W czwartek relaksowałem się w miłym towarzystwie w hotelowej saunie by już w piątek zjechać z tegoż hotelu do dworca kolejowego w śmieszne 30 minut przy minimalnym uszczerbku poślizgu. W Szwagropolu miałem cztery minuty zapasu, czyli też nie bez klasy. Na szkolenie w pracy zdążyłem nieco przypadkiem, a po południu ucieszyłem się (odruch bezwarunkowy) zobaczywszy rodzinę.
Nie wiem kto wymyślił życie, ale wykonana robota nie zostawia too much room for improvement.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz