W środę genialny catch up u Mikołaja. Zasłuchany w opowieści Wojtka przez 15 minut nie mogłem trafić na Marszałkowską (jadąc z Filtrowej). Potem nawet przez sekundę nie spojrzałem na telewizor z durnym meczem Barcelony. No jest to jakaś – byle jaka bo byle jaka – ale jednak chemia.
Byle jaka gdyby na przykład porównać ją z tą: Ali z przyszłą drugą żoną w piekarni. Nie wiem czy nie w dniu, w którym się poznali. Fot. Thomas Hoepker.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz