is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 7 grudnia 2014

Charles and Kenny

Wiedziałem, że do czegoś w życiu dojdę, wiedziałem, że wpatruję się jak w obraz we właściwych ludzi. Moi dwaj bohaterowie trafili w środę na pierwszą stronę USA Today. Całe Stany słuchają dwóch byłych koszykarzy w najbardziej (do bólu) palącej sprawie tygodnia (a tak naprawdę najbardziej palącej sprawie od początku istnienia Stanów Zjednoczonych). Słuchają ich, bo są inteligentni, bo mają dobre serce, bo to co (obaj!) mają do powiedzenia w sprawie Ferguson ma sens, mimo że mają do powiedzenia dosyć różne od siebie rzeczy. Gorąco polecam lekturę i video, to jest naprawdę dwóch klawych ludzi.
Nie do końca w innym temacie polecam film biograficzny o Marcusie Millerze (tu jest trailer), który od 26 stycznia będzie do kupienia na Google Play, Sony Entertainment Network, Vudu i iTunes. Widzieliśmy już z Basią cały (cały jest piękny), ale najbardziej ścinający z nóg jest od 1:27:00 do 1:29:25, czyli sama końcówka kiedy Marcus mówi o utworze Gorée, który napisał po odwiedzinach w Domu Niewolników na tej wyspie, dziś części Dakaru.
 
Wstrząsające sprawy i genialna muzyka. Zdjęcie jeszcze z listopadowych wakacji koło Poznania.

niedziela, 30 listopada 2014

Kevin McHale's Basketball Hall of Fame Enshrinement Speech

"Kiedy jutro w Peru ministrowie spotkają się na 20. Konferencji Klimatycznej ONZ będą – tak naprawdę – debatowali o końcu przemysłu paliw kopalnych. Nic innego nie kryje się za hasłem „ochrona klimatu“: kto chciałby ograniczyć nienaturalnie szybki wzrost temperatury na Ziemi, musi zrezygnować z ropy naftowej, węgla i gazu. Nie kiedyśtam, tylko w ciągu najbliższych 50 lat.“ Pisze poważny dziennikarz Michael Bauchmüller w tym artykule na pierwszej stronie dzisiejszego (może też jutrzejszego papierowego) wydania poważnej gazety. Napawa mnie taki artykuł i ta pierwsza strona optymizmem, choćby nie wiem jak surrealistycznie brzmiała cała jego treść.
Tymczasem dzisiaj rano na Pilatesie (w najbliższym tygodniu zmienię nazwę tego bloga na "dzisiaj na Pilatesie") prowadząca Patrycja nie pytana zwierzyła się ćwiczącym, że przez całą sobotę jedyne co zrobiła to poszła obejrzeć dwa mecze koszykówki. Przysięgam, że tego nie zmyślam. Pierwszy swojego piętnastoletniego (chyba) syna (chyba piętnastoletniego, nie chyba syna), a drugi regularny mecz trzeciej ligi lokalnego klubu z Ochoty. 
Tacy ludzie mieszkają w r-town. Można ich spotkać wszędzie: na ulicy, na Pilatesie, na meczu koszykówki. Właśnie dlatego wiem, że mieszkam na najwspanialszym osiedlu w Warszawie. Z tej okazji wybrałem dla Państwa inspirujący film. 
Oglądając wczoraj z J. teledysk „The Night Before“ Beatlesów, pomyślałem, że przy całej sympatii do P. McCartneya, wolałbym mimo wszystko na żywo na Rakowcu spotkać kiedyś Kevina McHale’a. Gdyby ktoś dał mi wybierać między nimi, po prostu taką decyzję bym podjął i mógłbym sobie po tym spojrzeć w lustro.

niedziela, 23 listopada 2014

beyond crisp

Beyond crisp – taki jest tegoroczny November, ja nazywam go mr suchota-man. Trzy sprawy. J. w końcu, w piątek, pokonała męczącą ją 4 dni i 4 noce gorączkę. Druga sprawa, nawet w ćwierci nie tak paląca: we wtorek byłem na 2-godzinnym spotkaniu mieszkańców dwóch feralnych bloków z radą nadzorczą feralnej spółdzielni r-town. Jedyne przemyślenie poza wykończeniem (nie mieszkania) to takie, że cudownie byłoby przejść przez życie i w jego trakcie nigdy z nikim nie pokłócić się o pieniądze. Trzecia sprawa: w czwartek u weterynarza spotkałem Daniela K., starszego o rok kolegę z podstawówki, którego nie widziałem dwadzieścia parę lat, dobrego badmintonistę, dzisiaj adwokata w międzynarodowej kancelarii, taty bliźniaków urodzonych w tym samym roku co Janka. Przegadaliśmy rozpalony kwadrans. Opowiadał, że spotkał jakiegoś człowieka od lat 1990-tych mieszkającego na Szczęśliwicach, który twierdził, że w parku (dopóki w 1998 roku nie usypali nowej górki) nigdy nie było wyciągu narciarskiego. Nawet nie próbował wyprowadzać tego wariata z błędu, niech sobie w nim żyje skoro nie jest stąd. Trochę się chyba wzruszyliśmy na samo wspomnienie słowa kajak. Regularny trening w ramach wf-u przez większą część państwowej podstawówki! Obaj pozostaliśmy zgodni co do tego, że trener Skoniecki miał tę przewagę nad trenerką Skoniecką, że był od niej lepszy i fajniejszy pod każdym względem. Niegdysiejsze śniegi jak by powiedział Villon.

