is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 30 października 2016

Markos

Dzisiaj rano dostałem mms'a od Piotrka Pędzisza z nagrobkiem Tomka Markowicza, naszego (mojego bliskiego) kolegi z podstawówki, który po szkole średniej wielokrotnie siedział w więzieniu, gościa, na znajomość z którym powoływałem się, kiedy dwóch typów (długo po podstawówce) kroiło mnie z portfela na Grójeckiej, zdobywcy 2. miejsca w obozowych zawodach kajakarskich w Olecku w 1988 roku (mieliśmy niecałe 11 lat), fana deskorolki i koszykówki, którą wspólnie odkrywaliśmy. W maju 1993 roku wypiliśmy razem sporą ilość wódki przed koncertem T. Love'u w Rivierze (premiera albumu „King“). Na nagrobku jest napisane, że zmarł w kwietniu 2015 roku, nie wiem jak, od ponad 20 lat nie miałem potrzeby nawiązania kontaktu. Ale na zafoliowanym zdjęciu z drukarki to na 100% on, w baseballówce ze zgiętym/zaokrąglonym daszkiem. Wydaje mi się, że ze dwa-trzy lata temu widziałem go na rogu Dickensa i Grójeckiej, bałem się lub nie chciało mi się podejść.
Nie do końca rozumiem dlaczego jestem autentycznie wstrzaśnięty wiadomością o jego śmierci. Chociaż chyba rozumiem. Markos był częścią mojego dzieciństwa.


W piątek byliśmy z Basią na świetnym Pożarze w Teatrze Warsawy, a w sobotę rano na Szczękach puszczaliśmy z Janką latawca od Babci Magdy. I już w poniedziałek ściągnąłem go na ziemię przy pomocy wysięgnika. Leży bezpieczny w szafie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz