Reszta to już historia. W czasie kiedy ja wprowadzałem zupę, Janka jadła szparaga.
is a free-flowing monologue that occasionally touches on mature subjects (B. Simmons)
niedziela, 26 maja 2013
grochówka
Szedłem wczoraj z Janką przez działki gdy wtem zaczepiła mnie (i jeszcze jednego pana z wózkiem) pani na rowerze. Powiedziała, że zaprasza na obchody 85-tych urodzin pracowniczych ogródków działkowych r-town. Dodała, że na obchodach serwowana będzie grochówka za dwa złote. Powiedziałem, że dziękuję za zaproszenie, ale nie mam przy sobie portfela. Odpowiedziała żebym się nie wygłupiał.
niedziela, 19 maja 2013
ludzie z Castlebar
Jednym z kilku ciekawych przypadków minionego piątku (17 maja) było spotkanie i zmuszenie do mówienia pewnej pary emerytowanych wykładowców z Leeds około godziny 16:15 w autobusie numer 128. Wracali ze starówki do hotelu Sobieski. Otóż rodzice obojga pochodzą z Irlandii, a w przypadku kobiety konkretnie z Castlebar w hrabstwie Mayo. W trakcie naszej 5-minutowej rozmowy ta pani powiedziała mi coś o czym nie miałem pojęcia. Podobno na dzień w którym pada lekki deszcz Irlandczycy mówią: "It's a nice soft day". A dopiero jak pada mocniej przyznają, że pada deszcz. Uważam użycie słowa "soft" w tym kontekście za socjologicznie, czy jak to nazwać, intrygujące (intriguing).
Stalin, Bierut, Rokosowski (Oxford, Cambridge, Wielka Brytania). Na kolanach matek siedzą trzy niezwykłe dziewczyny z rocznika 2012. Zdjęcie zrobiłem podczas 4 urodzin zawiedzionej nieobecnością Rońki Niny F.
Stalin, Bierut, Rokosowski (Oxford, Cambridge, Wielka Brytania). Na kolanach matek siedzą trzy niezwykłe dziewczyny z rocznika 2012. Zdjęcie zrobiłem podczas 4 urodzin zawiedzionej nieobecnością Rońki Niny F.
niedziela, 12 maja 2013
tunel rewizytacja
Dzisiaj podczas gdy Basia uczestniczyła w kursie pierwszej pomocy niemowlętom, Janka i ja siedzieliśmy obok w pokoiku zabaw. Trudno będzie Państwu w to uwierzyć, ale w tym pokoiku był wypisz wymaluj taki materiałowy tunel jaki mamy u nas w domu, taki zielony, od Babci. No i Janka się nim (a w zasadzie wrzucanymi do niego piłkami) bardzo zainteresowała. Teraz (po południu) nasz domowy tunel przechodzi drugą młodość. Tymczasem przyszedł poniedziałek i pora na związany ze zbliżającymi się dziewiątymi miesięcznymi urodzinami Janki cytat z najnowszego artykułu tego geniusza Simmonsa:
"[...] he's the most fearless basketball player I've ever seen. You watch Blake Griffin the same way parents watch their 9-month-old child crawling around a house that hasn't been childproofed; you never feel safe, not for a second."
Otóż Blake Griffin ma się do tego co chwilami wyprawia J. jak jakiś kalkulujący każdy ruch emerytowany szachista ma się do stunt-double'a J. (dżej) Bonda.
Siedząc na toalecie u mojego brata w pokoju zaobserwowałem ostatnio zaciek o profilu królowej Elżbiety. Boże, jakie to szczęście, że żyjemy w wolnej Polsce, że każdy robi ze swoim czasem co chce, że każdy mówiący po Polsku użytkownik Internetu ma dostęp do tej informacji.
"[...] he's the most fearless basketball player I've ever seen. You watch Blake Griffin the same way parents watch their 9-month-old child crawling around a house that hasn't been childproofed; you never feel safe, not for a second."
Otóż Blake Griffin ma się do tego co chwilami wyprawia J. jak jakiś kalkulujący każdy ruch emerytowany szachista ma się do stunt-double'a J. (dżej) Bonda.
