is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 5 czerwca 2011

bacon – the maple kind

Prawdziwa historia: wstaję w piątek rano, specjalnie kapkę wcześniej żeby złapać parę minut drugiego meczu na żywo. Pakuję do plecaczka czepek, okularki, łypię złowrogo na rozgrywający się przed moimi biologicznymi oczami dramat. Zdebilniały komputer wyłączam tuż po tej feralnej trójce D-Wade'a, 7 minut 14 sekund przed końcem. Przybity wyprowadzam wciąż zaspanego potwora, potem sam snuję się na basen, po drodze przysięgając sobie, że już nigdy nie kupię league pass'a. Nie ma po co: ludzkość i tak skończy na śmietniku. Już nigdy nie będę tracił życia na dyrdymały. Przechodzę obok Halki Banacha, świat wydaje mi się bezlitosnym imperium, które wiecznie mnie kontratakuje.
Mija godzina i 40 minut. Jestem z powrotem w domu, rozwieszam majtki, czepek, mój anioł zrobił śniadanie, od-sypiam komputer i czytam, początkowo myśląc, że mózg mi się rozwodnił od ciągłego wyprzedzania rekinów i orek z czwartego toru:
Down 15 in 4th, Mavs rally to stun Heat.
O losie, jakby powiedział Francuz. Nagle wszystko ma sens. Jest słoneczny, wczesno-czerwcowy dzień, mam pobasenowy power, tarmoszę puszystą miękkość na kanapie, zmuszam Basię do obejrzenia ze mną ostatnich 5 minut meczu z playbacku, bo przecież taką możliwość daje mi najlepsza inwestycja mojego życia: nba league pass!!!
Wychodzę z domu, lekkość plus styl, wskakuję hop do autobusu drzwiami od kierowcy i wypalam jak co dzień od niechcenia:
- What's poppin' slime?
A ten nie odrywając wzroku od wcinającego mu się właśnie pod koła Poloneza Caro odpala:
- I don't know lil' weasy, you tell me.
Ok, ten ostatni fragment zmyśliłem, ale jeżeli Dallas wygra te finały, to i takie scenki mogą stać się normą w r-town. Ludzie po prostu odzyskają wiarę w sprawiedliwość, znowu będą ze sobą gadać i uśmiechać się. 
Na koniec tego wątku wideo z J-Kidd’em, który ma swój sposób na formę, i nie jest to joga ani pilates.
Basia doradziła mi żebym wprowadził do bloga zamiast tych amerykańskich lukrowanych historyjek stałe rubryki pt. echo ławki r-town (to będą dialogi wyłapywane na spacerach) oraz echo ztm. Wprowadzam je i zaczynam od echa ztm. W ten sam radosny piątek wracałem z pracy 175-ką razem z grupą nastoletnich akrobatów z południa Polski. 
- Ja jestem drugi raz w stolicy, za pierwszym razem przyjechaliśmy z „Siłaczem”. Mamy godzinę, mówię chodź do metra. Pojechaliśmy 5 stacji, wyszliśmy na zewnątrz, o k..........., ale zaj................., chodź wracamy. 
Śmichy chichy, po czym mówi drugi chłopak:
- No ale jak jest w tym metrze, bo nigdy nie byłem.
- Gorzej niż w pociągu.
- Jak to?
- No nic nie widać. I śmierdzi smołą.
Bezczelni młodzi-gniewni: mam dla was wiadomość. Od 13-go czerwca Basia zaczyna pracę właśnie przy metrze w Estudio Lamela, więc co było w tym projekcie złego nie wróci już, aufwiedersehen.









 Ten pies to ja za tydzień jeżeli te demony z Miami jednak zjedzą całą wołowinę i oddadzą ją kotu.

6 komentarzy:

  1. te fragmenty, które zrozumiałam bardzo mi sie podobały!wtorek

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, wpis musi byś średnio zrozumiały dla mniej wtajemniczonych (czyt. nie-chorobliwych fanów koszykówki lub mojego męża)...
    mimo miłości muszę przytoczyć pewien epizod, który zgrabnie udało się pominąć w powyższym wpisie. epizod będzie miał kryptonim 340-264 i niech zostanie już między nami jakiej gry to jest wynik i kto tę grę wygrał...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niedziela wieczór. Powoli kończy się sobotnio-niedzielne otępienie. Umysł znów zaczyna pracować na podwyższonych obrotach. Myślę o poniedziałku, wtorku, biegiem aż do piątku. Ciśnienie w żyłach rośnie. Co chwila przypomina mi się, coś nowego do zrobienia w tym tygodniu. Cholera, będzie trzeba się sprężyć. Powinienem zanotować, ale jak zwykle nie starcza mi determinacji.
    Coś muszę zrobić, żeby uruchomić w głowie swoje dodatkowe zwoje. Wiem! Przeczytam wieści z R-Town. Na pewno mi kilka dodatkowych neuronów zaiskrzy...
    ... albo umrze - Znowu nic nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. szkoda że nie można lajkować komentarzy, bo ten powyższy jest świetny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Żeby zaspanego psa targać aż do halki!!!
    Chyba go kochasz...
    A rześki zapach chloru, rzeczywiscie może ustawić dzień we własciwych proporcjach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po prostu to Lubię

    Dirk Nowitzki

    OdpowiedzUsuń