Wczoraj po raz trzeci charytatywne rzucanie w Dwójce. Przytłamszony po tygodniu nowej roboty, zesztywniały ze strachu przed drugą robotą, ale jak staję raniutko przed tym koszem od strony Trasy, when i'm dialled in good and proper, to to jest proszę państwa uczucie that can't possibly be beaten. Trafiłem 161/200, czyli o 1 raz więcej niż ponad 10 lat temu przy okazji słynnego rzucania niepokonanych Praetorians w podobnym celu. Ale tam był chyba trochę łatwiejszy kosz. No nie będę Was zanudzał, Steph byłby dumny, że na 20 prób tylko raz trafiłem mniej niż 7/10.
Co widać na załączonej ikonografice.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz