- start a record label
- start a clothing line
Dziękujemy za przestrogę, ale r-town to nie Bay Area, tutaj w przeciwieństwie do Pana, panie Rose, niektórzy nie boją się panicznie takich pojęć jak odwaga i przedsiębiorczość i niedługo ruszają z drugim sezonem SISS szarawarów: materiały i tekstury "to die for", sam widziałem. Śledźcie tę stronę i nie dajcie zaskoczyć się wiośnie!
Tymczasem mój kanapowy entuzjazm (termin pożyczony z Czasu Kultury, 3/2011, numer leży u nas w toalecie na pralce, część strategii "zaimponować przypadkowemu gościowi, odwrócić uwagę od szwankującej spłuczki") związany z walką Phoenix o udział w playoffach na zachodzie trwa. Pamiętam jak ślubowałem wierność Houston (i cały czas nie są mi obojętni, wiadomo: bo gra tam argentyńczyk, bo się nie podkładali cały sezon, bo trenuje ich Kevin McHale, itd., mógłbym tak godzinami), ale jednak Phoenix to Phoenix. Gra tam polak, grają fajni weterani (w tym Michael Redd!), poza tem była tam chyba kiedyś moja rodzona Mama. Mam nadzieję, że ta nadzieja nie zginie gdzieś w sinej mgle (disappear into thin air) razem z podwichniętym (subluxed) barkiem Channinga Frye'a, a jeśli zginie, to przynajmniej na rzecz dzielnych bojowników z Houston.
I jeszcze chwila dla kultury: kto powie, że (nie nowa przecież) płyta Erica Claptona i JJ Cale'a "The Road to Escondido" to nie jest DZIEŁO, ten jest prawdziwym zdrajcą bluesa. A przez to gdzieśtam zdrajcą Polski.
Tak śpiewa ten Clapton, niby od niechcenia: "Cause that good looking woman and I, we're just hanging out". Geniusz, szkoda gadać. Tu jesteśmy na wczasach w październiku 2006 roku.
lekarz!
OdpowiedzUsuńtoo late mate, i'm going down. i'm going down to china town ;) nie no, żarty, człowiek wychodzi już na prostą!
OdpowiedzUsuńwychodź dziecko, wychodź...ale kocham jak dawniej-mama
OdpowiedzUsuń