Siedząc na toalecie u mojego brata w pokoju zaobserwowałem ostatnio zaciek o profilu królowej Elżbiety. Boże, jakie to szczęście, że żyjemy w wolnej Polsce, że każdy robi ze swoim czasem co chce, że każdy mówiący po Polsku użytkownik Internetu ma dostęp do tej informacji.
niedziela, 5 maja 2013
księga dźwięków
Z życia Janki, protokołuję co następuje: z całej książeczki-prezentu od Anuli pt. "Księga Dźwięków", którą od miesięcy czytamy codziennie, nasza córka najbardziej kocha dźwięki osła (uśmiecha się na jego widok zanim usłyszy dźwięki), oraz konia (próbuje nie bez wdzięku zawołać "ihahaaaa"). Pozostałe 50 zwierzątek, przedmiotów i dźwięków w książeczce toleruje, ale większego wrażenia na niej nie robią.
Cudowne lata tego skrzata przed nią i przed nami. Sprzed komputera pozdrawiam najmocniej jak umiem swojego brata i ojczyma, których bardzo kocham i którym dedykuję to zdjęcie. Żeby wierzyli i wiedzieli, że naszych cudownych lat jeszcze długo nie koniec.
Cudowne lata tego skrzata przed nią i przed nami. Sprzed komputera pozdrawiam najmocniej jak umiem swojego brata i ojczyma, których bardzo kocham i którym dedykuję to zdjęcie. Żeby wierzyli i wiedzieli, że naszych cudownych lat jeszcze długo nie koniec.
niedziela, 28 kwietnia 2013
48
Dzisiaj bardzo krótko, bo słabszy, deszczowszy dzień. W sobotę przechodziliśmy z Janką niedaleko bloku Korotyńskiego 48, gdzie z Francuzem, Agatą, Mamą i Andrzejem spędziliśmy trochę fajnego życia. To jest zdjęcie bloku, czyli życia, oraz słynnej beczki smoły, przy której graliśmy z kolegami z podwórka w piłkę. Widać na nim również nowo wylaną ścieżkę rowerową.
Tę beczkę smoły (czy beczkę po smole) da się na tym zdjęciu wbrew pozorom wypatrzeć.
Tę beczkę smoły (czy beczkę po smole) da się na tym zdjęciu wbrew pozorom wypatrzeć.
niedziela, 21 kwietnia 2013
league pass special
Do wszystkich, którzy tu wchodzą w nadziei na przeczytanie wskazówki na życie czy przestrogi, zapamiętajcie proszę tylko jedno: "If you're guarding Tyler Hansbrough, you've got a long afternoon on your hands."
Najukochańszy league pass był w ten weekend za darmo. Naiwni league passerzy myśleli, że połknę haczyk i wykupię pakiet na resztę play-offów, ale pomylili się. Nie zrobię tego, bo nie chcę umrzeć na bezsenność w Seattle. Ale skoro Janka zasnęła, a rzecz była za darmo, to popatrzyłem przed chwilą na końcówkę Hawks at Pacers. Zostało 6 minut 30 sekund, Atlanta próbuje wykopać się z potwornego dołka, ale nic im z tego nie wychodzi, bo tamci to cisi zabójcy. No i wtedy właśnie komentator wypowiedział powyższe, warte zapamiętania zdanie.
W tym czasie kiedy ja oglądałem Tylera i jego kolegów, Basia rozmawiała przez telefon z Marcinem D., który przychodzi do nas co jakiś czas zagrać o mistrzostwo miesiąca w scrabble. Wydawało mi się, że słyszałem jak on mówi, że ja jestem jak Bayer Leverkusen: dobry, ale mistrzostwa pewnie nigdy nie zdobędzie. Przez noc wymyśliłem taką odpowiedź: zobaczymy jak was wszystkich zabajeruję na śmierć podczas kolejnych mistrzostw. Takiego bajeru nie widzieli nawet stali bywalcy festiwalu wagnerowskiego w Bayreuth (Bayreuth Festspiele).
Jeżeli komuś kiedyś w życiu przyjdzie się zmierzyć z Tylerem, na wzmocnienie polecam takie danie, które osobiście wprowadziliśmy z Basią na początku mijającego tygodnia.
Najukochańszy league pass był w ten weekend za darmo. Naiwni league passerzy myśleli, że połknę haczyk i wykupię pakiet na resztę play-offów, ale pomylili się. Nie zrobię tego, bo nie chcę umrzeć na bezsenność w Seattle. Ale skoro Janka zasnęła, a rzecz była za darmo, to popatrzyłem przed chwilą na końcówkę Hawks at Pacers. Zostało 6 minut 30 sekund, Atlanta próbuje wykopać się z potwornego dołka, ale nic im z tego nie wychodzi, bo tamci to cisi zabójcy. No i wtedy właśnie komentator wypowiedział powyższe, warte zapamiętania zdanie.
W tym czasie kiedy ja oglądałem Tylera i jego kolegów, Basia rozmawiała przez telefon z Marcinem D., który przychodzi do nas co jakiś czas zagrać o mistrzostwo miesiąca w scrabble. Wydawało mi się, że słyszałem jak on mówi, że ja jestem jak Bayer Leverkusen: dobry, ale mistrzostwa pewnie nigdy nie zdobędzie. Przez noc wymyśliłem taką odpowiedź: zobaczymy jak was wszystkich zabajeruję na śmierć podczas kolejnych mistrzostw. Takiego bajeru nie widzieli nawet stali bywalcy festiwalu wagnerowskiego w Bayreuth (Bayreuth Festspiele).
Jeżeli komuś kiedyś w życiu przyjdzie się zmierzyć z Tylerem, na wzmocnienie polecam takie danie, które osobiście wprowadziliśmy z Basią na początku mijającego tygodnia.
niedziela, 14 kwietnia 2013
napad na Schmerzen
To nigdy nie miał być lukrowany torcik, to są sprawozdania z tego jak jest, a nie z jakiejś idylli. Nie wycelowaliśmy rano najlepiej z drzemkami i – trudno o tym pisać – wślizgnęliśmy się z Janką do basenu niewyspani. Dlatego w wodzie sporo było ambarasu, szczęścia mało, rozpłynęło się. Wyszliśmy przed końcem zajęć i kiedy jeszcze wciąż umęczona Janka leżała na przewijaku, do szatni rodzinnej wszedł – aż ciężko w to wszystko uwierzyć – jakiś obcokrajowiec na zajęcia starszej grupy ze swoim (ze słówka "swoim" wystarczy wyrzucić "o" i wychodzi "swim"!) synkiem i od progu widząc nasze nieszczęście rzucił bardziej do nas niż do Janki:
- Are we having fun yet?
- Are we having fun yet?
Typowa amerykańska szpila przebrana w śpioszek niewinnego żartu.
To zresztą nie koniec przygód, na drugim śniadaniu w barze Tel Aviv usiedliśmy obok Austriaczki spod Linzu przebywającej na Erasmusie w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Była w drodze na spektakl typu matinée pt. "Mały Książę" w Romie. W spektaklu gra (podobno) jej koleżanka (swoją drogą, co to za koleżanka z Erasmusa, która w niedzielne południe jest w stanie grać w teatrze?), no i ona wpadła tu coś zjeść przed gongiem na pierwszy akt. Zanim ją zaczepiłem czytała wytartą kopię "To kill a mocking bird", czyli już było jasne, że to najgorszy typ przeintelektualizowanej i przewrażliwionej studentki z wymiany.
Oczywiście ja ją zagajałem, Bogu ducha winną. Chciałem żeby pomyślała, że jest w jakimś Buenos Aires, a nie w Warszawie, że niby wszyscy się tu wszystkimi szalenie interesują. Chciałem, żeby trwała w swoim (swim) lukrowanym torciku, żeby dalej wierzyła, że cała Polska jest jak WSP i jej Erasmusowi degeneraci, upojeni utopią zjednoczonej Europy.
A na świecie? Kobe Bryant zerwał w piątek ścięgno achillesa, co od razu skojarzyło mi się z niemieckim słówkiem "Schmerzen". Zresztą w przypadku ścięgna achillesa są to podobno Weltschmerzen. Dlatego postanowiłem zamienić z tej okazji refren piosenki Ewy Bem, który idzie:
"Do góry ręce, to napad na serce"
na
"Do góry kierpce, to napad na Schmerzen".
Wiosna w r-town to nie tylko zmiany w mózgu. Zmienia się też światło, przy czym mówimy tu o naświetleniu w godzinach 19:05 – 19:10.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