Chandler Parsons (z piłką) nigdy nie poszedł i nie pójdzie na spotkanie WSM r-town, nawet za milion lat, z piłką czy bez piłki. Tego też mu zazdroszczę. Fot. ESPN.

niedziela, 16 listopada 2014

25 lat koszykówki

Piątek dzień akcji. Fieders i Basia wspólnie z Moniką ze szkoły nr 109 doprowadzili do skutku 5-tą Marz Kartkę – uważam, że nie ma się czego wstydzić. Ja zorganizowałem rzucanie do kosza w ramach obchodów 25-lecia swojego liceum. Rzucanie odbyło się bezpośrednio przed przemówieniem profesora Samsonowicza i nie wywołało histerycznego zainteresowania. Ale kilka bardzo miłych mi osób przyszło i jakiegoś koszmarnego smutku nie było. Więc udało mi się nie wpaść w depresję.



A wręcz się wzruszyłem (czy wzruszyliśmy, chyba za Basię też mogę pisać) niezwykłą podróżą w czasie/wizytą w szkole. Janka z nami do pewnego momentu była i też nie wygladała na zrozpaczoną.

niedziela, 9 listopada 2014

niepodległość wielkopolski

...pozostaje poza wszelką dyskusją. Jestem w nich (niepodległości, Wielkopolsce), ale mizerność zasięgu każe mi odłożyć obszerniejszą niż ta publikację na środę. Dobrej i nie za zimnej nocy.
Już jesteśmy z powrotem. Chciałbym wrócić do minionego słodko-gorzkiego czwartku. Informacjami skrajnymi nie chcę się tu dzielić, ale z chęcią podzielę się średnią. Otóż w środku pracującego dnia na przejściu dla pieszych przy skrzyżowaniu al. Niepodległości i Koszykowej zobaczyłem żywego Przemysława Babiarza. B. może poświadczyć, że tego nie wymyśliłem, bo sama go widziała z siedzenia kierowcy. Tego się zresztą nie da wymyślić.



Niedzielne Janka, robactwo i jesień na zdjęciu telefonicznym.

niedziela, 2 listopada 2014

kryzys społeczeństwa obywatelskiego

Na wtorkowym pilatesie zastępstwo. Nowa bezczelna pani Asia komenderuje: "Uaktywniamy mięśnie dna miednicy, mięśnie wokół pochwy...", albo: "Prowadzimy ramiona, ale tylko do wysokości zapięcia stanika..." Chciałem jej przypomnieć: proszę szanownej pani ja też tu jestem, ćwiczę od pół godziny w pierwszym rzędzie jakby pani nie zauważyła. Nic. W pewnym momencie coś we mnie pękło i rzuciłem w nią wałkiem z twardej pianki, na którym mieliśmy coś ćwiczyć. Ta niezręczna sytuacja chyba jasno pokazuje w jak mrocznym zaułku znalazło się nasze społeczeństwo. Tak zwane społeczeństwo r-town. 
Tymczasem na grantland.com w środę cudowny artykuł The NBA Fan’s Guide to Talking Trash During Pickup Basketball autorstwa Shea Serrano. Pierwszy akapit to historia, jakby wzięta z życia mojego i B. Ale niedoścignione mistrzostwo pióra i wyobraźni, coś czego nie mógłbym tu nie przytoczyć, przyszło dopiero w paragrafie poświęconym zwrotom, których należy używać w przypadku zablokowania czyjegoś rzutu.

“Get that shit outta here!” [Shea Serrano chyba podsłuchiwał kiedy na poczatku września grałem z Piotrkiem Imprezą] Good to use when you really get a hold of someone’s shot, but also good to use if the person you blocked isn’t someone that you’re particularly fond of, but also good to use if you’re at home and one of your kids hands you a bedtime book to read.


Dodatkowo polecam kapitalne amerykańskie komentarze do wczorajszego meczu rugby USA – Nowa Zelandia w Chicago, wynik 6 do 74. NBC pokazała go wczoraj na żywo w najlepszym czasie antenowym!
W poniedziałek również w niezłym czasie antenowym postałem sobie z mamą w korku na moście łazienkowskim. To wynik pewnej decyzji, której nie można niestety określić słowem prudential (czerwony neon na zdjęciu). W sobotę (Wszystkich Świętych) wprowadziliśmy do organizmów znakomitą kolację u wytęsknionego przeze mnie Mikołaja.

niedziela, 26 października 2014

design domowy

Chciałbym dopisać krótkie addendum do zeszłotygodniowego kącika czytelniczego. W tym tygodniu w Stanach wyszedł film Laury Poitras o wspomnianej książce Glenna Greenwalda, tzn. dotyczący spotkania Greenwalda ze Snowdenem w Honkongu plus okolice. Film nazywa się Citizenfour i jeśli wierzyć tej recenzji W. Morrisa jest genialny. 
Tymczasem na Rakowcu próbujemy wprowadzić dyscyplinę poranków. Nie wiemy czy uda się wyjść na prostą/na jakichkolwiek ludzi. Ale B. jest genialną projektantką, która łączy sztukę z funkcjonalnością, być może zamówię taki program dnia dla siebie. 
Podpisano: upokorzone przez matkę i żonę (osobno, w niedzielny wieczór) scrabblowe pośmiewisko.