Czasy ukropu. Polska/my nie mamy ich za sobą. Wczoraj w spiekocie warszawskiej starówki rzucaliśmy z Janką ryżem w Filipa P. i jego świeżo upieczoną żonę. Dzisiaj odpoczywaliśmy (zasługi) na działce u Buni.
Wcześniej, 1 lipca, spełniło się najskrytsze marzenie B. Nie chodzi o mój pocałunek w rękę, tylko o dzieci w przyczepce przyczepionej do roweru w warunkach miejskich. Fot. Patrycja R.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz