is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)

niedziela, 14 czerwca 2015

lato trwaj

Lato to intensywność, opowiem o niej w najbliższych dniach, bo mnie zmęczyła.
Już mówię. Otóż w piątek widziałem w Opolu, na żywo, koncert własnej Mamy z odległości 10 metrów od sceny. Niewiele z niego pamiętam, mimo że wiem, że był dobry. Ledwo pamiętam, że padał deszcz – a padał. Głównie pamiętam, że w odległości 4 metrów od sceny stało 7 pijanych osób w kowbojskich kapeluszach zakłócających swoim zachowaniem spokój psychiczny nie tylko mojej Mamy, ale wielu ciężko pracujących w ten wieczór ludzi.
Było w tym coś tak strasznie smutnego i agresywnego. Płakać chciało mi się przez większość soboty. Za to w niedzielę, nie dość, że pojeździliśmy na rolkach (oboje, nie korzystając z pomocy osób trzecich do opieki na J i L!), to jeszcze poszliśmy na basen, gdzie Janka (w kółku i skrzydełkach) sama przepłynęła pół małego basenu. Wyglądała na bardzo szczęśliwą. W ogóle te długie dni w czerwcu to jest coś nie do opowiedzenia.



Rano musieliśmy się z B. bardzo szybko wymieniać ochraniaczami. Dlatego przepraszam, ale wiozę je na tym zdjęciu do góry nogami.

niedziela, 7 czerwca 2015

mazurski pomost

Jeżeli długi weekend to Pilates, jeżeli Pilates to Mazury, jeżeli Mazury to tylko pławienie się w hotelu Masuria. Lexus i kamasutra, z tymi dwoma rzeczami kojarzy mi się to miejsce. Po raz pierwszy od bodajże 20 listopada 2005 roku (plaża w Clontarf) założyłem piankę nurkową od Andrzeja. Ma już ponad 40 lat i moje ciało, przy całym szacunku, nie jest już dla niej stworzone. Ograniczenia reumatoidalne nie pozwalają mi jej z siebie strząchnąć jak pyłku, ograniczenia kondycyjne nie pozwalają mi wachlować ramionami wbrew niej. Janka z Ludwikiem wyglądali mimo wszystko na szczęśliwych – zamiast 3,5 dnia należałyby im się 3 miesiące na takim powietrzu.
W piątek wieczorem w wypadku samochodowym we Francji zginął były reprezentant Nowej Zelandii i Wellington Hurricanes w rugby, Jerry Collins. Z żoną. Ich trzymiesięczne dziecko przeżyło. Wypadek nie z ich winy. Jerrego widziałem osobiście podczas jego community service (dyscyplinarnie sprzątał w mieście śmieci – jeszcze jako aktywny All Black!). Co to był za gracz. Myślę, że w Nowej Zelandii wielu ludzi od piątku stoi w miejscu ze smutku.



Prze-świt (w sobotę rano)

niedziela, 31 maja 2015

stephen

Weekend obfitował w wydarzenia. Materiał foto istnieje. Byliśmy na spacerze w Chojnowskim Parku Krajobrazowym, na rolkach oraz pikniku z okazji dnia dziecka u mamy Misi. Mimo tego wszystkiego największe wrażenie (chyba w moim całym życiu) wywarł na mnie krótki film o Stephenie Currym, https://youtu.be/eaV5082XQ7Q. Zwłaszcza od 6:30 do 8:30.



To jest tęcza w sobotę – pierwsza nie z książki w życiu Janki. Przypomniała mi się piosenka „Flowers for Zoë“ z płyty Mama Said Lenny’ego Kravitza z 1991 roku.

niedziela, 24 maja 2015

wyrzucili Simmonsa

Nie regulujcie odbiorników – to prawda. Dowiedziałem się grubo ponad tydzień po czasie, w piątek. Powtórzę raz jeszcze: Bill Simmons nie jest już pracownikiem ESPN ani naczelnym grantland.com. Kształtował (zwężął) moje horyzonty od 2005 roku, od felietonów Page 2 na espn.com. Teraz jestem sam jak palec, na bruku.
W sobotę Ludwik po raz pierwszy moczył swoje ciało w basenie. Chyba mu się podobało i chyba włożył w to trochę wysiłku, bo przespał longiem całe popołudnie i noc. Na basen wychodziliśmy od 8 rano do 16. Wreszcie o 16:45 byliśmy w wodzie. Janka też zachwycona, że we czwórkę.
W sobotę wieczorem obejrzeliśmy z B. film Boyhood. Dobry. Kilka świetnie narysowanych historii i postaci. Wyniosłem z niego takie nauki, że dzieci są najważniejsze oraz że życie jest długie i może się w nim wiele zdarzyć, można wyjść na prostą. Nie cytujcie tego, choć wiem, że pokusa jest silna.


Tymczasem dzisiaj na Komunii Julki takie nam Francuz zrobił zdjęcie. Dedykuję je Simmonsowi – jest światło w tunelu, trzeba tylko przyjechać tu, do Polski, do Warszawy.

niedziela, 17 maja 2015

nadmiar zdjęć

Mógłbym wstawić tu zdjęcie z XS, centrum kultury na Narbutta 27A, które w środę zrobił nam Wojtek Ziemilski. Mógłbym wstawić tu zdjęcie Basi mknącej na rolkach przez Pole Mokotowskie dzisiaj po obiedzie. Ale wstawię zamiast tego fotografię estetycznie doskonałą: schody, które B. zaprojektowała i wykonała w tym tygodniu dla Janki.

Chodzi o formę, chodzi o kolor. Te schody są jak Golden State Warriors: już dziś wiadomo że wezmą całość.

niedziela, 10 maja 2015

nowe kaczki

W tym tygodniu staw r-town wzbogacił się o nowe kaczki: czarne i zwyczajne. Obok tych maleństw różnych maści nie da się przejść obojętnie. Nad stawem zatrzymują się młodzi i starzy.  


Mama z dziećmi na spacerze. To miejsce jest wypisz wymaluj niczym pewien miejski rezerwat w Buenos Aires.

niedziela, 3 maja 2015

łatwowierny jak chora Ameryka

Przez praktycznie całą sobotę jedyne co byłem w stanie z siebie wydusić to: Les go Pacman, rip'im up! Na nic. Na nic ten najgorszy w sporcie weekend. Ale pojeździliśmy z Janką i Ludwikiem w przyczepce po lesie i odpoczęliśmy od zgiełku – zgiełku  związanego z walką oraz game seven tysiąclecia.



Podaję charakterystykę niedawno zasadzonego lasu.