Pierwszy szok to to, że jesteśmy na Fuerteventurze, a nie na Fuertaventurze.
Rzut oka na breakers w El Cotillo pozwala mieć nadzieję, że to będzie porządna fuerta aventura. Po południu usypiając w wózku Ludwika i z Janką na barana traf chciał, że dostrzegłem pana, który sam rzucał do kosza. Oskubał mnie, niestety. Rude awakening bro, jesteśmy w El Cotillo, nie w r-town.
Za to wczoraj na Teglu na telebimie brylowaliśmy, my Polska. Z jednej strony ból i wstyd, z drugiej chyba dobrze, że sąsiedzi mają to dobrze rozpoznane i zapętlowane między wiadomościami o bliźniaczkach Beyoncé. Może dotrze ten dramat do kogoś na zewnątrz, taka message in the bottle.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz