Wydarzeniami tego ekumenicznego weekendu w r-town i okolicach były kolejno: rozpoczęcie przez Basię praktyki jogi (Hinduizm, Buddyzm), msza w lasku Bielańskim (Chrześcijaństwo) i niedzielne drugie śniadanie w Tel Avivie na Poznańskiej (Judaizm). Ponadto – co jest gdzieśtam chore i niewyobrażalne w kontekście tego, że my nikogo nie chcemy staranować własnymi przekonaniami – wczoraj na głównej ścieżce rolkowej na Polach drogę nagle zatarasował nam mamut Lolek.
Lolek w swoim kostiumie ma ograniczone mokotowskie pole widzenia, dlatego chodzi z menadżerem, który mu mówi jaki tor dokąd go zaprowadzi oraz fotografuje ofiary.
A ja siedzę na tych Rostafińskich jak głupek przy kompie i nie wiem, że tuż tuż spaceruje sobie Lolek... A mały raczej nie jest. Postuluję o telefon w przypadku mokotowskiego spaceru w godzinach pracy w dni powszednie. Mamuta nie muszę... ale Janeczkę chętnie zobaczę w realu
OdpowiedzUsuńa gdzie sie podział mój komentarz?!pogubiona w mamucie.
OdpowiedzUsuńże zacytuję klasyka : "Dużo śmiechu, trochę smutku, to historia o mamutku"
OdpowiedzUsuńz pozdro.
a.
Bycie menadżerem mamuta to ładny zawód tak swoją drogą..
OdpowiedzUsuń