Wczoraj druga odsłona rzucania (do kosza) i zbierania (pieniędzy). Bez szału frekwencyjnego, za to z absolutnym szałem celności. Jestem chorym tchórzem, że rzucałem na ten łatwiejszy kosz, ale z drugiej strony pokusa była zbyt silna. O 5 rano Mama przekazała mi szereg miłych nagród dla rzucających, plus obiecany worek orzechów włoskich od Andrzeja. Jestem po krańce dni wdzięczny osobom, które przyszły, zwłaszcza takim, dla których fenomen formy spędzania czasu opisywanej jako rzucanie do kosza jest rodzajem zagadki.
Na rondzie w Pęcicach wczoraj ok. 5:45.
Pięknie na rondzie, a o rzucaniu nie wiedziałam nic... ale moje 150 cm wiele by nie rzuciło.
OdpowiedzUsuńale oczywiście jestem pełna podziwu,
a.