Co to za czasy. PS. Ludwik dostał na gwiazdkę zdalnie sterowany samochód-policję, ale nie da się włożyć baterii w konsoletę. Na szczęście on nie wie, że auto miało być zdalnie sterowane i podoba mu się takie jakie jest.
is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)
niedziela, 25 grudnia 2016
Pasterka pod sejmem live
Pasterka wyjątkowo nie koliduje mi z urlopem, więc drogą wyjątku zajeżdżam rowerem na demonstrację, parę minut przed północą. Temperatura plus trzy i lodowaty deszcz, przez pierwszą godzinę prawie non-stop. Chyba nie zawyżę jeśli powiem, że w szczytowym punkcie pod sejmem było ok. 200 osób, bardzo mało policji, stoją po drugiej stronie Wiejskiej. Kilka osób narzeka, że osoby z mikrofonami fałszują. Niestety niektóre fałszują. Bogdan Borusewicz przechadza się i serdecznie wita z każdym, w tym ze mną, zwykłym człowiekiem z termosem i kaskiem. Śpiewamy i jest miło. Mam wrażenie, że dużo tu stałych bywalców i że są zmęczeni. Co to k......... za czasy, żeby tyle czasu spędzać na protestowaniu. Jakaś pani podchodzi z plastikowym kubkiem i podkłada mi pod brzuch. Myślę, że prosi o pieniądze, więc jak każdy normalny człowiek w wigilię Bożego Narodzenia bez wahania odmawiam. Chyba nie jest zamożna, chodzi jej tylko o łyk tego co mam w termosie. A nie wie, że to siemię. Nalewam jej kubek i ostrzegam. Mówi, że pierwszy raz ma w ustach, że jej smakuje i że dziękuje.
niedziela, 18 grudnia 2016
black mountain top zeppelinów
W Czarnej Górze od piątku i w nadchodzacym tygodniu: przyjaciele i rodzina na nartach. Wszędzie biało, obrazki spod Sejmu abstrakcyjne. Z jednej strony wyrzut sumienia, z drugiej refleksja, że życie z małymi dziećmi w Warszawie jest pozbawione sensu, wielopoziomowo toksyczne. Tatry są tak piękne, że muszą mieć zło świata w nosie. Ale nawet tu nie potrafię pozbyć się strachu, że 2016 to tylko przystawka do kataklizmu.
Na zdjęciu istnieje zakamuflowany Ludwik.
Na zdjęciu istnieje zakamuflowany Ludwik.
niedziela, 11 grudnia 2016
sprzedali się
W komentarzach pod klipem na stronie pana Grzegorza ktoś napisał, że Turnau się sprzedał i że to dziadostwo, dziadowskie słowa, dziadowskie rymy baju baj, dziadowscy artyści.
Myślę, że to możliwe – mógł się sprzedać. Możliwe, że jest na usługach PISu, na pensji, opłacają go, żeby tą swoją miernotą ośmieszał siebie i jemu podobne miernoty i tak idzie ta czwarta liga podwórkowa, dramat.
niedziela, 4 grudnia 2016
sanki na Szczękach raz
W sobotę Ludwik po raz pierwszy w swoim pseudo-świadomym życiu zjeżdżał na sankach. Przytulano-trzymany przez swoją siedzącą za nim starszą siostrę. Ich radość i tęsknota za kolejnym dniem to jest napęd atomowy. Dzisiaj przetestowaliśmy łyżwy na Narodowym i to była karkołomna sprawa. Nie dość, że nie byliśmy tam sami, to jeszcze okazało się, że na lodowisku jest dosyć zimno.
Czego to się można nauczyć – wystarczy tylko raz od wielkiego dzwonu zechcieć wyjść z domu.
Czego to się można nauczyć – wystarczy tylko raz od wielkiego dzwonu zechcieć wyjść z domu.
niedziela, 27 listopada 2016
ludzkie wizyty
Najpierw o reportażu Ewy Wanat w Tygodniku Powszechnym, która obnaża kłamstwa innego reportażu opublikowanego w lipcu w Dzienniku Gazecie Prawnej. Na miejscu kłamczuchów z tego drugiego (w służbie złej sprawy co gorsza) to bym się normalnie spalił ze wstydu, taki to jest bolesny dramat, brak sił.
W czasie kiedy ja biadoliłem nad losami świata, Basia przebywała przez 4 doby w Lizbonie i to również była dla mnie bolesna sprawa, tyle że bardziej prywatna i jednak mniej denerwująca, bo wiedziałem, że przynajmniej Basi jest miło. Przy okazji tej sytuacji przekonałem się, że wizyty ludzkie to jest ladies and gents kwintesencja. Wpadła i nocowała Mama, sąsiadka wychodziła rano i wieczorem z psem, no nie jest człowiek sam na tym świecie. A jak już byliśmy w komplecie to wpadł Wojo, pokazywał (na telefonie) swojego pieknego syna i opowiadał niestworzone historie o życiu w Afryce.
W czasie kiedy ja biadoliłem nad losami świata, Basia przebywała przez 4 doby w Lizbonie i to również była dla mnie bolesna sprawa, tyle że bardziej prywatna i jednak mniej denerwująca, bo wiedziałem, że przynajmniej Basi jest miło. Przy okazji tej sytuacji przekonałem się, że wizyty ludzkie to jest ladies and gents kwintesencja. Wpadła i nocowała Mama, sąsiadka wychodziła rano i wieczorem z psem, no nie jest człowiek sam na tym świecie. A jak już byliśmy w komplecie to wpadł Wojo, pokazywał (na telefonie) swojego pieknego syna i opowiadał niestworzone historie o życiu w Afryce.
Dzisiaj natomiast zajechałem na Szczęki aż dwa razy, za drugim miała miejsce exploatacja trampoliny, która o mały włos zmieściłaby się na zdjęciu.
niedziela, 20 listopada 2016
Marz Kartka 2016
W środę odbyła się siódma Marz Kartka. Lubię powtarzalność tej inicjatywy, nawet jeśli Fieders narzeka na brak jej rozwóju/brak globalizacji/brak wystarczającej korporacjalizacji. Basi pomysł z kształtami świetny – ale to jest tylko „my biased take“ oczywiście. W niedzielę na Szczękach spotkałem nie dość, że Piotrka Pędzisza to jeszcze Daniela Klementewicza, obaj z dziećmi w układzie chłopiec i dziewczyna. Do układu pasował też Janek Bobrowski, ale on to nie to samo, bo on nie ukończył SP 175-tej.
Nie trzeba tego mówić, ale przy moim stoliku powstało „C“ z „Wesołych“, a przy stoliku Janki (czy wręcz Janka wykonała) „A“ (składowa „Ą“) ze słowa „Świąt“.
Nie trzeba tego mówić, ale przy moim stoliku powstało „C“ z „Wesołych“, a przy stoliku Janki (czy wręcz Janka wykonała) „A“ (składowa „Ą“) ze słowa „Świąt“.
niedziela, 13 listopada 2016
nie weselej
Weselej od tego nie jest, ale to niesamowite jak mądrym gościem jest Greg Popovich: http://www.espn.com/nba/story/_/id/18026810. Nie wiem czy to sprawiedliwe, że wystarczy poprawnie grać w koszykówkę i mieć trochę szczęścia w drafcie żeby móc spędzać z nim w życiu czas. Każdy kto nie gra wystarczająco poprawnie żeby zainteresować sobą San Antonio Spurs, może przynajmniej sobie poczytać. "I'm still sick to my stomach, and not basically because the Republicans won or anything, but the disgusting tenor, tone and all the comments that have been xenophobic, homophobic, racist, misogynistic. And I live in that country where half the people ignored all that to elect someone. That's the scariest part of [the] whole thing to me. It's got nothing to do with the environment, Obamacare and all the other stuff. We live in a country that ignored all those values that we would hold our kids accountable for.“
A niech będzie, dorzucę jeszcze chłopców: https://youtu.be/l-8bqfD69SA. Świat nie zginie dopóki chodzą po nim Ernie Johnson i Kenny the Jet Smith. Długi weekend upłynął pod znakiem spacerów na Szczękach.
A niech będzie, dorzucę jeszcze chłopców: https://youtu.be/l-8bqfD69SA. Świat nie zginie dopóki chodzą po nim Ernie Johnson i Kenny the Jet Smith. Długi weekend upłynął pod znakiem spacerów na Szczękach.
niedziela, 6 listopada 2016
despair
Trump wygrał wybory w Stanach ponieważ ja spóźniłem się 4 dni z wpisem. U siebie
ustawiam schedule, ale tamtego może się nie dać tak łatwo odkręcić.
W przedszkolu w tym tygodniu nacisk na higienę.
ustawiam schedule, ale tamtego może się nie dać tak łatwo odkręcić.
W przedszkolu w tym tygodniu nacisk na higienę.
niedziela, 30 października 2016
Markos
Dzisiaj rano dostałem mms'a od Piotrka Pędzisza z nagrobkiem Tomka Markowicza, naszego (mojego bliskiego) kolegi z podstawówki, który po szkole średniej wielokrotnie siedział w więzieniu, gościa, na znajomość z którym powoływałem się, kiedy dwóch typów (długo po podstawówce) kroiło mnie z portfela na Grójeckiej, zdobywcy 2. miejsca w obozowych zawodach kajakarskich w Olecku w 1988 roku (mieliśmy niecałe 11 lat), fana deskorolki i koszykówki, którą wspólnie odkrywaliśmy. W maju 1993 roku wypiliśmy razem sporą ilość wódki przed koncertem T. Love'u w Rivierze (premiera albumu „King“). Na nagrobku jest napisane, że zmarł w kwietniu 2015 roku, nie wiem jak, od ponad 20 lat nie miałem potrzeby nawiązania kontaktu. Ale na zafoliowanym zdjęciu z drukarki to na 100% on, w baseballówce ze zgiętym/zaokrąglonym daszkiem. Wydaje mi się, że ze dwa-trzy lata temu widziałem go na rogu Dickensa i Grójeckiej, bałem się lub nie chciało mi się podejść.
Nie do końca rozumiem dlaczego jestem autentycznie wstrzaśnięty wiadomością o jego śmierci. Chociaż chyba rozumiem. Markos był częścią mojego dzieciństwa.
W piątek byliśmy z Basią na świetnym Pożarze w Teatrze Warsawy, a w sobotę rano na Szczękach puszczaliśmy z Janką latawca od Babci Magdy. I już w poniedziałek ściągnąłem go na ziemię przy pomocy wysięgnika. Leży bezpieczny w szafie.
Nie do końca rozumiem dlaczego jestem autentycznie wstrzaśnięty wiadomością o jego śmierci. Chociaż chyba rozumiem. Markos był częścią mojego dzieciństwa.
W piątek byliśmy z Basią na świetnym Pożarze w Teatrze Warsawy, a w sobotę rano na Szczękach puszczaliśmy z Janką latawca od Babci Magdy. I już w poniedziałek ściągnąłem go na ziemię przy pomocy wysięgnika. Leży bezpieczny w szafie.
niedziela, 23 października 2016
peppa i george
We wtorek Babcia przywiozła wypełnionych helem Peppę i George’a. J. ze szczęścia była dosyć bliska postradania zmysłów. Peppa zaczęła opadać szybciej, więc w czwartek przywiązałem ich do siebie, żeby George pomagał jej trzymać byle jaki bo byle jaki, ale jednak poziom. W piątek zmywałem sobie spokojnie ze słuchawkami na uszach naczynia, kiedy jakiś niezrozumiały podmuch wiatru przywiał mi te chore rodzeństwo za plecy. Myślałem, że umrę na zawał, tak się przy nagłym obrocie przestraszyłem, wtedy jeszcze Peppa była idealnie na wysokości wzroku. I zastanawiam się: ile oni nade mną tak stali? Co widzieli?
Tymczasem w sobotę uczestniczyłem czynnie w treningu dorosłej grupy Potworów i trochę jakby to powiedział Francuz się zbułowałem. A dzisiaj byłem na szabrowaniu u Majlertów, sam bohater z dziećmi. Niestety oprócz 20 brukselek, chleba i kiełbasy z grilla nic nie dałem rady wyszabrować, ponieważ Ludwik nie potrafi się zachować kiedy widzi kałuże lub podmokłości. Janka przez łzy i szeroki uśmiech z dumą opowiadała Mamie jak starsi chłopcy zostawili ją i Elę zagubione w szparagowym gąszczu.
Te proste, prawdziwe historie mogły się wydarzyć tylko w r-town i okolicach.
Te proste, prawdziwe historie mogły się wydarzyć tylko w r-town i okolicach.
niedziela, 16 października 2016
złota jesień, czyli dwa słowa o kd
Za dwa tygodnie rusza nba, na pewno nie możecie się doczekać moich przemyśleń. Będę szczery: moja miłość do GSW osłabła. Wiem, że to nie ich wina, że KD wybrał ich na dom – nie są niczemu winni. No otwieram serce, mówię jak jest – nie moja wina, że wygasła mi miłość, chociaż do oglądania będą fenomenalni.
Rano Ludwik obudził się z potwornym uczuleniem, jako część (początek) terapii zafundowałem mu drzemkę w wózku w mroźnym parku.
Jesień powoli rozpędza się po Polu (to zdjęcie z tej drzemki).
Rano Ludwik obudził się z potwornym uczuleniem, jako część (początek) terapii zafundowałem mu drzemkę w wózku w mroźnym parku.
Jesień powoli rozpędza się po Polu (to zdjęcie z tej drzemki).
niedziela, 9 października 2016
kultura
W środę posłuchałem recitalu młodego pianisty Aleksandra Dębicza. Po Bachu i duecie z wiolonczelą przeszedł do duetu z DJ’em i wszystkiego da się słuchać bez koszmarnej nudy. Wieczorem również w środę (od lat zażywam kultury przynajmniej dwa razy dziennie, po dwie godziny) poszedłem na Pożar w burdelu, odcinek 31-szy, Demony Żoliborza. To są piekielnie, ale naprawdę piekielnie dowcipni ludzie, nie cofają nogi przed niczym, jak (niczym) Widzew Bońka. Przeklinają non-stop, a ani przez chwilę nie są wulgarni. Niby wyśmiewają się ze wszystkich, ale szczęśliwy ten z kogo zechcą się powyśmiewać. Dech zapiera również rozmach. W sobotę z kolei obejrzałem doskonały film z 2013 roku The Way Way Back (Inkoo Kang: "...predictable in its sweetness but satisfying all the same“), a dzisiaj poszliśmy na premierowy koncert płyty „Bezsenna Noc“ do Polonii. Co to jest za klasa światowa, Mama z tym fortepianem!!! Poza tem dopiero co dowiedziałem się, że 9 października urodziny obchodzi również Kenny Garrett.
Podobno o Bogdanie Hołowni mówią de NIro fortepianu, więc zamknę wpis politycznym cytatem mijajacego tygodnia, prawdziwy de Niro o kandydacie na prezydenta USA: „On jest świnią, psem, chwalipiętą i łgarzem, narodową katastrofą i hańbą dla tego kraju.“
Podobno o Bogdanie Hołowni mówią de NIro fortepianu, więc zamknę wpis politycznym cytatem mijajacego tygodnia, prawdziwy de Niro o kandydacie na prezydenta USA: „On jest świnią, psem, chwalipiętą i łgarzem, narodową katastrofą i hańbą dla tego kraju.“
niedziela, 2 października 2016
tydzień na dwóch kołach
Idę z nim (tygodniem, rowerem). W 1999 jeździłem do szkoły 5km, przewyższenie 103 metry, w 2004-tym 7,2km z Leopardstown do niewiadomo kąd, w 2005-tym 9km z Monkstown do centrum Dublina i potem od października 6km z Clontarf, też do centrum. Dzisiaj, starszy i bogatszy o doświadczenia, mam za sobą tydzień 9,5km z Ochoty na Żoliborz. Nie wiem ile w tym wytrwam, ale wierzę, że wytrwam.
W piątek po południu w Koperniku ten wodnik szuwarek na pierwszym planie praktycznie wpadł do baseniku z piłkami, niestety ubolewam nad tym, ale nie można go spuścić z oka choćby na sekundę.
W piątek po południu w Koperniku ten wodnik szuwarek na pierwszym planie praktycznie wpadł do baseniku z piłkami, niestety ubolewam nad tym, ale nie można go spuścić z oka choćby na sekundę.
niedziela, 25 września 2016
nowy rower
W sobotę prawie dojechałem nim na trening Potworów, ale ostatecznie spędziłem dobre kilka godzin z Janką na Polu Mokotowskim. Bawiliśmy się w przedszkole, zbieraliśmy kasztany, zjedliśmy na spółę ziemniaka z grilla. Potem jakimś cudem razem z Ludwikiem oboje zasnęli w przyczepce, a my siedzieliśmy na krzesłach, w słońcu, i czytaliśmy gazetę. To nie opowieść science-fiction tylko życie na świecie. We wtorek Tata pomógł mi zmienić a potem przenieść lampkę nad łóżkiem dzieci o kilkanaście cm w dół. W piątek na angielskim w przedszkolu przerabialiśmy piosenkę o zoo, słówka swing i dance, uniwersalne.
Nr rejestracyjny pojazdu na ramie.
Nr rejestracyjny pojazdu na ramie.
niedziela, 18 września 2016
nocleg w ROD Rakowiec
W nocy z soboty na niedzielę nocowaliśmy na działce Buni. To było coś ponad-chorego jeśli chodzi o temperaturę, nasz przestronny namiot przepuszczał jej niskość w stopniu przenikającym trzęsące się ciało. Janka też – nieśmiało, bo nieśmiało – przyznała, że było jej trochę zimno. Mimo to – świetny projekt, zawdzięczamy go Nastii. Świetny mimo dwóch ukłuć czyli porażek z Ilyą w szachy przed snem. Oni też biwakowali, ale oszukiwali, bo wzięli dodatkowe kołdry. Tej lodowatej nocy miałem następujący sen. Jesteśmy na wakacjach z Jankiem Tenderendą i prosto z deptaka wchodzimy do pralni automatycznej (miejskiej, na żetony). Okazuje się, że kiedy położyć się na podłodze w śpiworach, pralnia zabiera Cię w kosmos, podłoga pochyla się (angulation), śpiwory zjeżdżają. To było bardzo podobne do lotu/filmu Apollo 13, z podobnie burzliwym (wibrującym) powrotem przez atmosferę na Ziemię, do pralni – czy raczej: z pralnią.
A tak Ci absolutnie wyjątkowi ludzie poruszali się po kolejnym (oprócz rodzinnych ogródków działkowych) landmarku r-town, DK Rakowiec, w czwartek po południu.
A tak Ci absolutnie wyjątkowi ludzie poruszali się po kolejnym (oprócz rodzinnych ogródków działkowych) landmarku r-town, DK Rakowiec, w czwartek po południu.
niedziela, 11 września 2016
rzucanie w 2SLO
Wczoraj druga odsłona rzucania (do kosza) i zbierania (pieniędzy). Bez szału frekwencyjnego, za to z absolutnym szałem celności. Jestem chorym tchórzem, że rzucałem na ten łatwiejszy kosz, ale z drugiej strony pokusa była zbyt silna. O 5 rano Mama przekazała mi szereg miłych nagród dla rzucających, plus obiecany worek orzechów włoskich od Andrzeja. Jestem po krańce dni wdzięczny osobom, które przyszły, zwłaszcza takim, dla których fenomen formy spędzania czasu opisywanej jako rzucanie do kosza jest rodzajem zagadki.
Na rondzie w Pęcicach wczoraj ok. 5:45.
Na rondzie w Pęcicach wczoraj ok. 5:45.
niedziela, 4 września 2016
Kłamstwo ma krótkie nogi w piątek
W piątek znalazłem sposób żeby porzucać z Piotrkiem Imprezą do kosza. SMS’a z pytaniem czy wieczór wchodzi w grę dostałem od niego o 13, a już o 14 zaproponowałem mu chory fortel: wychodzimy wcześniej z pracy i między 16:30 a 17:15 w tajemnicy przed wszystkimi przez 45 minut robimy to w r-town. Wybiegam, pióra ze szczęścia łopoczą mi na wietrze, jak na zamówienie podjeżdża metro, akurat jest jakiś zdezelowany veturilak, więc jadę rozwichrzony (na wietrze) i wtem, tuż przed kładką nad Niepodległości, patrzę, że z naprzeciwka pojawia się opiekunka Ludwika Monia, która na mój widok krzyczy: oni są na placu zabaw przy jeziorku! Mówię jej, że wyszedłem wcześniej żeby sobie porzucać – zero solidarności, nie powie: to jedź, ja nic nie widziałam. Nowe pokolenie pseudo poprawności i braku lojalności. Więc dojeżdżam do swojej rodziny (Ty tak wcześnie wyszedłeś?) i wspólnie jedziemy rowerami i przyczepą Polem na Rakowiec. Wyśpiewałem wszystko jak na tureckim kazaniu: powiedziałem o sms’sie, o fortelu, o wszystkim. Na szczęście każdy horror kiedyś się kończy. Na boisko wziąłem Jankę i z cierpliwym Imprezą popodawaliśmy sobie razem przez parę minut piłkę, chyba nawet jej się podobało. Potem doszedł Ludwik, z którym poturlaliśmy sobie wspólnie piłkę przez kolejnych parę minut. W tej niemożliwej wrześniowej aurze.
To było z mojego punktu widzenia doskonałe popołudnie. Pamiątkowe zdjęcie z dopiskiem „niesłychana historia“ wysłaliśmy naszemu trenerowi z UW Wackowi Morończykowi i tacie chrzestnemu Ludwika, Wojtkowi.
To było z mojego punktu widzenia doskonałe popołudnie. Pamiątkowe zdjęcie z dopiskiem „niesłychana historia“ wysłaliśmy naszemu trenerowi z UW Wackowi Morończykowi i tacie chrzestnemu Ludwika, Wojtkowi.
niedziela, 28 sierpnia 2016
Franek z Misią w Kirgistanie
Ich wyprawa wpływa na rozwój Janki. Przy obiedzie z Babcią zgadujemy na mapie świata-podstawce gdzie leżą: Polska, Hel, Madagaskar, Poznań, Kanada, Kirgistan. Ten ostatni znalazłem (po dłuższej chwili) sam i dumny (roztargniony) pokazuję na mapie. Janka jest o krok od wpadnięcia w furię. Babcia Magda wpada między ciszę a furię i krzyczy do niej: Gdzie jest Kirgistan? Janka, ja nie wiem gdzie leży Kirgistan! Dopiero ta zdecydowana reakcja wprowadza element spokoju.
Poza domem, w lesie, było go trochę.
Poza domem, w lesie, było go trochę.
niedziela, 21 sierpnia 2016
z Janką w lesie
Ponieważ Ludwik zachorował, Janka po raz pierwszy (no może drugi) została na długi czas odseparowana od biologicznej Matki. Jada u biologicznej Babki. Jesteśmy w lesie, w błogim spokoju, ale ja myślami wciąż jestem przy Łonie, mojej największej (po najbliższej rodzinie) miłości.
On też dał sobie zrobić zdjęcie z moją kartką. Nigdy mu tego nie zapomnę.
On też dał sobie zrobić zdjęcie z moją kartką. Nigdy mu tego nie zapomnę.
niedziela, 14 sierpnia 2016
Jimek+
Nadrobię tę zaległość i zafunduję czytelnikom subiektywne show review. Wypunktuję je w punktach, niczym bokser wagi piórkowej na olimpiadzie w Rio.
1. Radzimir Dębski. Diabelnie zdolny i przepracowity, zwracający uwagę na innych ludzi i skromny. Nic sobie nie zrobił z ciężkich chwil (mowa o ostatnich miesiącach, nie dniach!), wziął 200 osób na plecy i dowiózł wszystkich kraulem do brzegu. Well flippin’ done.
2. NOSPR. Za słabe mam ucho, żeby się nad tym rozwodzić jacy oni są sprawni, ale dobrze się ich słucha. Lubią Radzimira i mają tę versatility.
3. Alune Wade Quintet. Poza słuchaniem można na tę grupę patrzeć bez końca.
4. Miuosh. Więzi z publicznością nie sposób mu odmówić. Dystansu do Śląska – można. Traktuje to wszystko koszmarnie poważnie.
5. Naturally 7. Tu się kilka osób trochę zdziwiło. Absolutny Bayern Monachium. O dramaturgii też coś wiedzą. Potworna maszyna.
6. Kapela Maliszów. To jest taki zestaw ludzki, że człowiek chce mieć z nimi jak najwięcej wspólnego, brzytwy z krwi i kości. Serce mi się łamało jak patrzyłem na 14-letnią Zuzannę Malisz, która myślała, że jej bębna nie było słychać w ogóle – trochę było słychać.
7. Kaliber 44. Potrzebuję u raperów dystansu do siebie, takiego jak u Beastie Boysów. Nie wiem czy oni go mają. Albo może ja przespałem młodość, że ich kiedyś dostatecznie nie pokochałem.
8. Łona, Webber & The Pimps. Nie pamiętam, łącznie z nastoletniością, żebym się w kimś do tego stopnia muzycznie zakochał. Oni nie dość, że mają dystans, to mają jeszcze i teksty i muzykę 100 razy atrakcyjniejsze niż jacykolwiek drudzy na mecie, mowa o Polsce. To z myślą o nich wymyślono youtube – a tu okazuje się, że na żywo również do zakochania jeden krok.
9. The Kenny Garrett Quintet. Mistrz to mistrz. Wyszedł i nawet mi przemknęło przez myśl, że to jednak jakaś inna liga jest niż reszta, może ewentualnie ta sama co N7. Odbiór zakłócała mi świadomość, że na perkusji gra u niego Rudy Bird, ten sam, z którym Lauryn Hill nagrywała Ex-Factor i The Miseducation of Lauryn Hill.

I ten Rudy Bird zrobił sobie zdjęcie z moją kartką. To był piękny dzień dla Polski.
5. Naturally 7. Tu się kilka osób trochę zdziwiło. Absolutny Bayern Monachium. O dramaturgii też coś wiedzą. Potworna maszyna.
6. Kapela Maliszów. To jest taki zestaw ludzki, że człowiek chce mieć z nimi jak najwięcej wspólnego, brzytwy z krwi i kości. Serce mi się łamało jak patrzyłem na 14-letnią Zuzannę Malisz, która myślała, że jej bębna nie było słychać w ogóle – trochę było słychać.
7. Kaliber 44. Potrzebuję u raperów dystansu do siebie, takiego jak u Beastie Boysów. Nie wiem czy oni go mają. Albo może ja przespałem młodość, że ich kiedyś dostatecznie nie pokochałem.
8. Łona, Webber & The Pimps. Nie pamiętam, łącznie z nastoletniością, żebym się w kimś do tego stopnia muzycznie zakochał. Oni nie dość, że mają dystans, to mają jeszcze i teksty i muzykę 100 razy atrakcyjniejsze niż jacykolwiek drudzy na mecie, mowa o Polsce. To z myślą o nich wymyślono youtube – a tu okazuje się, że na żywo również do zakochania jeden krok.
9. The Kenny Garrett Quintet. Mistrz to mistrz. Wyszedł i nawet mi przemknęło przez myśl, że to jednak jakaś inna liga jest niż reszta, może ewentualnie ta sama co N7. Odbiór zakłócała mi świadomość, że na perkusji gra u niego Rudy Bird, ten sam, z którym Lauryn Hill nagrywała Ex-Factor i The Miseducation of Lauryn Hill.
I ten Rudy Bird zrobił sobie zdjęcie z moją kartką. To był piękny dzień dla Polski.
niedziela, 7 sierpnia 2016
wszystko kocham i wszystko rozumiem
Wczoraj poszedłem pod Pałac Prezydencki na KOD. Chwilę szukałem stacji Veturilo żeby odstawić rower, chwilę przedzierałem się przez budowę mety Memoriału Stanisława Królaka (200 m. od demonstracji), chwilę nie mogłem się nadziwić jak wielu turystów w deszczowy dzień w środku wakacji przebywa na Krakowskim, w końcu dotarłem. Manifestacja dosyć dowcipna (rozdano niebieskie ochraniacze na buty, skandowaliśmy „mamy kapcie“) i kulturalna. Usłyszałem takie coś, może już stare: „Lech Wałęsa udowodnił, że każdy może być prezydentem. Andrzej Duda udowodnił, że jednak nie każdy“. To demonstrowanie, mimo że ostatnio jakby mniej modne, nie jest moim zdaniem kompletnie pozbawione sensu. Turyści (też Polacy!) mieszają się z demonstrantami i autentycznie zdziwieni uważnie czytają transparenty. Życie po prostu się toczy, Polska na Krakowskim wygląda naprawdę dostatnio, żeby nie powiedzieć bardzo zamożnie, więc trudno żeby się nie toczyło. Wewnątrz demonstracji można wyróżnić dwa typy zbiórek pieniędzy: wolontariusze KODu oraz (inteligentne – wiedzą gdzie znajdą łatwowiernych) cyganki z dziećmi na rękach.
Dochodzę do wniosku, że nie warto żyć w ciągłym przerażeniu czy panice, że kończy się wolność czy świat, czy demokracja, bo chociaż wydaje się, że tak właśnie jest, to i tak samemu Wisły kijem nie zawrócisz ani nie zamienisz w pyszny żurek. A na demo zawsze warto pójść jeśli się czuje jakąś tam powiedzmy nić sympatii do tego KODu. Zawsze to jeden człowiek więcej na placu, zagrożenia dla zdrowia póki co (wczoraj) nie było czuć. Nie ma się co wzruszać kiedy na zakończenie puszczają z głośników „Wolność kocham i rozumiem“ Chłopców z Placu Broni, trzeba po prostu wsiąść na rower i w ciepłym sierpniowym deszczyku ruszyć zurück nach Hause. Ciągnęło mnie żeby zatrzymać się w Lolku i zobaczyć czy nie ma koszykówki na olimpiadzie, ale ochroniarz powiedział, że koszykówka jeszcze się nie zaczęła. Oglądałbym Australię (wygląda na to że warto), Argentynę, Litwę, Francję i USA. Olimpiada mnie irytuje i nie interesuje, ale o koszykówce niestety nie mogę tego powiedzieć.
Przed południem byliśmy z Viktorią w pewnym niezwykłym sklepie u p. Danuty w Piasecznie. P. Danuta, ukochany rocznik ’49, poczęstowała mnie żurkiem, a Viktorię kawą i ciastem. Komentując parę zatrudnianych przez siebie bardzo młodych homoseksualistów powiedziała (ciepło i życzliwie, refleksyjnie nad światem): „towarzystwo mamy tutaj nieliczne, ale śliczne“. Nudy nie ma – zwłaszcza, że wybraliśmy się tam pociągiem.
niedziela, 31 lipca 2016
niedziela, 24 lipca 2016
niedziela, 17 lipca 2016
zając
Widzieliśmy jednego z bardzo bliska. I kozę też.
Ale wróćmy może do tego zająca. Ludwik mało że nie wyskoczył z siodełka pod wpływem podekscytowania. Chociaż odniosłem wrażenie, że miał w sobie też trochę zmieszania i zawstydzenia.
Ale wróćmy może do tego zająca. Ludwik mało że nie wyskoczył z siodełka pod wpływem podekscytowania. Chociaż odniosłem wrażenie, że miał w sobie też trochę zmieszania i zawstydzenia.
niedziela, 10 lipca 2016
portuezja
Przez splot przypadków trafiliśmy z Janką na wieczór poezji (ściślej mówiąc na tuż przed wieczorem poezji) do restauracji 7 kotów. Janka długie minuty po wyjściu milczała, wreszcie pyta: „A portuezja to też jest taki kraj?“
Już nie mam sił do tego dzieciaka.
Już nie mam sił do tego dzieciaka.
niedziela, 3 lipca 2016
niedziela, 26 czerwca 2016
Jurata Hel i Hel Jurata - w ten chory sposób odwiedziłem brata
Poczatek wakacji i od razu taki potwornie mocny punkt.
niedziela, 19 czerwca 2016
game 7
Występ zespołu Mumio był swego rodzaju game 7 jeśli chodzi o moje skromne doświadczenia teatralne. A teraz siedzę i drżę patrzac czy Warriors dowiozą te marne 7 punktów przewagi w połowie do końca.
Nie dowieźli, nie mogę się nadziwić. Koniec snów o potędze, koniec debaty czy może można rozpoczynać debatę, że być może (tylko być może) należą do konwersacji w sprawie najlepszej drużyny w historii. Najbardziej żal mi tej debaty, tej konwersacji, której najzwyczajniej w świecie już nie ma. Po prostu miało miejsce to co ja nazywam poor decision-making in the 4th quarter. Oraz unusually poor shooting oraz settling w najgorszym możliwym momencie. Ale od 2011 roku nie byłem tak emocjonalnie zainwestowany w końcówkę NBA. Wszystko piach i proch. Biedny Steph, bardzo biedny.
Teraz już tylko jedziemy wolno, do zachodu, a czas pogania konie swe. Puszkin (zmęczone opuszki(n)).
Nie dowieźli, nie mogę się nadziwić. Koniec snów o potędze, koniec debaty czy może można rozpoczynać debatę, że być może (tylko być może) należą do konwersacji w sprawie najlepszej drużyny w historii. Najbardziej żal mi tej debaty, tej konwersacji, której najzwyczajniej w świecie już nie ma. Po prostu miało miejsce to co ja nazywam poor decision-making in the 4th quarter. Oraz unusually poor shooting oraz settling w najgorszym możliwym momencie. Ale od 2011 roku nie byłem tak emocjonalnie zainwestowany w końcówkę NBA. Wszystko piach i proch. Biedny Steph, bardzo biedny.
Teraz już tylko jedziemy wolno, do zachodu, a czas pogania konie swe. Puszkin (zmęczone opuszki(n)).
niedziela, 12 czerwca 2016
baletowy performance
Dzień w który my Polska pokonała Północna Irlandię w piłkę zapamiętam dzięki występowi Janki w DK Rakowiec.
niedziela, 5 czerwca 2016
Ali
3 czerwca odszedł Muhammad Ali. Reprodukuję tu po raz wtóry moje kilka zdań o nim sprzed lat, żeby uświadomić czytelnikowi jak ważny dla mnie był ten człowiek, o ile to w ogóle był człowiek. Świat podobno przestawał się kręcić kiedy gdzieś się pojawiał. I to przed internetem, przed wszystkim.
~~~
Pal sześć Lance'a Armstronga, doping i inne dyrdymały: Radosław L. na stronie 7-mej dzisiejszej drukowanej gazety zaatakował (tak z cicha pęk, zza oparcia kanapy) mojego wielkiego bohatera, Muhammad'a Alego. Cytuję:
"Mamy tendencję do idealizowania ludzi wyjątkowych w jakiejś wąskiej dziedzinie. Muhammad Ali wciąż jest bohaterem Ameryki, choć słownie niszczył rywali, zapisał się do rasistowskiej organizacji i odmówił służby swojemu krajowi w toczonej przezeń wojnie."
Prostuję, najlepiej jak umiem:
1. Ali nie jest bohaterem Ameryki. Ali jest bohaterem wrażliwych i inteligentnych ludzi na całym świecie, w tym w Stanach, którzy rozumieją jego wielkie serce, poczucie humoru i potrafią docenić ile zrobił dla czarnoskórych obywateli Stanów, dla wszystkich słabszych, dla walki z rasizmem wszędzie. Konserwatywna Ameryka nie znosi Alego…
2…. przynajmniej od czasów kiedy odmówił służby w "toczonej przezeń wojnie". Skupię się na "przezeń":
Stany Zjednoczone (te południowe) tamtych czasów to średniowiecze: czarnoskóry człowiek był poniżany na każdym kroku, nie mógł zjeść ani pójść do fryzjera w tym samym miejscu co biały człowiek, miał własny przedział w autobusie, wszystko w majestacie prawa. Co w tym dziwnego, że bardzo młody, tętniący poczuciem krzywdy, wybitnie utalentowany sportowiec robi wszystko żeby stanąć okoniem wobec Państwa, które toleruje taki stan rzeczy? Był oczywiście naiwny i wykorzystywany przez Nation of Islam do ich smutnych przekazów, ale dlatego właśnie pozostaje ikoną ludzi dobrych, że jego pobudką było poczucie niesprawiedliwości, a nie zamiłowanie do terroryzmu. Jak pan panie Radosławie tego nie rozumie, to nic się nie da na to poradzić.
I najważniejsze:
Oczywiście Ali jako złoty medalista olimpijski i wybitny bokser mógł się spokojnie ułożyć z "Państwem" (które przecież na początku dało mu kategorię wojskową umożliwiajacą boksowanie w spokoju: dopiero, kiedy zaczął manifestować swoje przejście na Islam i zmianę imienia, kategorię nagle zweryfikowano). Gdyby się ułożył, najpewniej nie zobaczyłby karabinu, a z całą pewnością nie zobaczyłby frontu. Występowałby w "exhibitions" dla żołnierzy, zachowałby tytuł mistrza świata, miliony dolarów (dzisiaj czytaj: setki milionów), wtedy kochałaby go rzeczywiście cała Ameryka. Ale pożegnał się z tym wszystkim bez mrugnięcia okiem, a wielu historyków pisze, że tylko człowiek niespełna rozumu postawiłby jakiekolwiek pieniądze, że Ali dożyje 1970 roku po tym jak odmówił służby.
To była odważna jak diabli, światopoglądowa decyzja, którą SPOKOJNIE mógł (szczególnie w latach 60-tych!) przypłacić życiem.
I wreszcie:
3. "choć słownie niszczył rywali": dosyć to groteskowy zarzut względem zawodowego pięściarza, ale niech będzie. Ali rzeczywiście psychicznie znęcał się nad (wielokrotnie mniej od siebie mądrym) Joe Frazierem. I to było rzeczywiście straszne: znęcanie się nad kimś takim. Ale sam Ali nie był z tego potem dumny i w końcu przeprosił Frazier'a. Co do Pattersona (niezbyt ciekawe indywiduum), to była to walka o własną tożsamość. Co do reszty: był to (naprawdę) dowcipny sportowy trash-talk: część jego przeciwników go nie rozumiała (Liston), inni z biegiem lat zrozumieli, co mądrzejsi pokochali (Foreman).
Proszę obejrzeć kilka dokumentów o Alim (np. oskarowego "Kiedy Byliśmy Królami" Leona Gasta). Proszę sobie wyobrazić jak musiało się żyć w Stanach wczesnych lat 60-tych takiemu człowiekowi i sportowcowi jak Ali zanim Pan cokolwiek negatywnego o nim napisze.
Kończę i pozdrawiam, bo się zdenerwowałem.
~~~
RIP THE GREATEST.
Fotografia–stopklatka z youtube.com. Spędziłem pół życia oglądając filmy o Alim na youtube’ie. To niezmarnowane pół.
~~~
Pal sześć Lance'a Armstronga, doping i inne dyrdymały: Radosław L. na stronie 7-mej dzisiejszej drukowanej gazety zaatakował (tak z cicha pęk, zza oparcia kanapy) mojego wielkiego bohatera, Muhammad'a Alego. Cytuję:
"Mamy tendencję do idealizowania ludzi wyjątkowych w jakiejś wąskiej dziedzinie. Muhammad Ali wciąż jest bohaterem Ameryki, choć słownie niszczył rywali, zapisał się do rasistowskiej organizacji i odmówił służby swojemu krajowi w toczonej przezeń wojnie."
Prostuję, najlepiej jak umiem:
1. Ali nie jest bohaterem Ameryki. Ali jest bohaterem wrażliwych i inteligentnych ludzi na całym świecie, w tym w Stanach, którzy rozumieją jego wielkie serce, poczucie humoru i potrafią docenić ile zrobił dla czarnoskórych obywateli Stanów, dla wszystkich słabszych, dla walki z rasizmem wszędzie. Konserwatywna Ameryka nie znosi Alego…
2…. przynajmniej od czasów kiedy odmówił służby w "toczonej przezeń wojnie". Skupię się na "przezeń":
Stany Zjednoczone (te południowe) tamtych czasów to średniowiecze: czarnoskóry człowiek był poniżany na każdym kroku, nie mógł zjeść ani pójść do fryzjera w tym samym miejscu co biały człowiek, miał własny przedział w autobusie, wszystko w majestacie prawa. Co w tym dziwnego, że bardzo młody, tętniący poczuciem krzywdy, wybitnie utalentowany sportowiec robi wszystko żeby stanąć okoniem wobec Państwa, które toleruje taki stan rzeczy? Był oczywiście naiwny i wykorzystywany przez Nation of Islam do ich smutnych przekazów, ale dlatego właśnie pozostaje ikoną ludzi dobrych, że jego pobudką było poczucie niesprawiedliwości, a nie zamiłowanie do terroryzmu. Jak pan panie Radosławie tego nie rozumie, to nic się nie da na to poradzić.
I najważniejsze:
Oczywiście Ali jako złoty medalista olimpijski i wybitny bokser mógł się spokojnie ułożyć z "Państwem" (które przecież na początku dało mu kategorię wojskową umożliwiajacą boksowanie w spokoju: dopiero, kiedy zaczął manifestować swoje przejście na Islam i zmianę imienia, kategorię nagle zweryfikowano). Gdyby się ułożył, najpewniej nie zobaczyłby karabinu, a z całą pewnością nie zobaczyłby frontu. Występowałby w "exhibitions" dla żołnierzy, zachowałby tytuł mistrza świata, miliony dolarów (dzisiaj czytaj: setki milionów), wtedy kochałaby go rzeczywiście cała Ameryka. Ale pożegnał się z tym wszystkim bez mrugnięcia okiem, a wielu historyków pisze, że tylko człowiek niespełna rozumu postawiłby jakiekolwiek pieniądze, że Ali dożyje 1970 roku po tym jak odmówił służby.
To była odważna jak diabli, światopoglądowa decyzja, którą SPOKOJNIE mógł (szczególnie w latach 60-tych!) przypłacić życiem.
I wreszcie:
3. "choć słownie niszczył rywali": dosyć to groteskowy zarzut względem zawodowego pięściarza, ale niech będzie. Ali rzeczywiście psychicznie znęcał się nad (wielokrotnie mniej od siebie mądrym) Joe Frazierem. I to było rzeczywiście straszne: znęcanie się nad kimś takim. Ale sam Ali nie był z tego potem dumny i w końcu przeprosił Frazier'a. Co do Pattersona (niezbyt ciekawe indywiduum), to była to walka o własną tożsamość. Co do reszty: był to (naprawdę) dowcipny sportowy trash-talk: część jego przeciwników go nie rozumiała (Liston), inni z biegiem lat zrozumieli, co mądrzejsi pokochali (Foreman).
Proszę obejrzeć kilka dokumentów o Alim (np. oskarowego "Kiedy Byliśmy Królami" Leona Gasta). Proszę sobie wyobrazić jak musiało się żyć w Stanach wczesnych lat 60-tych takiemu człowiekowi i sportowcowi jak Ali zanim Pan cokolwiek negatywnego o nim napisze.
Kończę i pozdrawiam, bo się zdenerwowałem.
~~~
RIP THE GREATEST.
Fotografia–stopklatka z youtube.com. Spędziłem pół życia oglądając filmy o Alim na youtube’ie. To niezmarnowane pół.
niedziela, 29 maja 2016
namiot
Cztery noce z dziećmi pod namiotem. Piszę te słowa, choć sam w nie nie wierzę.
Ale oczywiście G-State wracaja z dużo dalszej podróży niż z Roztocza with their improbable game 6 win.
Ale oczywiście G-State wracaja z dużo dalszej podróży niż z Roztocza with their improbable game 6 win.
niedziela, 22 maja 2016
noc w Hilarowie wieczór w r-town
Matko, jakież niemożliwie przyjemne to były rzeczy. Z Elą i Antkiem wiadomo – Janka nie mogła być smutna. Potem skorzystałem z wizyty dziadka i wymknąłem się na ponad godzinę na boisko.
Fotografię sekundę przed tym osławionym w r-town pierwszym krokiem zrobił Piotrek Impreza.
Fotografię sekundę przed tym osławionym w r-town pierwszym krokiem zrobił Piotrek Impreza.
niedziela, 15 maja 2016
G-State vs. OKC
Formalnie jutro, ale świętujemy dzisiaj. Siódme urodzinki Niny Fiedorowicz. Chory czas nie zwalnia. Jeżeli Nina zapyta mnie po co żyć, to odpowiem jej w dwójnasób: dla jednej piosenki Breakoutu oraz dla G-State - OKC series.
niedziela, 8 maja 2016
Gdzieśmy to nie byli
Porządny weekend kulturalno-towarzyski. W sobotę po Potworach otarliśmy się o marsz KOD oraz uczestniczyliśmy (J. i ja) w przyjęciu pochrzcinowym Wincentego Wieleckiego. Nazajutrz po wizycie dziadka już całą rodziną zaliczyliśmy zarówno ceremonię jak i przyjęcie pochrzcinowe Livii oraz odwiedziliśmy Zuzię L. i Maćka w ich nowym domu na/w legendarnym Blizne Łaszczyńskiego. Ale wracajmy do kultury. W piątek wieczorem w teatrze IMKA obejrzałem spektakl Słownik Ptaszków Polskich. Niewiarygodnie napisana, zapamiętana i zagrana refleksja, niewiarygodnie śmieszna Doda. Dobre to jest po prostu i warto pójść.
Mimo, że jesteśmy do tak chorego stopnia aktywni, to doskonale wiemy gdzie nasze miejsce i życie. Na zdjęciu od lewej obywatele r-town: Arinka, Nastja, Janka i Roszek. Fot. MP.
Mimo, że jesteśmy do tak chorego stopnia aktywni, to doskonale wiemy gdzie nasze miejsce i życie. Na zdjęciu od lewej obywatele r-town: Arinka, Nastja, Janka i Roszek. Fot. MP.
niedziela, 1 maja 2016
12 lat temu byłem z Basią Fordem Granadą w Samicie
Fast forward to now: znowu tu jesteśmy, z Janką i Ludwikiem zamiast deski windsurfingowej. Ten chory czas zostawił na mnie swoje pazurska. Wiele grzechów podczas jubileuszowego spotkania na korcie, wiele grzechów. Po pierwsze brak wiary w partnerkę (Agatę, jak się okazało dobrą siatkarkę), więc poszedłem w samolubność/proste przebijanie. Nie działało, więc zacząłem podawać, ale jakieś w tym było wymuszenie, niedoprecyzowanie, braku zaufania nie dało się odkupić.
Wprawdzie uszczknęliśmy jednego seta, ale to była kropla w morzu potrzeb. Dramaty w życiu są, były i będą. Fot. MP, z auta w czasie drzemki Janki.
Wprawdzie uszczknęliśmy jednego seta, ale to była kropla w morzu potrzeb. Dramaty w życiu są, były i będą. Fot. MP, z auta w czasie drzemki Janki.
niedziela, 24 kwietnia 2016
frytki w Nieporęcie
Zjedli je między swoim [najlepszym na jakim byłem] ślubem a weselem. Byłem tego świadkiem.
Ale obiecali, że po ślubie kończą z tym. Oby im się udało!!!!
Ale obiecali, że po ślubie kończą z tym. Oby im się udało!!!!
niedziela, 17 kwietnia 2016
Detroit basketball
Po co był mi ten darmowy league pass skoro Pistonsi przegrali game one?
Otóż wydaje mi się, że największy zarobek polegał na tym, że league pass nie transmituje reklam telewizyjnych tylko arena entertainment. W przypadku niedzielnego meczu, w czasie przerwy, udało mi się zobaczyć pewnego akrobatę z małym pieskiem. Co oni tam razem wyczyniali przez pół godziny...
No ale Pistonsi przegrali i obawiam się, że podcięto im skrzydła. Fot. nba.com
Otóż wydaje mi się, że największy zarobek polegał na tym, że league pass nie transmituje reklam telewizyjnych tylko arena entertainment. W przypadku niedzielnego meczu, w czasie przerwy, udało mi się zobaczyć pewnego akrobatę z małym pieskiem. Co oni tam razem wyczyniali przez pół godziny...
No ale Pistonsi przegrali i obawiam się, że podcięto im skrzydła. Fot. nba.com
niedziela, 10 kwietnia 2016
emotionally invested
W jakie sprawy – o tym dam znać jutro. Dziś w nocy świat wstrzymuje oddech, bo Steph gra z San Antonio. Z jutro zrobiło się popojutrze. Ten emocjonalny investment był (jest) oczywiście zainwestowany w rekord Warriorsów. Nie rozumiem swojej psychiki, ale taki jest stan rzeczy, nie mogę go zmienić.
Jestem również emotionally invested w tragedię smoleńską, bo żyję i jestem co rusz wykańczany psychicznie przez współlokatorkę, zwolenniczkę teorii zamachu. Intuicja podpowiada mi, że sprawiedliwy pan Bóg naprawdę bardzo złości się na tych wykształconych ludzi, którzy za wypadek winią Rosjan czy Tuska.
W sobotę Basia przeprowadziła pierwszy trening z Potworami, czym bardzo mi zaimponowała. W to również jestem invested, ale przy tej inwestycji mniej sił tracę.
Wieczór kawalerski na Przysłopie pod Baranią Górą, byłem w niego invested i się opłaciło. Fot. Olek P.
Jestem również emotionally invested w tragedię smoleńską, bo żyję i jestem co rusz wykańczany psychicznie przez współlokatorkę, zwolenniczkę teorii zamachu. Intuicja podpowiada mi, że sprawiedliwy pan Bóg naprawdę bardzo złości się na tych wykształconych ludzi, którzy za wypadek winią Rosjan czy Tuska.
W sobotę Basia przeprowadziła pierwszy trening z Potworami, czym bardzo mi zaimponowała. W to również jestem invested, ale przy tej inwestycji mniej sił tracę.
Wieczór kawalerski na Przysłopie pod Baranią Górą, byłem w niego invested i się opłaciło. Fot. Olek P.
niedziela, 3 kwietnia 2016
kawalerski Francji
Nie można było sobie tego lepiej wymarzyć. W sobotę wieczorem przy ognisku koło schroniska Przysłop wyśpiewywaliśmy piosenki ku chwale Franka, które jeden z jego kolegów cały czas starał się przekręcać na piosenki ku chwale Legii. Objął go gospodarz schroniska i mówi: „Kolego, tu nie ma Legii. Tu są niedźwiedzie, sarenki..."
I brawo Franek, że wstał na wschód słońca. Na zdjęciu i Babia Góra i Pilsko. Takimi codziennie rano ogląda je Barania Góra.
I brawo Franek, że wstał na wschód słońca. Na zdjęciu i Babia Góra i Pilsko. Takimi codziennie rano ogląda je Barania Góra.
niedziela, 27 marca 2016
Szklarska czyli Schreiberhau
Moc drzemie w polanie jakuszyckiej. Jutro w porze drzemki opuścimy i opłaczemy opuszczenie.
Wracam do tego wpisu, żeby jeszcze raz podkreślić – piękno tego miejsca nie zna granic. Natomiast polecam wszystkim w podeszłym wieku chociaż jeden dzień aklimatyzacji zanim rzucą się w wir akcji w roli konia pociągowego. Można grać w Piotrusia, cokolwiek. Bo ja tego nie zrobiłem i się dość dobrze zrobiłem, sprzed komputera na akcję, to są jak mówi mój ojczym „sny o potędze“.
Tuż przed schroniskiem Orle w Górach Izerskich. Janka to w przyczepce, to za nią.
Wracam do tego wpisu, żeby jeszcze raz podkreślić – piękno tego miejsca nie zna granic. Natomiast polecam wszystkim w podeszłym wieku chociaż jeden dzień aklimatyzacji zanim rzucą się w wir akcji w roli konia pociągowego. Można grać w Piotrusia, cokolwiek. Bo ja tego nie zrobiłem i się dość dobrze zrobiłem, sprzed komputera na akcję, to są jak mówi mój ojczym „sny o potędze“.
Tuż przed schroniskiem Orle w Górach Izerskich. Janka to w przyczepce, to za nią.
niedziela, 20 marca 2016
bomba się obudził
A kim jest bomba – o tym wkrótce. Już jest wkrótce. Otóż bomba to Ludwik. Obudził się w przyczepce podczas niedzielnego spaceru, jego rodzona matka łaskawie zeszła po tego krzykacza, wzięła go utulić na górę i dzięki temu mogliśmy z Janką jeszcze chwilę w spokoju pochodzić po parku. Musieliśmy przecież zebrać siły na drugi dzień wielkich obchodów urodzin bomby. Bomba z siostrą dostał od nas na urodziny rowerek, którym póki co tylko ona dojeżdża na razie do przedszkola.
A z tego materiału wyniknie wiele spraw, m.in. coś o słynnej bójce w Detroit z 2004 roku i o tym dlaczego Stephen (niestety muszę to tu napisać) dosłownie uciekł kiedyś sprzed ołtarza.
A z tego materiału wyniknie wiele spraw, m.in. coś o słynnej bójce w Detroit z 2004 roku i o tym dlaczego Stephen (niestety muszę to tu napisać) dosłownie uciekł kiedyś sprzed ołtarza.
niedziela, 13 marca 2016
no joke
Zachęcam do lektury. Wydaje mi się, że jesteśmy na tym samym kursie w przepaść co Stany.
A to są wbrew pozorom b. fajne chłopaki.
A to są wbrew pozorom b. fajne chłopaki.
niedziela, 6 marca 2016
the bill simmons podcast
Tu jest wszystko o mediach i wszystko o życiu.
Z tym na uszach sprzątanie i zmywanie stają się łóżkiem wyściełanym płatkami róż.
Z tym na uszach sprzątanie i zmywanie stają się łóżkiem wyściełanym płatkami róż.
niedziela, 28 lutego 2016
steph
Przydałoby mi się trochę zdrowia Stepha, wziąłbym dla siebie i dla rodziny. Wszyscy o tym Stephie, a łatwo umyka praca zespołu, która jest przecież nieprawdopodobna. Mówię o zonie press (jakby to nazwał mój stary znajomy Palczan) pod sam koniec regulation, kiedy zamknęli wielkiego KD w pułapce. Żeby zrozumieć o co mi chodzi trzeba obejrzeć skrót meczu na espn.com. Wszyscy na tej samej stronie, na tym polega piękno.
Tu właśnie widać wspomnianą zonę press, przepięknie executed.
Tu właśnie widać wspomnianą zonę press, przepięknie executed.
niedziela, 21 lutego 2016
nonu
Wyjaśnię dlaczego go kocham jutro (kocham dziś, wyjaśnię jutro).
Właśnie dlatego. I nie obchodzi mnie, że już kiedyś być może polecałem czytelnikom zakochanie się w nim. Nigdy za wiele.
Właśnie dlatego. I nie obchodzi mnie, że już kiedyś być może polecałem czytelnikom zakochanie się w nim. Nigdy za wiele.
niedziela, 14 lutego 2016
w Czechach wszystko jest lepsze
Niby od zawsze to wiedziałem, ale nie zdawałem sobie sprawy, że do tego stopnia. Spędziliśmy 6 dni z okładem w Karlovie koło Pradziada i nie da się opisać jakości tych wakacji. Wielka była cierpliwość naszych gospodarzy do nas, ale chyba im też było dobrze, ich i nasze dzieci wyglądały w każdym razie na bardzo szczęśliwe.
Ja i Jack D., we go back a long time, a Velky Kotel to Mt. Ruapehu północnej półkuli.
Ja i Jack D., we go back a long time, a Velky Kotel to Mt. Ruapehu północnej półkuli.
niedziela, 7 lutego 2016
nic nie jest takie proste
Okazuje się, że mieszkam pod jednym dachem z osobą, która wierzy, że katastrofa w Smoleńsku to mógł być zamach. Czyli wreszcie coś się w naszym życiu ruszyło do przodu. Wpadłem w furię, zacząłem gestykulować, nic nie pomogło. Muszę się do tej chorej sytuacji w najbliższych miesiącach przyzwyczaić, muszę sam się zmienić.
Ratują mnie miłość i sztuka.
Ratują mnie miłość i sztuka.
niedziela, 31 stycznia 2016
nikt nie pobił marzeń
Dręczy mnie czytanie wiadomości polityczno-wojennych. Męczą mnie media. Rozmowa z uchodźczynią też mnie męczy, ale mimo wszystko jest odświeżająca – oto siedzę, piję herbatę i słucham jednej historii, z pierwszej ręki.
Pani Wiktoria mieszka z nami już ponad tydzień. Ma 55 lat, pochodzi z Konstantynówki koło Doniecka [właśnie przeczytałem w wikipedii, że w tym 75-tysięcznym mieście urodził się Stefan Zbigniew Różycki – wybitny geolog czwartorzędu, dla mnie przede wszystkim bohater każdego wykładu swojego wychowanka, prof. Lamparskiego na wydziale Geologii UW w latach 1995-97]. Konstantynówkę w połowie kwietnia 2014 roku przejęli separatyści, 7 lipca 2014 odbili ją ukraińcy, w tej chwili leży niedaleko linii frontu i stacjonują w niej oddziały ukraińskie. W marcu 2015 roku pijany kierowca ukraińskiego pojazdu wojskowego przejechał tam 8-letnią dziewczynkę i poważnie ranił jej mamę i malutkiego brata. Co uruchomiło w tym i tak ledwo ukraińskim mieście wielotysięczne antyukraińskie demonstracje.
Viktoria ma syna (trzydziestolatka z małym hakiem), syn ma dziewczynę (nie lubiącą Putina rosjankę z pro-putinowskiej familii), oboje mieszkają w Indiach. Viktoria rozwiodła się z mężem, kiedy syn miał 6 lat. Mama Viktorii cały czas mieszka w Konstantynówce. Viktoria nigdy nie miała z nią dobrego kontaktu. Tata zmarł w 2011 roku, po trzecim zawale. Viktoria między zawałami opiekowała się swoim tatą, z którym była bardzo blisko. Przed wojną mieszkała i pracowała jako dziennikarka w Doniecku. Kiedy wojna wybuchła na dobre, Viktoria zawiozła swoją kotkę Alice do cioci (mamy brata) do Konstantynówki i wyjechała do Kijowa. W dzień strącenia holenderskiego samolotu ciocia zadzwoniła, że Alice jest chora, że ma guza i ledwo zipie. Viktoria poprosiła przez telefon żeby ją uśpić. Głos łamie jej się dopiero jak opowiada o tej kotce.
Trafia do ośrodka dla uchodźców w Kijowie. Z ośrodka nikogo nie wyrzucają, po prostu któregoś dnia odcinają wodę, innego dnia gaz, za parę dni światło – dzięki temu ośrodek sam się rozwiązał. W listopadzie przyjechała do ośrodka dla cudzoziemców na Targówku (ośrodek jest dla rodzin z dziećmi), Wiktorii nie specjalnie podobało się, że były tam 3 łazienki na 150 osób, więc napisała o tym do Fundacji Ocalenie i Refugeeswelcome. Chyba jest aktywistką, nie wiem czy to pomaga przy aplikacji o status uchodźcy. Chociaż jak zauważył w sobotę Francuz: teraz dla Ukraińców nadchodzą być może lepsze czasy, bo rząd zrobi wszystko, żeby nie przyjmować ciemnoskórych i innych syryjczyków, więc może dla równowagi zatroszczy się lepiej o tych, którzy już tu są.
Jaka jest ta Viktoria? Być może bardziej ceniąca czystość i porządek od nas, ale przez grzeczność dostosowuje się do standardów. Jest bardzo wyrozumiała dla poziomu hałasu, lubi z wzajemnością Ronię. Dla Janki Viktoria jest najnaturalniejszą rzeczą na świecie, co chyba jest w tym doświadczeniu najfajniejsze. J. musi tylko zawczasu wiedzieć czy Wiktoria z nami je czy nie, bo ważna jest ilość sztućców.
Flag-football wrócił na Pole Mokotowskie. Odwilż ich ani ich marzeń nie zabiła.
Pani Wiktoria mieszka z nami już ponad tydzień. Ma 55 lat, pochodzi z Konstantynówki koło Doniecka [właśnie przeczytałem w wikipedii, że w tym 75-tysięcznym mieście urodził się Stefan Zbigniew Różycki – wybitny geolog czwartorzędu, dla mnie przede wszystkim bohater każdego wykładu swojego wychowanka, prof. Lamparskiego na wydziale Geologii UW w latach 1995-97]. Konstantynówkę w połowie kwietnia 2014 roku przejęli separatyści, 7 lipca 2014 odbili ją ukraińcy, w tej chwili leży niedaleko linii frontu i stacjonują w niej oddziały ukraińskie. W marcu 2015 roku pijany kierowca ukraińskiego pojazdu wojskowego przejechał tam 8-letnią dziewczynkę i poważnie ranił jej mamę i malutkiego brata. Co uruchomiło w tym i tak ledwo ukraińskim mieście wielotysięczne antyukraińskie demonstracje.
Viktoria ma syna (trzydziestolatka z małym hakiem), syn ma dziewczynę (nie lubiącą Putina rosjankę z pro-putinowskiej familii), oboje mieszkają w Indiach. Viktoria rozwiodła się z mężem, kiedy syn miał 6 lat. Mama Viktorii cały czas mieszka w Konstantynówce. Viktoria nigdy nie miała z nią dobrego kontaktu. Tata zmarł w 2011 roku, po trzecim zawale. Viktoria między zawałami opiekowała się swoim tatą, z którym była bardzo blisko. Przed wojną mieszkała i pracowała jako dziennikarka w Doniecku. Kiedy wojna wybuchła na dobre, Viktoria zawiozła swoją kotkę Alice do cioci (mamy brata) do Konstantynówki i wyjechała do Kijowa. W dzień strącenia holenderskiego samolotu ciocia zadzwoniła, że Alice jest chora, że ma guza i ledwo zipie. Viktoria poprosiła przez telefon żeby ją uśpić. Głos łamie jej się dopiero jak opowiada o tej kotce.
Trafia do ośrodka dla uchodźców w Kijowie. Z ośrodka nikogo nie wyrzucają, po prostu któregoś dnia odcinają wodę, innego dnia gaz, za parę dni światło – dzięki temu ośrodek sam się rozwiązał. W listopadzie przyjechała do ośrodka dla cudzoziemców na Targówku (ośrodek jest dla rodzin z dziećmi), Wiktorii nie specjalnie podobało się, że były tam 3 łazienki na 150 osób, więc napisała o tym do Fundacji Ocalenie i Refugeeswelcome. Chyba jest aktywistką, nie wiem czy to pomaga przy aplikacji o status uchodźcy. Chociaż jak zauważył w sobotę Francuz: teraz dla Ukraińców nadchodzą być może lepsze czasy, bo rząd zrobi wszystko, żeby nie przyjmować ciemnoskórych i innych syryjczyków, więc może dla równowagi zatroszczy się lepiej o tych, którzy już tu są.
Jaka jest ta Viktoria? Być może bardziej ceniąca czystość i porządek od nas, ale przez grzeczność dostosowuje się do standardów. Jest bardzo wyrozumiała dla poziomu hałasu, lubi z wzajemnością Ronię. Dla Janki Viktoria jest najnaturalniejszą rzeczą na świecie, co chyba jest w tym doświadczeniu najfajniejsze. J. musi tylko zawczasu wiedzieć czy Wiktoria z nami je czy nie, bo ważna jest ilość sztućców.
Flag-football wrócił na Pole Mokotowskie. Odwilż ich ani ich marzeń nie zabiła.
niedziela, 24 stycznia 2016
fugees power
Miałem doskonały tydzień. Przez pierwszych pięć dni dojeżdżałem do pracy (tzn. do i ze stacji Metro Politechnika) na biegówach. Raz nawet z Jankiem T. Do tego od wtorku mieszka z nami oczekująca na status uchodźcy (aka Godota, podobno w 2015 roku status uchodźcy w Polsce otrzymały 2 osoby z Ukrainy) Pani Viktoria z Doniecka i chyba jest dobrze. Ludwik pierwsze dwa dni pobytu Viktorii u nas wstawał koło 5:30 i płakał, ale Viktoria zdała ten śmiertelny test. W każdym razie moje lewackie hipsterstwo czuje się z tą nową sytuacją doskonale.
Dodatkowo w weekend Basia sama trochę pojeździła na nartach, a my z J. wpadliśmy dzisiaj na Szczęśliwicach na kupę znajomych w tym na Homeiniego z dziewczynkami. A tę notatkę pisałem do dźwięków koncertu na żywo P. Machalicy w Trójce i chyba kupię sobie płytę, bo dobrze idą.

Tak to wyglądało po południu. Z prawej młodzież gra we (flag) futbol amerykański na śniegu. Im też odwilż roztrzaska marzenia.
Dodatkowo w weekend Basia sama trochę pojeździła na nartach, a my z J. wpadliśmy dzisiaj na Szczęśliwicach na kupę znajomych w tym na Homeiniego z dziewczynkami. A tę notatkę pisałem do dźwięków koncertu na żywo P. Machalicy w Trójce i chyba kupię sobie płytę, bo dobrze idą.
Tak to wyglądało po południu. Z prawej młodzież gra we (flag) futbol amerykański na śniegu. Im też odwilż roztrzaska marzenia.
niedziela, 17 stycznia 2016
biel
Mam ochotę chodzić po r-town w zapiętych butach narciarskich żeby ją celebrować, a jednak tego nie robię. Ale oddech jest nieprawdopodobny.
Na tym zdjęciu Basia i Janka przygotowują się do zjazdu na sankach, r-town style. Jest ledwie niecała 10 rano, a Basia już po biegówkowej przebieżce w Powsinie.
Na tym zdjęciu Basia i Janka przygotowują się do zjazdu na sankach, r-town style. Jest ledwie niecała 10 rano, a Basia już po biegówkowej przebieżce w Powsinie.
niedziela, 10 stycznia 2016
koniec wakacji
Wracamy do przedszkola i pracy, wracamy pełni wiary, pełni wiary w to, że nie przeziębimy się po pięciu minutach od zetknięcia ze światem zewnętrznym. Wygramy tę walkę.
niedziela, 3 stycznia 2016
stonesi znowu w trasie
SZ.de zaczyna coraz regularniej relacjonować zmiany w Polsce, strach to czytać, a nie można się oderwać. Powinni nas wysiudać z unii, w sensie ue powinna odebrać nam głos w radzie, naprawdę tak uważam.
Tymczasem w zimowej stolicy Polski wykąpawszy Ludwika w umywalce udajemy się spać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










