Tytuł tylko w celu dodania efektu dramatu/grozy, tak naprawdę chodzi o trzy spotkania dzielnicowe z ludźmi, na których rzadko tu wpadam. Doszło do nich sobotę.
1. Stefana G. z nc+ spotkałem na działkach koło Pola Mokotowskiego. Janka była zachwycona jego dwoma psiakami, czarnym i brązowym. Ze Stefanem przez rok z hakiem dzieliliśmy obowiązki parzenia herbaty dla gości programu telewizyjnego w Canal+.
2. Profesora Michała Szulczewskiego zobaczyłem (ale wstydziłem się zaczepić) kiedy zbieraliśmy z B i J żołędzie, które później przez szpary w pomoście wrzucaliśmy do najpiękniejszego stawu w okolicy. Żałuję, że go nie zaczepiłem. Mogłem mu powiedzieć, że cały czas mam zeszyt z wykładami z Geologii Historycznej, który trzymam od 1998 roku. Raczej by się ucieszył. Prof. Szulczewski chyba wciąż lubi przyrodę, bo przez kilka minut przyglądał się wyspie na środku stawu.
3. Piotrka Imprezę R. spotkałem niecałą godzinę po profesorze. Był uprzejmy wyciągnąć mnie na koszykówkę i jeszcze tutaj przyjechać. Graliśmy około 40 minut. Naprawdę trudno mi wymyślić zajęcie, które lubiłbym bardziej niż grę w kosza przeplataną gadaniem luźno związanym z tą grą w proporcji 20% gra, 80% gadanie. Po prostu nie ma takiego zajęcia.
Poza tem zakochałem się w Michelle Beadle i Billu Simmonsie. Polecam oglądanie od 40-tej minuty, aż do momentu jak ona mówi:
"He's a different cat that one, very different. And i like it. I like everything about it actually."
Jestem chory psychicznie i będę się leczyć.
Tak wyglądała pogoda z tego pomostu, z którego prof. Szulczewski oglądał wyspę, a my rzucaliśmy żołędzie.
najlepiej u zdrowego lekarza.Ale piszesz pięknie.
OdpowiedzUsuńTego typu spotkania w ten sposób przelane na ekran do kroniki R-town bym wpisała! zaiste. a.
OdpowiedzUsuń