych polecam miłośnikom literatury faktu.



Serrada, trasa nr 12 w piątek o 9:20.

niedziela, 18 stycznia 2015

padło na niedzielę

Na blogową niedzielę przypadła autobusowa podróż na narty. Przed chwilą pierwsze zagraniczne śniadanie, w tym samym miejscu co rok temu, na podłodze pokotem leży jedna z instruktorek (plecy), w Bolzano oczywiście słońce, znakomity film Wakacje Mikołajka jako inflight entertainment. Przeszkadza mi tylko klimatyzacja i świadomość odpowiedzialności za sprawy poza moją kontrolą. T.Love, który puszcza pan kierowca mi pomaga. Wczoraj po śpiewankach Janki do kawiarni Kontakt wpadł (po 4 latach nieobecności w kawiarni Kontakt), Wojtek D. z Łukaszem J. Wzruszam się na myśl o tym, na słuch T.Love'u i na widok Bolzano.



Ta tabliczka nie zmieniła się przez rok w ogóle. Wszystko inne – nie do poznania.

niedziela, 11 stycznia 2015

krótkie tygodnie

Miniony taki był, nieocenieni Trzej Królowie. Najpiękniejsze wydarzenia: poniedziałek – toast zareczynowy Misi i Franka, wtorek – CN Kopernik z dziadkami oraz basen z Janką, środa – rześki poranek z Bunią, czwartek – wizyta babci Magdy, piątek – basen z Janką, sobota wieczorem – podcast Jalen and Jacoby z Billem Simmonsem, niedziela – wręczenie siostrze prezentu urodzinowego (minimalnie przed wiadomością o tym, że ten starzec, 34, Pau Gasol rzucił w sobotę 46 punktów i miał 18 zbiórek!). I tak to życie idzie, bezgrudzie bez choćby najmniejszej grudki.


Skuty lodem i śniegiem poniedziałkowy wieczór w r-town po powrocie z toastu.

niedziela, 4 stycznia 2015

sentymenty i postanowienia

Nie mam na nie siły w nowym roku (w nowych latach) już od jakiegoś czasu – za szybko to wszystko leci, za niewielu rzeczy mi brakuje. Spędziliśmy miły czas u mamy oraz u Kasi i Jacka, w obu miejscach spotkała nas wielka cierpliwość. Było świetnie, mimo scrabblowych łomotów. Żeby nie oszaleć ze szczęścia czytam wiersze Bukowskiego. Jeżeli za czymkolwiek tęsknię to tylko za Patrycją.




Brama do nieba bez płotu – moje plecy bez Patrycji.