Siedzę przed Ikeą w Markach i wspominam dobre dni, napisałbym do Papieża bardzo długi list, ale jestem z wdychającą upał Ronią i przysięgłem sobie, że do czasu wyjścia dziewczyn ze sklepu nie zrobię nic co mogłoby podnieść temperaturę, a taki list by podniósł. Już wyszły.
Przenieśliśmy się na Jazdów, gdzie Janka umierała ze szczęścia kiedy pan Stanisław C. polewał ją wodą z sikawki. Być może się zakochała. Kupiliśmy gorzką cykorię – genialna. Wróciliśmy do r-town, staramy się ochłonąć.
W sobotę odniosłem wielki sukces na Stadionie Narodowym w konkurencji slalom na rolkach, afirmowany szeroko zakrojoną przez Basię kampanią promocyjną na facebooku. Afirmacja życia, czyli jeszcze nie czas umierać. Był to mój największy sukces sportowy od czasu dotarcia z B. do fazy grupowej Krokowej Open.
Sukces (ten sobotni, indywidualny) przyszedł późno, ale jak już przyszedł, jak mi z nienacka nie przyłoży obuchem...
Dziękuję Mamie, że ponad 20 lat temu uwierzyła we mnie i kupiła mi te rolki.

Ja bym o tym wszystkim świąteczną napisała kartkę do samego prezydenta...
OdpowiedzUsuńupał.
a.
Uwierzyła i wierzy .kiss
OdpowiedzUsuńSukces to zasługa całego zespołu, pamiętaj. No i możesz też wspomnieć słynne syberyjskie biegi przełajowe, w których ostatecznie również odniosłeś zasłużone zwycięstwo. Do dziś nie jest mi łatwo o tym pisać.
OdpowiedzUsuń