is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 14 stycznia 2018

w Bad Klein kończą się żarty

W piątek długa nocna wycieczka do Karyntii. Bezsenne Czechy od 2 do 6-tej rano, pozbawienie sensu. Mordęgę wynagrodził częściowo słynny Puchar Świata kobiet w Bad Kleinkirchheim, ale tylko częściowo, bo po nocce i w zziębnięciu. Jance póki co podoba się i hotel i obóz i Austria.





A tu stromizna plus prędkość – wpatrywanie się w nie kosztowało nas trochę zdrowia, bez lukrowania.

niedziela, 7 stycznia 2018

koniec semestru

Nastąpił dziś, czyli wcześnie, bo za pasem ferie. We wtorek Janka po raz pierwszy w życiu jeździła na biegówkach. W zapierającej dech turbozimowej Jizerce. Wspomnienie nie zginie nigdy, bo zdjęcia są zbyt ładne. Wczorajsze zawody na Szczękach też zapamiętam dobrze, bo nic nie stało się jednej z dziewczynek, która wywinęła dobrego orła jeszcze przed startem.




Tu jedno z tych dobrych zdjęć z Jizerki, fot. Marta Kopyt.

niedziela, 31 grudnia 2017

Spindl w camper van

Jesteśmy w legendarnym Spindlu i jego karkonoskich okolicach, a ja legendarnie daleko poza swoim comfort zone. Brakuje mi miejsca, niektórych przyborów do mycia (zapomniałem wziąć), swobodnego dostępu do ubikacji: no chciałoby się powiedzieć podstaw. Ale dziwne, że inni tego tak nie odbierają i tylko ja mam problemy emocjonalne (wzmożone złośliwość, naburmuszenie). Problemy pierwszego świata. Po powrocie bedę przyjmował na to geriavit.



Gdybyśmy robili tę wycieczkę w innym zestawie ludzkim, to bym oszalał. Ale że robimy to z Martą i Krzyśkiem, którzy mają trochę mądrości, cierpliwości i miłości do dzieci, to (jednak) jest ok.

niedziela, 24 grudnia 2017

urodziny w Tatrach, czy Podtatrzu, w Spiszu raczej niż na Podhalu

Niezwykła wspinaczka na przełącz koło Kopy Kondrackiej, przez wiatr i zamieć, w ramach prezentu urodzinowego od Basi i Franka. Oj miły to był dzień i znowu miło było nie być w mieście przed świętami.
No i Franek miły, że taką pamiątkę chciało mu się na dokładkę zrobić.

niedziela, 17 grudnia 2017

Przybora na 102, Malá Úpa i przedstawienie w ÖI

Chory czas, przy czym wtorkowa podróż do Wrocławia z trójką wyrozumiałych blabla pasażerów w naszym czołgu (decybele na skutek odklejonej przy drzwiach kierowcy uszczelki nie pozwalały zagłuszyć wyrzutów sumienia) była chyba najmniej przemyślaną przygodą ze wszystkich w tym tygodniu. Na nocleg do Marty i Marcina dojechałem tak późno (i wyjechałem od nich tak wcześnie), że nie zobaczyłem dzieci i ledwo zamieniłem (z samym Marcinem) dwa słowa. Bezsens, podobnie jak zabieranie za krótkich nart na karkonoskie ewolucje. Za to poniedziałkowy teatr Mamy i Mumio to była uczta i oddech. A sobotni w Instytucie to były nerwy i duma - chciałbym umieścić tu niedługo nagrany dzięki kamerze Franka materiał dowodowy, więc błagam nie odchodźcie.



Zdjęcie 13.12, 9:59, minutę przed rozpoczęciem unifikacji. Na jej koniec znowu zawód: po raz wtóry zostałem w biały dzień obrabowany z wielu, wielu punktów na egzaminie.

niedziela, 10 grudnia 2017

w grudniu w kontakcie jest słońce

W każdym razie czasami wychodzi i odbija się w ważnych budynkach na Trojdena.





Dzieci nie zawsze to widzą, bo od wielkiego dzwonu (dzisiaj) ucinają tu wspólnie drzemkę.

niedziela, 3 grudnia 2017

nauka odejmowania w 15-tce, w drodze do Tomka i Agnieszki

Przy czym trzeba dodać, że nauka odbywała się mimo że Jankę dekoncentrowali jej półamerykańscy koledzy z przedszkola, Liam i Noah.


Dzięki tej wycieczce obejrzeliśmy też jeden z najfajniejszych placów zabaw jakie widziałem w mieście.