Sezon NBA trwa już trzy tygodnie, a ja jeszcze nawet nie drgnąłem w spazmie. Dzisiaj do protokołu klecę tylko dwa słowa: Kevin Love. Byłbym skłonny nakłonić całą rodzinę (łącznie z Rońką) do przeprowadzki do Minneapolis, Minnesota, USA, gdyby Kevin nagle do mnie zadzwonił i powiedział: wsiadaj w samolot, potrzebujemy Cię. Powiedziałbym mu: idę za Tobą w ogień artyleryjski, bez kamizelki kuloodpornej.
Dowodem na to, że listopad da się lubić jest zdjęcie Basi z minionego poniedziałku. Należy je (listopad, poniedziałek) tylko podchodzić z rana, na spokoju, na niewzburzone wody. I nie wolno samemu wzburzać się z powodu byle draki.
Rześka świeżość. Chwała porannym ptaszkom
OdpowiedzUsuńJa jednak prosiłabym,żeby z kamizelką.A listopad tam na tej trampolinie i w słońcu...do pozazdroszczenia.
OdpowiedzUsuńNie wiem tylko w jaki sposób z równiania listopad+świt wyszła świeżość, no ale nie da się ukryć. z wyrazami pozdrowień
OdpowiedzUsuńa. czyli jakiś wrześniowy wieczór.
Ja jak zwykle z poślizgiem, ale nie mogę się nie zgodzić... Za Kevinem na koniec świata! Love.
OdpowiedzUsuń