Bezustanne trwanie w chorym napięciu. Po raz pierwszy w historii tego pamiętnika używam słowa bezustanne, ciekawe o czym to świadczy. Z nerwów skończyłem tłumaczenie filmu o Marcusie Millerze i przetłumaczyłem Jackowi jakąś prezentację. Oczywiście nie Jackowi Doigowi, który jutro znowu będzie tu nocował. To jest jakaś chora noclegownia nie dom. Fieders jest ze mnie dumny, że „chodzę co mówię“ (ang. "walking the talk“) i w ramach przybliżania domownikom etykiety jadam z książkami: Bukowski od taty i Ile gramatyki? (doktorat Kasi Malesy) pod pachami oraz Igrzyska w Berlinie od Andrzeja na głowie. Janka mi kiedyś za te demonstracje godności i człowieczeństwa przy stole podziękuje. „Człowieczeństwa przy stole“ pomyślane razem (nie że podziękuje mi akurat przy stole).
Oto wiosna za oknem sprzed tygodnia. Rozbisurmaniona, ale już w r-town, a wkrótce w Twojej dzielnicy.
is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)
niedziela, 15 marca 2015
niedziela, 8 marca 2015
marsz madness
Wchodzimy w czas największej akcji. Francja pomógł mi w miniony poniedziałek wynieść z domu stary materac (zawieźliśmy go do jego piwnicy), a dzisiaj z okazji dnia kobiet zrobił nam sesję fotograficzną. Nie ma drugiego takiego brata. Z pomocą siostry ciotecznej z Mediolanu tłumaczę film biograficzny o Marcusie Millerze (zajęło mi to ponad połowę czasu spędzonego w pracy w minionym tygodniu, mam przetłumaczoną 1 godzinę, zostało mi ponad pół). W drodze do i z pracy słucham naturalnie Marcusa Millera, głównie utworu Hylife z płyty Afrodeezia. Matki (moja i narzeczonej Franka) oraz żona też mi pomagają w życiu ze wszystkim, nie wiem czym sobie na to zapracowałem. Sztuczkami w stylu poniższej?
Mam podniesiony poziom adrenaliny.
I wpatrzone w siebie kobiety. Właściwie nie dziwię im się – w marcu zaczyna się dance.
Mam podniesiony poziom adrenaliny.
I wpatrzone w siebie kobiety. Właściwie nie dziwię im się – w marcu zaczyna się dance.
niedziela, 1 marca 2015
skręty
Cały dzień skręcałem łóżko. Nie wiem z jaką świecą takiego bohatera szukać – szukać to jeszcze, ale znaleźć. Jankę skręca już któryś dzień z bólu brzucha, a Basię z braku (obszar graniczny) cierpliwości do nas.
Skręcając wymyśliłem i zastrzegam nazwę dla klubu narciarskiego: skistoper rakowiec.
Steph Curry 1 marca 2015 roku. On jeden wygląda na w miarę zdrowego. Fot. Brian Babineau.
Skręcając wymyśliłem i zastrzegam nazwę dla klubu narciarskiego: skistoper rakowiec.
Steph Curry 1 marca 2015 roku. On jeden wygląda na w miarę zdrowego. Fot. Brian Babineau.
niedziela, 22 lutego 2015
ikea targówek
Byłem w niej dzisiaj sam na sam z Janką. Co za szczęście ta Ikea. Uzupełniliśmy zapas pobitych szklanek oraz kilka razy wracaliśmy do działu z pluszowymi zabawkami i ciuchcią. Nie wiem czy to wszystko pomoże Idzie zdobyć Oscara.
Mam nadzieję, że tak. Jutro (planuję) zdjęcie.
Z planów nic nie wyszło, ale zdjęcie dodaję – lepiej późno niż wcale. Zabawki Janki, w górnym rzędzie od lewej: tata, nowozelandczyk Jack Doig, dzidziuś; w dolnym rzędzie od lewej: mama i Janka. Dzidziuś, mama i Janka to prezenty od Agaty, Jack został znaleziony na plaży. Nieważne, że jestem vibovitem. I made the cut, tylko to się liczy.
Mam nadzieję, że tak. Jutro (planuję) zdjęcie.
Z planów nic nie wyszło, ale zdjęcie dodaję – lepiej późno niż wcale. Zabawki Janki, w górnym rzędzie od lewej: tata, nowozelandczyk Jack Doig, dzidziuś; w dolnym rzędzie od lewej: mama i Janka. Dzidziuś, mama i Janka to prezenty od Agaty, Jack został znaleziony na plaży. Nieważne, że jestem vibovitem. I made the cut, tylko to się liczy.
niedziela, 15 lutego 2015
karnawał solidarności z wirusami tego świata
W piątek J. odziana w zakupiony przez kochającą i myślącą o niej bez przerwy mamę stroju Peppy Pig ruszyła na żłobkowy bal karnawałowy. Ten moment w czwartek wieczorem kiedy założyła na siebie przebranie i obejrzała się w lustrze: istnieje coś takiego jak szczęście.
Mimo (a może dzięki) balowi zdrowotnie (regrettably) nie ruszyliśmy do przodu, dlatego jutro opadnę wygodnie w niegdysiejsze, piękniejsze śniegi i opiszę idealne popołudnie.
Pod koniec dnia w żłobku pani Karolina schodzi ze schodów prowadząc z rękę naszego dziubulińskiego. Po chwili zawodu, że to nie mama czeka, Janka dzięki hasłu "basen" wchodzi jednak w stan paraekscytacji. Upewnia się czy mam spakowanych kaczuszkę i psa pluto i możemy ruszać... (cd kiedyś nastąpi).
To zdjęcie stawu w woj. kujawsko pomorskim z soboty – niby zimowego, a już jednak mającego coś z wiosny.
Mimo (a może dzięki) balowi zdrowotnie (regrettably) nie ruszyliśmy do przodu, dlatego jutro opadnę wygodnie w niegdysiejsze, piękniejsze śniegi i opiszę idealne popołudnie.
Pod koniec dnia w żłobku pani Karolina schodzi ze schodów prowadząc z rękę naszego dziubulińskiego. Po chwili zawodu, że to nie mama czeka, Janka dzięki hasłu "basen" wchodzi jednak w stan paraekscytacji. Upewnia się czy mam spakowanych kaczuszkę i psa pluto i możemy ruszać... (cd kiedyś nastąpi).
To zdjęcie stawu w woj. kujawsko pomorskim z soboty – niby zimowego, a już jednak mającego coś z wiosny.
niedziela, 8 lutego 2015
tempo ujemne
Dorwały nas przeziębienia, ale wychodzimy z tego i od jutra postaramy się wieść w miarę normalne życie. Na pocieszenie siebie samego opiszę tutaj jak wygląda idealny pracujący poranek r-town na przełomie 2014 i 2015 roku, do protokołu. Nie było ich wiele, ale kilka było. Otóż ja wstaję ciut wcześniej, daję Rońce pół serka półtłustego z Biedronki, kroję 3 jabłka zieloną krojarką z IKEI, stawiam patelnię teflon (prezent od babci i dziadka) na stole oraz szklankę z kaszą jaglaną obok. J. wstaje, schodzi z łóżka, wyłącza nawilżacz, idzie siusiu, przychodzi do kuchni, wysypuje zawartość szklanki (oraz potem jeszcze pół szklanki) do patelni, rozplaskuje ręką. Teraz można kaszę podprażyć. Za ok 15 minut goła J. plus ubrani rodzice wprowadzają do organizmów śniadanie. W idealnym świecie za kolejnych 30-40 minut ubrani i z umytymi zębami wychodzimy z domu, ja i J. W niektórych autobusach lektor zapowiada kolejne przystanki, w innych modelach my go wyręczamy. W żłobku dużo czasu zajmuje nam zdjęcie kombinezonu i zmiana obuwia, ponieważ J. przygląda się wszystkiemu i wszystkim, zadaje pytania, wita się z koleżankami i kolegami oraz z rodzicami koleżanek i kolegów. Wreszcie z dosyć dużym entuzjazmem wchodzimy na piętro i następuje rozłąka. W następnym odcinku: idealne popołudnie.
Dekoracje zimowe w żłobku, do którego mamy zamiar wpadać częściej niż przez ostatnie 3 tygodnie.
Dekoracje zimowe w żłobku, do którego mamy zamiar wpadać częściej niż przez ostatnie 3 tygodnie.
niedziela, 1 lutego 2015
Oczko
W tym tygodniu chciałbym zwrócić Państwa uwagę na anomalie śniegowe oczka r-town. Jak tylko Internet przestanie (zacznie) harcować, zamieszczę tutaj zdjęcie-ilustrację i uzupełnię wpisy. Tymczasem napiszę tylko, że tylko (celowe powtórzenie, arcyodważny styl) koszykarze z Atlanty to twardziele z prawdziwego zdarzenia. Przejeżdżałem przez to miasto parę razy w 1995 i 2000 roku, w 2000 nawet tam nocowałem – no powiem Państwu, że nigdy bym nie powiedział, że 15 lat później wygrają 19 meczów ligowych z rzędu.
Oto obiecane zdjęcie z porannego spaceru 29 stycznia. To jest niewytłumaczalnie chore, kaczory i kaczki chodzą wokół tych sfer jak Afrykanie wokół rytmu (metrum 6/8 i 12/8).
Oto obiecane zdjęcie z porannego spaceru 29 stycznia. To jest niewytłumaczalnie chore, kaczory i kaczki chodzą wokół tych sfer jak Afrykanie wokół rytmu (metrum 6/8 i 12/8).
Subskrybuj:
Posty (Atom)




